Cierpi ktoś wśród was? Niech się modli. Raduje się ktoś? Niech śpiewa. Choruje ktoś wśród was? Niech przywoła starszych kościoła i niech się modlą nad nim, namaszczając go olejem w imię Pana. A modlitwa wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie. Jeśli zaś popełnił grzechy, będą mu przebaczone.
niedziela, 3 października 2021
Przyjęcie Sakramentów przez chorego. Czy nalegać w przypadku odmowy?
Cierpi ktoś wśród was? Niech się modli. Raduje się ktoś? Niech śpiewa. Choruje ktoś wśród was? Niech przywoła starszych kościoła i niech się modlą nad nim, namaszczając go olejem w imię Pana. A modlitwa wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie. Jeśli zaś popełnił grzechy, będą mu przebaczone.
niedziela, 19 września 2021
Atak na rodzinę i życie - moja odpowiedź.
Dawno nie wypowiadałam się w sprawie aborcji i związków osób tej samej płci, ale ostatnio tyle się dzieje w tym temacie, że muszę zabrać głos.
1. Aborcja
Zawsze twardo stoję w obronie życia od momentu jego poczęcia. Ostatnio poruszyła mnie wypowiedź posłanki lewicy na temat cierpienia zwierząt.
Zgadzam się z tym, że nad stworzeniem nie można się w żaden sposób znęcać, ale podkreślam to, że z woli Bożej mamy "czynić sobie ziemię poddaną."
Wspomniana posłanka strasznie rozczulała się nad niedolą łowionych ryb i hodowanych dla mięsa zwierząt. Ta sama kobieta wraz z całą lewicą walczy o prawa kobiet do aborcji na życzenie.
Tyle tu hipokryzji, że nie sposób milczeć. Ile cierpi dziecko siłą wyrywane z brzucha matki! Życie ludzkie jest nieskończenie bardziej ważne niż życie zwierząt.
W głowie się poprzewracało, mam wrażenie, że wracamy do czasów obozów hitlerowskich, gdzie urodzone dziecko natychmiast było rzucane o ścianę, albo topione w beczce z wodą. Tam też wszystkie wartości były zupełnie odwrócone. Dziś Bruksela walczy o prawo do zabijania nienarodzonych i piętnuje Polskę za to, że prawnie chroni życie poczęte.
Unia Europejska, która kiedyś upadnie z powodu swojego odejścia od chrześcijańskich korzeni, urządza sobie targi niemowląt dla par homoseksualnych. Tu przechodzę do drugiego tematu...
2. Związki partnerskie osób tej samej płci i adopcja dzieci.
Jak już wspomniałam Bruksela urządziła niedawno targi niemowląt dla gejów i lesbijek, którzy mogli wybrać sobie dziecko według własnego upodabania.
Jest to handel człowiekiem w XXI wieku.
Na dodatek model rodziny składający się z kobiety, mężczyzny i ich dzieci jest wypierany, a w jego miejsce Unia Europejska próbuje umieścić związki homoseksualne (jako normę), oraz adopcje dzieci przez osoby tej samej płci.
Zawsze twardo stoję przy tradycyjnym modelu rodziny i byłam już kiedyś nazwana "homofobką" chociaż nią nie jestem.
Jestem też ciemnogrodem i mam wyjść ze średniowiecza. Nie wyjdę nigdy. Wolę swoje średniowiecze, niż ten tak bardzo nowoczesny świat.
Dlatego podkreślam, że rodzinę tworzy kobieta, mężczyzna i ich dzieci, które już od momentu poczęcia mają prawo do życia.
Jest to zapisane w naszej konstytucji i mam nadzieję, że posłowie i posłanki, którzy niegdyś wychodzili na ulicę w jej obronie, wezmą to także dziś pod uwagę w swoich wypowiedziach.
Dziękuję Panu Bogu i Królowej Polski, że mój kraj, jak dotąd skutecznie opiera się tęczowej rewolucji, trwa przy wierze i tradycji naszych ojców.
Nie ustawajmy w modlitwie za Ojczyznę.
piątek, 6 sierpnia 2021
Świadectwo mojej przyjaźni ze sługą Bożym o. Bernardem z Wąbrzeźna.
Szczęść Boże. Przedstawiam Wam napisane przeze mnie świadectwo przyjaźni ze sługą Bożym o. Bernardem z Wąbrzeźna.
Świadectwo pochodzi ze strony na Facebooku, którą prowadzi postulator procesu beatyfikacyjnego sługi Bożego o. Bernarda z Wąbrzeźna.
(Link do strony umieściłam na końcu tego wpisu).
Oto jego treść:
Króluj nam Chryste!
Ojciec Bernard ciągle fascynuje swoją miłością do ukrzyżowanego Zbawiciela oraz Jego i naszej Matki. Poniżej piękne współczesne świadectwo Jego Apostołki.
Świadectwo przyjaźni ze sługą Bożym o. Bernardem z Wąbrzeźna.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Ze sługą Bożym po raz pierwszy spotkałam się około 10 lat temu. Byłam wtedy bardzo chora, po leczeniu szpitalnym, na dodatek bardzo słabej wiary. Kiedy przechodziłam rehabilitację, całą grupą chorych pojechałam na pielgrzymkę po wielkopolskich sanktuariach. Szczerze mówiąc nawet nie byłam zorientowana, jakie miejsca odwiedzę. W końcu trafiłam do Wąbrzeźna. O słudze Bożym wcześniej nie słyszałam. Pamiętam, że pewien zakonnik oprowadzał nas po klasztorze i opowiadał nam o o. Bernardzie. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Mogłam dotknąć sarkofagu i poprosić o łaski. Dostałam także obrazek sługi Bożego, oraz Matki Bożej Lubińskiej.
Po powrocie do domu nadal mierzyłam się z chorobą i było mi bardzo ciężko w pracy. Pamiętam, że przed pracą prosiłam o. Bernarda o siły, ponieważ mi ich brakowało. Ten obrazek towarzyszył mi już zawsze. Moja droga wiary była kręta, byłam wciąż daleko od Pana Boga. Nawróciłam się po kilku latach. Stawiałam pierwsze kroki w przyjaźni z Panem Jezusem, poznawałam świętych.
O o. Bernardzie z Wąbrzeźna przypomniałam sobie, kiedy wybuchła pandemia. Wtedy jeszcze bardzo się bałam. Zaczęłam znowu modlić się za wstawiennictwem o. Bernarda. Ułożyłam nowennę za wstawiennictwem sługi Bożego, modlitwę o zachowanie od zarażenia się Covid-19 i przestałam się bać, ponieważ poczułam, że nie jestem sama.
Zaczęłam też rozmawiać z o. Bernardem i wczytywać się w Jego biografię. Poczułam, że chcę, aby był bardziej znany i stałam się Jego apostołką. Prowadzę stronę i grupę na Facebooku o słudze Bożym.
Myślę, że ta moja przyjaźń z o. Bernardem zaczęła się tak naprawdę po 10 latach od momentu, kiedy byłam przy Jego grobie, ponieważ jest to święty na nasze czasy.
O. Bernard w historii zasłynął spektakularnymi cudami i łaskami, jak ukazanie się na niebie w świetlistej postaci w czasie epidemii i ocalenie przed nią miasta, więc i teraz może w niezwykły sposób nam pomagać. Mam nadzieję, ze moje starania o to, żeby o. Bernard był bardziej znany przyniosą owoce. Widzę, że dużo osób składa intencję i modli się na grupie i stronie o. Bernarda, nawet nie trzeba ich specjalnie zachęcać. Sługa Boży ma także swój oficjalny profil na Instagramie i Twitterze.
Pragnę zachęcić tych, którzy czytają to świadectwo do przyjaźni z o. Bernardem, oraz modlitwy za Jego wstawiennictwem.
Prośmy także o rychłą beatyfikację sługi Bożego, ponieważ o. Bernard jest nam bardzo potrzebny.
Autorka świadectwa: Monika Świtalska z Poznania
Link do strony sługi Bożego o. Bernarda z Wąbrzeźna:
https://www.facebook.com/Bernard.z.Wabrzezna/
niedziela, 27 czerwca 2021
Wystarczy dotknąć się płaszcza Pana Jezusa.
Mk 5, 21-43
Wskrzeszenie córki Jaira
Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał.
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości.
A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę.
On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości».
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.
Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących, wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go.
Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść.
Oto słowo Pańskie.
W powyższej Ewangelii Pan Jezus przeprawił się na drugi brzeg i zgromadził się wokół Niego wielki tłum. Wydaje się, że to ludzie szukali Pana Jezusa, ale myślę, że przede wszystkim to Chrystus szukał ludzi. Szukał ludzi z wielką wiarą, którzy wiedzą, że Pan ma taką moc, że wystarczy dotknąć się Jego płaszcza, aby zostać uzdrowionym.
W życiu człowieka tak właśnie jest, że szuka Boga i pragnie się Go chwycić, zwłaszcza w trudnych sytuacjach. Trzeba wiedzieć, że także nasz Zbawiciel szuka człowieka. Nie jest tyranem, który chce nas ukarać za grzechy i jeszcze nam dołożyć. Jest natomiast kochającym Ojcem zawsze gotowym nam pomóc.
Często bywamy zawiedzeni, że odpowiedź Pana Boga nie była natychmiastowa, albo nie po naszej myśli. Człowiek pragnie uzdrowienia ciała (i takie Pan nam często daje), Jezus jednak przychodzi ze zdrowiem dla duszy, ponieważ chce nas zbawić. Jego marzeniem jest być z nami w niebie przez całą wieczność. To jest najważniejsze dla kochającego Ojca.
Należy podkreślić, że uzdrowienie ciała jest możliwe dopiero wtedy, kiedy nasza dusza żyje i oddycha Panem Bogiem. Codziennie za wstawiennictwem Matki Bożej, czy jakiegoś świętego dzieją się cuda. Tak, jak w przypadku kobiety z dzisiejszej Ewangelii, za takim uzdrowieniem kryje się wielka wiara.
Chcę tutaj dać świadectwo, tego jak Pan zadziałał w moim życiu. Przez kilka lat modliłam się w intencji mężczyzny i kobiety, którzy byli w związku niesakramentalnym.
Odpowiedź Pana Jezusa bardzo mnie zaskoczyła i na pewno nie była po mojej myśli. Ten mężczyzna zachorował na guza mózgu i po przyjęciu Sakramentów odszedł do Boga. Kobieta po jego śmierci przystąpiła do spowiedzi świętej. Ta cała sytuacja bardzo mnie dotknęła.
Widzimy tutaj jak działa Pan Jezus. Pojąć tego nie potrafimy, ponieważ nie można ogarnąć Boga rozumem. Jedno jest pewne - zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Pan Jezus dostrzegł w Ewangelii z dnia dzisiejszego kobietę, która miała ogromną wiarę. Nam także przychodzi z pomocą i mówi: "Nie bój się, wierz tylko."
A ja czy mam wiarę jak ziarenko gorczycy? Czy wierzę, że Bóg jest moim najlepszym Ojcem, który mnie kocha? A może uważam, że Bóg to taki tyran, który chce mnie ukarać?
Bracie i siostro - jesteśmy dziećmi Bożymi, synami i córkami Wielkiego Króla.
Ufając w obecność Matki Bożej w naszym życiu i w moc Pana Boga nie upadajmy na duchu, bo naprawdę nie jesteśmy sami i bezbronni. Chwała Panu za to wszystko.
piątek, 14 maja 2021
Świadectwo cudu za wstawiennictwem Matki Bożej Licheńskiej.
Jako dorastająca dziewczyna stałam się obiektem plotek ze strony rówieśników. Cierpiałam po cichu, nikomu się nie żaliłam, nie potrafiłam też się obronić. Moje życie stało się piekłem, ponieważ nie mogłam swobodnie mijać się z ludźmi, którzy o mnie plotkowali, byłam obiektem kpin. Jednym słowem zostałam zmieszana z błotem i jeszcze dodatkowo zdeptana jak robak.
Pewnego dnia nie wytrzymałam, i kiedy wróciłam do domu ze szkoły zaczęłam strasznie płakać przed obrazkiem Matki Bożej Licheńskiej. Obrazek ten przywiozła z pielgrzymki moja ś.p babcia, do dziś stoi w moim pokoju. Matka Boża była jedyną osobą, której opowiedziałam o tym, co przeżywam. Płacząc prosiłam Maryję o pomoc.
Następnego dnia zdziwiłam się mocno ponieważ osoby, które mnie oczerniały zamiast śmiać się ze mnie, po prostu grzecznie się ze mną przywitały.
Myślałam, że to przypadek. Mijały kolejne dni, nie słyszałam nic złego na mój temat, zamiast tego osoby te z szacunkiem mówiły "dzień dobry."
W końcu zdałam sobie sprawę, że stał się cud, ponieważ od momentu modlitwy przed wizerunkiem Matki Bożej Licheńskiej plotki zniknęły.
Wybaczyłam tym osobom wyrządzoną krzywdę, ale do dziś noszę w sobie rany.
Chcę zaapelować do wszystkich, którzy czytają to świadectwo, aby nigdy nie dopuszczały się plotkowania o drugim człowieku, ponieważ ten grzech niszczy życie osoby, która jest obmawiana.
Te świadectwo jest nie tylko sposobem na to, aby ostrzec Was przed tym grzechem, ale także jest napisane dla większej czci i chwały Matki Bożej.
Kochana Mamusiu dziękuję za to, co dla mnie zrobiłaś. Dzięki temu nigdy nie dopuszczam się plotek o bliźnim, ponieważ wiem jak to rani.
Chwała Panu i Tobie Matko Boża Licheńska.
piątek, 9 kwietnia 2021
Światem zawładnęła ciemność.
Dziś zmarł książe Filip i naprawdę jest to przykre. Od rana mówią o tym w telewizji i w radiu, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Umarł książe - bardzo ważna osoba...
Od rana też mam takie myśli:
Co kilka sekund na świecie umiera jeden człowiek z głodu, o tym nikt nie mówi - to nie są ważne osoby? Każdy człowiek jest ważny - także ten ubogi, który czeka na naszą pomoc.
Nie można służyć Bogu i mamonie, ja widzę, że świat idzie za powiedzeniem: "świat kręci się na pieniądzach i seksie."
W pewnej telewizji, którą kiedyś chętnie oglądałam, na okrągło mówią o szczepionkach, dlatego staram się omijać ten program, jak tylko mogę. Miliardy idą na przemysł szczepionkowy, ważne, że biznes się kręci, a ten program ma chyba za zadanie w tym pomagać.
Dlaczego świat jest głuchy na najbiedniejszych ludzi i milczy wobec ich tragedii?
Ważny jest każdy człowiek, nie tylko książe Filip, ale przede wszystkim ten zgnębiony na duchu, z którym najbardziej utożsamia się Jezus.
Ile razy człowiek mija Pana Jezusa na ulicy i przechodzi obojętnie... a potem słyszę, że Pan Jezus jest zły, bo jest nieszczęście na świecie. Pan Bóg dał nam miłosierdzie i przykazanie miłości bliźniego, także po to, żeby nie było umierających z głodu.
Przyjdź Panie Jezu - ten świat potrzebuje Ciebie i Twojej Mamy, bo jest w ciemności i brak mu światła. Jaka straszna ta ciemność!
środa, 17 lutego 2021
Krótkie rozważanie na początek Wielkiego Postu.
Post, modlitwa, jałmużna to nasze środki, aby w czasie Wielkiego Postu nawrócić się i zbliżyć do Pana Boga.
Wejdźmy na drogę pokuty, ponieważ ten świat bardzo tego potrzebuje, a Pan Jezus czeka na każdą naszą ofiarę.
Matka Boża w Medziugorje woła: "Pokuta, pokuta, pokuta", a w każdym objawieniu powtarza: "odmawiajcie różaniec."
To jedyny sposób, żeby ocalić dusze naszych braci i sióstr.
Drugim naszym zadaniem w czasie Wielkiego Postu jest współcierpienie z Jezusem Ukrzyżowanym i Matką Bolesną, poprzez uczestnictwo w nabożeństwach pasyjnych w Kościele, bądź przeżywanych w swoich domach.
Te także możemy ofiarować za zatwardziałych grzeszników, aby pocieszyć Pana Boga i Maryję, którzy cierpią tracąc codziennie dusze swoich ukochanych dzieci.
Modlitwa w intencji nawrócenia grzeszników nigdy nie pozostaje niewysłuchana. Najlepiej wszystkie te praktyki religijne ofiarować Ukrzyżowanemu Zbawicielowi przez ręce cierpiącej Matki Bożej. Wtedy nasza modlitwa i ofiara będzie miała nieskończoną wartość w oczach Bożych.
Jesteśmy na tym świecie tylko pielgrzymami, a naszym domem jest niebo. Wszystkie nasze siły musimy więc skupić na dążeniu do tej niebiańskiej ojczyzny, ale naszym zadaniem jest prowadzenie także innych ludzi do nawrócenia. Św. Weronika Giuliani w swoim widzeniu ujrzała dusze, które wpadają do ognia piekielnego jak deszcz. Całe życie poświęciła ratowaniu braci i sióstr przed potępieniem. Robiła to właśnie przez uczynki pokutne, które także my grzeszni ludzie możemy naśladować, aby nikt z owczarni Pana Jezusa już więcej nie zginął.
W ten sposób spełniamy przykazanie miłości, które mówi o tym, że należy:
- miłować Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy i ze wszystkich sił.
- a bliźniego swego jak siebie samego.
Miłość do siebie samego wyraża się w nieustannym nawracaniu się i życiu w stanie łaski uświęcającej, a miłość do bliźnich w trosce o ich zbawienie.
Chrześcijanin to człowiek, który kocha. Kocha Pana Boga i drugiego człowieka. Dlatego właśnie ze względu na tę miłość trzeba, abyśmy w tym roku, w czasie Wielkiego Postu weszli na drogę pokuty.
Nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię.
czwartek, 26 listopada 2020
Piekłem kobiet jest aborcja.
Długo myślałam nad tym co napisać w tym poście, a także jak ująć moje przemyślenia, tak, aby nikogo nie oceniać i nie okazać braku szacunku.
Pomimo tego, jakie sceny dzieją się na polskich ulicach, chciałabym mówić o strajkujących kobietach dobrze.
Każdy człowiek ma prawo mieć swoje poglądy i je manifestować, ale w ostatnim czasie granica pomiędzy demokratycznymi protestami, a przemocą została przekroczona.
Kobiety ze strajku kobiet są wulgarne i tym językiem pełnym przekleństw, odnoszą się do nas. Próbują narzucić nam swoje zdanie, na ulicach dochodzi do przepychanek, atakowane są Kościoły, a nawet przerywane są nabożeństwa Mszy Świętej.
Nie wiem czy kobiety te zdają sobie sprawę, że ich agresja i zachowanie nie przystoją kobiecie, która powinna być według mnie delikatna i skromna.
Dlatego trzeba, żebyśmy chronili wiarę, którą wyznajemy.
Katolik musi postępować zgodnie z nauczaniem Pana Jezusa, który mówił, że należy miłować nieprzyjaciół i zabronił nam postępować zgodnie z zasadą: "oko za oko, ząb za ząb."
Trzeba być stanowczym, ale nie możemy przyjąć postawy, którą widzimy na marszach strajku kobiet.
Nasze zadanie to: miłować i upominać z miłością. Agresja rodzi nienawiść, a uczniowie Chrystusa przyjmują postawę godną katolika.
Drugą sprawą, którą chcę poruszyć w tym poście to mój apel, aby "piekło kobiet" nie wypowiadało się za mnie, ponieważ czuję się tym urażona.
Są kobiety w Polsce (i to wiele), które sobie tego nie życzą. Jesteśmy kobietami i naszym zadaniem jest nieść życie i stawać w jego obronie.
Modlę się o to, aby wyrok Trybunału Konstytucyjnego został opublikowany w dzienniku ustaw, ponieważ to pomoże uratować tysiące dzieci przed śmiercią.
Ponad to pragnę żyć w kraju, który chroni życia nienarodzonych.
Żadna unijna rezolucja nie może nam niczego narzucić. Zły duch wyje i to mocno, ale cofnąć się nie wolno - trzeba opublikować ten wyrok.
Na zakończenie przytoczę cytat złego ducha, który wyszedł z ust opętanej osoby, podczas egzorcyzmu (według opowiadania o. Dariusza - egzorcysty).
"Wy Polacy jak ja was nienawidzę" - to słowa szatana, które są dla nas znakiem, że Polska jest ostatnim bastionem w Europie, który jeszcze opiera się złu.
Walczmy dalej i bądźmy wierni nauce Kościoła.
środa, 29 lipca 2020
Mama świętej Marii Goretti - Assunta Goretti.
Młodość Assunty Carlini...
Mama Świętej Marii Goretti – Assunta Carlini - pomimo ciężkich, bolesnych doświadczeń, zawsze odznaczała się również i ona silnym charakterem i niezwykłym optymizmem, duchową radością mającą swe źródło w głębokiej wierze, zakorzenioną w niezachwianej ufności w Opatrzność Bożą. Już od pierwszych dni życia towarzyszyły jej nieustannie wielkie wyrzeczenia, ogromne wewnętrzne cierpienie.
Urodziła się 15 sierpnia 1866 roku, praktycznie od razu została opuszczona przez rodziców. Nie poznała ich nigdy. Wychowywała się w wielu różnych rodzinach, nie tylko u krewnych i znajomych, ale również u zupełnie obcych ludzi. Już gdy była małą dziewczynką, większość swych dni musiała spędzać pracując w polu. Między innymi z tego też powodu nie zdobyła żadnego szkolnego wykształcenia. Nigdy nie nauczyła się nawet czytać i pisać. Poprzez doświadczenie cierpienia i trudności codziennego życia zyskała jednak coś o wiele ważniejszego i piękniejszego: duchową siłę, siłę Miłości, moc miłosierdzia zakorzenioną w Krzyżu Świętym, która pozwoliła jej później heroicznie przebaczyć w ślad za swą świętą córką. Ta Boża moc miłości jednoczyła całą rodzinę Gorettich.
Luigi i Assunta pobrali się 25 lutego 1886 roku. Ona miała 19 lat, on – 25. Do samego końca tworzyli szczęśliwą, dobraną parę.
Heroizm przebaczenia zabójcy własnej córki:
Mama Assunta, ze swej strony, ofiarowała mordercy swej córki przebaczenie już w kilka miesięcy po zbrodni, na sali sądowej, podczas procesu. Ten swój heroizm potwierdziła wiele lat później, gdy Alessandro po wyjściu z więzienia odnalazł ją najszybciej, jak to było dla niego możliwe, przyjechał do niej do Corinaldo. Gdy tylko stanął w drzwiach spytał: Przebaczycie mi, Assunto? Staruszka odpowiedziała z ogromnym bólem w głosie:
- To ty, Alessandro?
Po krótkiej chwili dodała:
- Mariettina ci przebaczyła, Bóg ci przebaczył, jakże więc ja bym miała nie dać tobie mojego przebaczenia...
Słysząc to, Alessandro przyklęknął przy niej, rozpłakał się jak dziecko i ucałował jej dłonie. Ona zaprosiła go:
- Zostań z nami na święta!
Był to bowiem przeddzień Świąt Bożego Narodzenia.
W dniu 24 grudnia 1937 roku mieszkańcy Corinaldo z wielkim wzruszeniem patrzyli, jak Mama Assunta wraz z Aleksandrem – zabójcą jej małej córki – wspólnie przystępują do Sakramentu Komunii Świętej, razem klękają obok siebie przy stole eucharystycznym, by w duchu wzajemnej miłości przyjąć Pana Jezusa.
Dalsze dzieje Mamy Assunty
Mama Assunta nie miała łatwego życia. Dzień po śmierci Marietty powróciła do Ferriere, jednak nie była w stanie nawet przekroczyć progu domu Cascina Antica, w którym rozegrał się dramat jej dziecka. Została wraz z pozostałymi dziećmi przyjęta przez sąsiadów.
Wiele lat później, opowiadała:
Po śmierci córki wróciłam do Ferriere, zobaczyć dzieci... Zbolała, zajęta dziećmi, na pogrzebie już nie byłam. Płakałam ciągle. Pocieszał mnie hrabia Mazzoleni. 'Czemu płaczesz – mówił – Maria była umarłą, a mówiła, miała przebite serce, a żyła. Jej życie przez tyle godzin jeszcze, po tylu ranach, było prawdziwym cudem'.
Wkrótce potem pojechała z powrotem do Corinaldo, nieporównywalnie bardziej uboga niż sześć lat wcześniej, gdy wraz ze swoją pełną rodziną wyjeżdżała. Pracowała jak służąca, dzieci oddała pod opiekę parafii.
Mama Assunta nie miała wtedy wielu chwil radosnych. Przyjmowała jednak wszystko, co niósł ze sobą każdy kolejny dzień, z niezwykłym spokojem i pogodą ducha. Powtarzała często: Czyńmy zawsze wolę Bożą.
W 1944 roku spadła ze schodów, złamała sobie kość udową. Nastąpiły liczne powikłania. Cierpiała bardzo, jednak nie narzekała, nie skarżyła się w ogóle. Modliła się dużo, kilka razy dziennie odmawiała Różaniec. Wszyscy znający ją osobiście byli zadziwieni jej niezwykłą prostotą, pogodą ducha, optymizmem. Zawsze, gdy tylko miała taką możliwość, jechała do Nettuno, do grobu córki. Około 1929 r. pragnęła zamieszkać w tym mieście na stałe, jednak nikt nie miał możliwości tego zorganizować.
Dopiero po wojnie nastał dla Assunty radosny czas: Maria została beatyfikowana i kanonizowana.
Assunta Carlini zmarła dnia 7 października 1954 r. mając ukończone 88 lat.
piątek, 12 czerwca 2020
Sługa Boży ks. Aleksander Woźny - święty proboszcz cz. 2
Szczęść Boże. W ostatnim poście na blogu mogliście przeczytać biografię sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego.
(Tych z Was, którzy nie czytali biografii sługi Bożego zachęcam do przeczytania poprzedniego wpisu.)
Dziś chcę Wam pokazać niezwykłe fakty z życia sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego i przez to udowodnić, że jest to rzeczywiście nasz "polski święty Jan Maria Vianney".
1. Z życia sługi Bożego.
„Około pierwszej w nocy obudził mnie głos Anioła Stróża: – Wstań, załóż sutannę i wyjdź na ulicę! – Panie Boże – odpowiedziałem – jestem chory, brak mi sił. Lekarz zaleca więcej snu. Czy mi się zdaje, czy to Ty rzeczywiście do mnie mówisz?
Wstań zaraz, załóż sutannę i idź na ulicę! To ulica Grunwaldzka w Poznaniu. Zza narożnika nagle pojawia się mężczyzna w średnim wieku. Staje jak wryty. – Ksiądz? Proszę księdza, ja muszę się zaraz wyspowiadać! – Dlaczego teraz? – Przed laty pokłóciłem się z moim proboszczem. I wtedy postanowiłem: nigdy więcej w moim życiu nie pójdę do spowiedzi. Przyjechałem przed godziną do Poznania. Z dworca idę pieszo, pobłądziłem. Naraz uprzytomniłem sobie, że od dawna nie byłem u spowiedzi. Ale usprawiedliwiłem sam siebie, że mam rację, nie będę się spowiadał… chyba, żebym w tej chwili spotkał księdza. Tak sobie powiedziałem, bo wiedziałem, że żadnego księdza nie spotkam. A tu naraz ksiądz. Proszę o spowiedź”...
2. Historia opowiedziana przez ks. Mariana Piątkowskiego, przyjaciela ks. Aleksandra Woźnego.
Konfesjonał w kościele św. Jana Kantego w Poznaniu: – Dzisiaj nie ja będę ciebie spowiadał. – Dlaczego, Ojcze? – Pojedziesz na dworzec. Chodź po peronach. Szukaj księdza. Pierwszego, którego napotkasz, poproś o spowiedź. Tak długo proś, aż wysłucha twojej spowiedzi. Teraz idź.
Kobieta jedzie na Dworzec Główny w Poznaniu, gdzie spotyka księdza i zwraca się do niego: Proszę księdza, poproszę o spowiedź! – Co? Na dworcu? Trzeba pójść do kościoła i tam się wyspowiadać, a mnie dać spokój. Kobieta nie ustępuje – idzie za księdzem, wsiada za nim do tramwaju jadącego do centrum miasta: – Ja księdza bardzo proszę o spowiedź! – Już pani powiedziałem. Proszę mi dać spokój. Jadę na umówioną rozmowę z biskupem. Nie mogę się spóźnić. Głosy innych pasażerów: – Odczep się od księdza! Co ty sobie myślisz?! Płacz kobiety. I znowu prośba: – Ja bardzo proszę o spowiedź! Ja się muszę właśnie u księdza wyspowiadać. – Widzę, że się pani nie odczepi ode mnie. Dobrze, zaraz będzie kościół na ul. Fredry. Wyspowiadam panią.
Konfesjonał w kościele Najświętszego Zbawiciela w Poznaniu: – Dlaczego jesteś taka nachalna?! – Ja księdza nie znam, ale mam takie polecenie od mojego spowiednika! Miałam pierwszego napotkanego księdza prosić o spowiedź.
– Co to za spowiednik? – Ksiądz Aleksander Woźny. Mój proboszcz. Płacz nieznajomego księdza i jego słowa: – Kochana Siostro w Chrystusie, jechałem do kurii, by oznajmić biskupowi, że rezygnuję z kapłaństwa. Teraz wiem, że mam się nawrócić, zacząć nowe życie. Proszę podziękować księdzu Woźnemu.
Czy ksiądz Woźny wiedział, jakiego księdza spotka na dworcu jego penitentka? Nie wiemy. Wiemy, że bardzo modlił się za kapłanów, za biskupów i kolejnych papieży. Kochał ich wielkim sercem. Dla wielu księży był spowiednikiem i ojcem duchownym. Ci spośród nich, którzy jako klerycy słuchali jego rekolekcji, do dzisiaj je wspominają jako bardzo ważne w ich formacji kapłańskiej.
3. Miłość do ubogich.
Ksiądz dogonił wychodzącą z kościoła kobietę i dyskretnie wsunął w jej rękę banknot. – Dzisiaj nie mam więcej, ale proszę to przyjąć. Tak powiedział ks. Aleksander Woźny do matki wielodzietnej rodziny, która przed chwilą w skrytości serca błagała w modlitwie Boga o pieniądze konieczne na utrzymanie rodziny...
4. Tajemnica świętości.
Tajemnicą świętości księdza Woźnego była pokora. Często nauczał o pokorze. Wiele z tych jego nauk zostało opublikowanych. Do dziś poruszają serca. Ponieważ modlił się o pokorę i z całą determinacją do niej dążył, Bóg mu tej łaski udzielił. Spotkało księdza Woźnego wiele upokorzeń i sam nie wahał się upokorzyć przed innymi.
Pokora jest kluczem do skarbca łask Bożych. Kto jest pokorny, może ze skarbca Bożego Serca czerpać bez ograniczeń. Spełniły się na nim słowa Pisma Świętego: „Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili” (1 P 5,5-6).
5. Umiłowanie cierpienia i Męki Pańskiej.
Ksiądz Aleksander Woźny wiele chorował i cierpiał fizycznie i duchowo. Ale nigdy się nie uskarżał. Cierpienie przyjmował i przeżywał jako szczególny dar Pana Jezusa. W czasie Mszy Świętej pogrzebowej za zmarłą przedwcześnie na chorobę nowotworową matkę rodziny homilię zaczął od słów:
„Czy wiecie, co teraz robi wasza matka? Dziękuje Bogu, że mogła na ziemi tak wiele cierpieć”.
Takie słowa mógł powiedzieć tylko ten, kto sam wiele cierpiał.
Jakże prawdziwie brzmią słowa rozważań przy IV stacji – spotkanie z Matką Bolesną – jednej z jego dróg krzyżowych:
„Syn Boży mógł sprawić, żeby Maryja dowiedziała się o Jego Męce i śmierci dopiero po zmartwychwstaniu. Ale wtedy Ona mogłaby się czuć odsunięta, pozbawiona udziału w Jego życiu, jakby pokrzywdzona w miłości. Ja czuję się pokrzywdzony, gdy mam trudne życie, gdy mam udział w cierpieniu, a tymczasem powinienem czuć się pokrzywdzony, gdy mam życie łatwe (droga krzyżowa – Dar trudnego życia)”.
6. Orędownik przed tronem Pana Boga.
Warto modlić się za wstawiennictwem sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego. Modlić się o wiele, ale zwłaszcza o trzy łaski: o pokorę, o miłość do Pana Jezusa umęczonego i o stałego, dobrego spowiednika.
Zapamiętajcie:
– Warto modlić się o pokorę. Bóg zawsze pokornym łaskę daje.
– Warto odprawiać drogę krzyżową. W Krzyżu naszego Pana jest mądrość i moc.
– Warto systematycznie się spowiadać i mieć stałego spowiednika.
Są to wszystko wielkie łaski, może dla nas najważniejsze, najbardziej teraz potrzebne. Módlcie się o nie za wstawiennictwem sługi Bożego, pokornego kapłana ks. Aleksandra Woźnego. Będziecie wysłuchani.
7. Modlitwa za wstawiennictwem Sługi Bożego księdza Aleksandra Woźnego:
Boże, Ojcze wszystkich ludzi,
Ty w pełni czasu posłałeś do nas Swojego Syna
i rozproszone dzieci Twoje
mocą Ducha Świętego gromadzisz w jedno,
Ty, w każdym czasie wzywasz ludy i narody,
aby oczyszczone we Krwi Baranka przeszły
z wielkiego ucisku do Twojej chwały.
Dziękujemy Ci za to, że dałeś Kościołowi
gorliwego kapłana, księdza Aleksandra Woźnego,
który przez duchowość dziecięctwa
prowadził wiernych drogą do świętości.
Przez naśladowanie Chrystusa,
zawierzenie Matce Najświętszej,
modlitwę i ascezę ukazał żywy obraz miłosiernego Ojca,
pochylającego się nad każdym człowiekiem,
jako swoim umiłowanym dzieckiem.
Udziel nam, za jego przyczyną,
zgodnie z Twoja wolą, tej łaski,
o którą z nadzieją prosimy, aby Twój Sługa,
kapłan Aleksander Woźny
został zaliczony w poczet błogosławionych
Kościoła świętego.
Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
Źródło: https://milujciesie.pl/ksiadz-aleksander-wozny-pokorny-sluga-chrystusa-i-ludzi.html
Dlaczego nawrócenie bywa procesem? + Moje świadectwo
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Cieszę się, że mogę dzielić się z Wami doświadczeniem wiary. Dziś zapraszam Was do wspól...
-
"Za czym tęsknię?" Za czym tęsknię i dlaczego tak bardzo boleje moja dusza? W sercu spiekota i ogromna, pustynna susz...
-
Jestem Mateusz mam 31 lat, w 24 roku mojego życia Jezus uwolnił mnie od narkotyków. Zabrał mi całkowicie obsesje zażywania drag...
-
Ten temat jest mi szczególnie bliski. Wiem, jak bolą zadane krzywdy. Nie jest łatwo przebaczyć , ale z pomocą Bożą jest to możli...