piątek, 24 kwietnia 2026

Przebaczyć – tylko jak, kiedy tak bardzo boli?


Ten temat jest mi szczególnie bliski. Wiem, jak bolą zadane krzywdy. Nie jest łatwo przebaczyć, ale z pomocą Bożą jest to możliwe.
Najbardziej cierpimy, kiedy ranią nas rodzice.
Niektóre osoby są poranione od małego dziecka, które „zarejestrowało” sobie wszystkie złe przeżycia w pamięci.
Wiem też, że niektóre traumy powstają jeszcze wtedy, kiedy jesteśmy w brzuchu matki.

Ja właśnie należę do osób poranionych, więc ten post na blogu to nie jest dla mnie sucha teoria.
To, co ja robię żeby przebaczyć, chcę teraz trochę opisać. Niektórzy bardzo potrzebują pomocy psychologa. Ja na terapii nie byłam.

Powracające codziennie złe wspomnienia wywołują złość, natłok myśli i prowadzą do depresji.
Kiedy Pan Jezus powiedział do św. Piotra, że trzeba przebaczyć aż 77 razy – miał na myśli, że należy robić to zawsze. Powiedział to, ponieważ przebaczenie przynosi uwolnienie i uzdrowienie wewnętrzne. Pan chce naszego dobra.

Nie oznacza to jednak, że od razu można zapomnieć. Polega to na tym, że mamy dobrze życzyć prześladowcy, błogosławić (nawet w myślach) w Imię Trójcy Świętej i wysyłać duchowo pokój – ten pokój, który po Swoim Zmartwychwstaniu dał Pan Jezus apostołom.
W moim przypadku pomocne jest odmawianie koronki do Bożego Miłosierdzia za osoby, które mnie skrzywdziły, i będę to robić aż do skutku – do momentu, kiedy poczuję w sercu, że jestem od tego wolna.

Przebaczyć znaczy nie szukać zemsty, ponieważ zemsta wcale nie jest słodka.
Prowadzi jedynie do tego, że dalej brniesz w to bagno, w które wpędziła Cię dana osoba.
Nauka Chrystusa kieruje Cię w stronę uzdrowienia.

Dużą duchową pomocą jest nowenna uzdrowieniaktórą znajdziesz na Facebooku i w internecie. 
Nowenna zaczyna się modlitwą za przodków, potem obejmuje rodziców, rodzeństwo i krewnych. Oddaje się też każdy rok życia oraz wszystkie osoby, które wyrządziły nam krzywdę.
Na końcu tego postu zostawiam link do tej nowenny.

Uważam, że trzeba też zaufać Maryi, która tak wiele wycierpiała! 8 lat temu poświęciłam się Matce Bożej według nabożeństwa św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. 
Wiele łask przechodzi przez Jej ręce. Wszystkie moje rany oddaję Niepokalanej podczas nowenny pompejańskiej. Proszę o to, żebym potrafiła przebaczyć. Chcę pozwolić niebieskiej Mamie, żeby prowadziła mnie za rękę. Bracie i siostro - po co chodzić po omacku - niech Maryja będzie naszą przewodniczką! W końcu stała się Matką wszystkich ludzi - nawet tych, którzy zabili Jej jedynego Syna. 

Do dziś wciąż w moich myślach pojawiają się osoby, które mnie zraniły. Kiedyś miałam w zwyczaju w swojej głowie się z nimi kłócić.
Nie tędy droga. Zrozumiałam, że tylko siebie zadręczam. Teraz staram się – jak już wspomniałam – błogosławić w myślach tych ludzi, odmawiam koronkę do Bożego Miłosierdzia i oddaję to Duchowi Świętemu.

W jednym z psalmów jest napisane: „Nie pozwól mym wrogom triumfować nade mną”.
Dlaczego mam dopuszczać do tego, żeby przeszłość ciągnęła się za mną w nieskończoność? 
Nie chcę tego! Podjęłam więc walkę o to, żeby przebaczać, i mam nadzieję, że kiedyś będę wolna, a Pan uleczy mnie z moich traum.
Czuję już dużą ulgę – zrobiłam krok do przodu i zaufałam Bogu.

Bracie i siostro, ten post na blogu to nie sucha teoria – przeszłam przez „piec utrapienia”.
Napisałam to chociaż nie jestem żadnym wzorem - lecz dlatego, że sama się zmagam z tematem przebaczenia
Spróbuj oddać to wszystko Bogu, a jeśli trzeba, idź do psychologa na terapię i podczas takiej terapii współpracuj z łaską Bożą.
Wierzę, że NAM się uda!
Zostawiam link do nowenny uzdrowienia:

Niech Pan Bóg Cię błogosławi i strzeże przed złem, a Matka Boża osłania płaszczem Swej opieki. 

czwartek, 29 stycznia 2026

Poezja mojego autorstwa. Na chwałę Bożą.


"Za czym tęsknię?" 

Za czym tęsknię i dlaczego tak bardzo boleje moja dusza?
W sercu spiekota i ogromna, pustynna susza.

Za czym tak wypatruję?
Za zielenią,
za śpiewem ptaków,
za słońcem, które ogrzewa kielichy kwiatów?
Ale…
Czy już teraz nie mogę być szczęśliwa,
tylko wiosny jestem tak ogromnie chciwa?
Wszak, Ty Boże, słońcem jesteś i deszczem
dla spiekoty mej duszy.
Czy to grzech jest powodem
tak wielkiej serca suszy? 

Twa Krew Chryste, co zawsze kroplami swymi
nawilża mą pustynię,
niech nie zostawia mej duszy
w tak wielkiej ruinie.
Niech spływa... 
niech spływa, 
i duszę mą z brudu grzechów obmywa.
Tyś moją wiosną,
Tyś duszy zielenią,
słońcem, co sprawia,
że ciemności się rozpromienią. 

Teraz już wiosny za oknem błyszczącym nie wypatruję,
bo Chrystus purpurą Krwi
mą duszę w barwne kwiaty maluje.
Ale... 
za jak wielką cenę ta wiosna przychodzi... 


„Widziałam cię, Panie”. 

Widziałam Cię, Panie, mijając po drodze,
Twa twarz spowita była w bólu bardzo srodze.
Widziałam Cię, Panie, Twych oczu smutek,
gdyż taki jest mych ciężkich grzechów skutek.

O wybacz mi, Panie, Twe osamotnienie
i łez w Twoich oczach perłowe lśnienie.
Minęłam Cię, Panie, i nie zapomnę,
spojrzenie Twoje jest bardzo łagodne.

Cichy Baranku, okryty bólem,
na drodze krzyżowej szedłeś z wielkim trudem.
Wzgardzony, mijany z obojętnością,
choć Serce Twe jest rozkoszą i radością.

To wszystko ujrzałam w tym upodlonym człowieku.
Poznałam, że cierpisz w nas od wielu wieków!
A gdyby tak nie mijać Cię, lecz podejść, by głos Twój słyszeć,
gdy o pomoc dla maluczkich zaczynasz wręcz krzyczeć. 

Nakarmię Cię, pocieszę, obdarzę uśmiechem, 
Ach Jezu, to spotkanie jest w mym sercu promieniem!

O upodlony człowieku, wzgardzony od wszystkich,
jesteś przez Boga upragniony od samej kołyski!
On z Tobą ból samotności niesie
i razem z Tobą na Golgocie Twój krzyż wzniesie.
Tylko ja, człowiek w ciągłym pośpiechu,
nie dostrzegam w Tobie Jezusowego uśmiechu.

Czemu, o Chryste, widząc Twoje Oblicze,
nie rozpoznaję nigdy, że to Tyś - moje życie!?


„Nadzieja.”

Kiedy ludzką duszę otacza smutek ognisty i życiem jego targa wiatr porywisty,
i czuje, że wali się na głowę cały świat, ona przychodzi i pozwala nam z upadku wstać.

W każdej chwili, o każdej porze, gdy świeci słońce w dzień i w nocy księżyc, gdy zaczyna się sen,
tli się w naszym sercu malutki promyczek, jak w morzu pływający niewielki kamyczek.
Niby nic wielkiego i nieznaczącego,
a pozwala zaznać życia szczęśliwego.

Nadzieja, bo tak na imię ma, razem z wiarą i miłością wciąż trwa.
Od samego początku, pierwszego człowieka w raju zakątku,
tak i dziś kroczy z nami przez trudne życie,
że w niebo patrzymy w tak wielkim zachwycie.

Nadziejo, któż Cię stworzył i zamknął w serca mego głębi?
że szukam Cię, gdy tylko duszę mą boleść wielka gnębi…
Ten, co morze trzyma w ryzach, że się nie wylewa,
Ten, co słońce stworzył, które ciało me ogrzewa… 

Nadziejo, stworzył Cię Pan zastępów,
by ciemności moje rozproszyć z serca mego odmętów,
bądź zawsze ze mną, gdy serce z bólu pęka,
gdyż życie ludzkie to wygnanie i straszna poniewierka!


"Płomień miłości" 

Piję wodę kropla po kropli, chcąc ugasić płomień, 
szukam ukojenia tego żaru, lecz go nie znajduję... 

Zmieniam się w miłość, lecz nie ma
Oblubieńca mej duszy.
Tylko On mógł moje serce aż tak poruszyć,
tylko On może przynieść mi ochłodę.
Ach! Znieść tego żaru dłużej już nie mogę.

Gdzie jesteś, duszy mej Umiłowany,
całym moim jestestwem tak bardzo kochany?
Gdy Ciebie nie ma, z tęsknoty usycham,
płucami mymi wręcz już nie oddycham.
Bo Tyś powietrzem,
Tyś serca kochaniem —
chowam się w głębi Serca Twego ranie.

Tu schronienie i ukojenie odnajduję
i nic a nic więcej dla siebie nie poszukuję.
Zrań moje serce miłości Twojej strzałą,
bo Tobie tylko oddaję się całą.

Mój Miły jest mój, a ja jestem Jego.
Odnalazłam już na ziemi moje małe niebo.
Przy Nim ukojenie mej duszy przychodzi,
z serca żar gorący wychodzi…
Lecz czemu…
i tak z tej miłości w nicość się spalam!?

Autorka: Monika Świtalska 

poniedziałek, 18 sierpnia 2025

Dzięki Nowennie Pompejańskiej na nowo narodziłam się do życia. Moje świadectwo.


Odzyskane życie – moje świadectwo

Należę już od dłuższego czasu do Apostolatu Nowenny Pompejańskiej i moja historia jest dowodem na to, że ta modlitwa jest rzeczywiście nie do odparcia.

Mam 40 lat, od ponad 20 lat choruję przewlekle.
Moje schorzenie doprowadziło do tego, że od 3 lat nie pracuję zawodowo.
Bardzo ciężko było się z tym pogodzić. Z tego wszystkiego całkiem opadałam z sił, prawie nie wychodziłam z domu. Dla młodej kobiety, przyzwyczajonej do pracy, życie w tej sytuacji było bez sensu. Na dodatek nie miałam żadnej pasji, która wypełniłaby mi czas.

Odmówiłam już w życiu kilka Nowenn Pompejańskich. Matka Boża przewróciła moje życie do góry nogami. Nawet nie spodziewałam się takich owoców.
Opowiem od początku.

Pierwsza Nowenna Pompejańska sprawiła, że bardzo bliska mi osoba po roku przerwy przystąpiła do sakramentu spowiedzi świętej. Do tej pory regularnie to robi, a wcześniej nawet o tym nie wspominała.
Mimo że tę skałę muszę drążyć dalej z pomocą Matki Bożej, cieszę się, że u tej osoby nastąpił bardzo duży postęp.

Kolejna Nowenna Pompejańska przyniosła pojednanie z sąsiadami. Moje relacje z nimi były bardzo trudne, ponieważ na każdym kroku spotykałam się z pogardą. Postanowiłam razem z moją mamą nie reagować na zaczepki, żeby unikać kłótni. Miałam małą nadzieję, że kiedyś zacznę z nimi normalnie rozmawiać.
Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia nowenny niespodziewanie sąsiedzi zaproponowali pomoc mojej mamie i mnie.
Zaczęliśmy normalnie rozmawiać i tak jest do dziś. Być może nie jest idealnie, ale moje ciche marzenie o zgodzie spełniło się.

Podczas dwóch kolejnych Nowenn Pompejańskich Matka Boża całkowicie odmieniła jakość mojego życia.
Nagle okazało się, że mam pasje i talenty.
Zaczęłam recenzować książki dla wydawnictw oraz zainteresowałam się zdrowym odżywianiem.
Od tej pory moje życie nabrało sensu.
Nowe zajęcia wypełniły mój czas.
Wciąż jednak dokuczały mi skutki choroby. Nie radziłam sobie zupełnie ze swoimi emocjami i stresem. To powodowało spięcia w domu pomiędzy moją mamą a mną.
Na to również Matka Boża znalazła receptę.
Polubiłam ruch, zaczęłam się gimnastykować i na macie w pokoju wyrzucałam wszystkie frustracje. Moje relacje z mamą zaczęły być bardzo dobre.
Depresja minęła, zaczęłam więcej wychodzić z domu. Nie rozpamiętuję przeszłości, ponieważ dzięki Matce Bożej mam siły do życia.

Obecnie prowadzę strony na Facebooku o moich nowych pasjach, którymi chcę zarażać innych.
Mam też teraz nową misję – opowiadać ludziom o Nowennie Pompejańskiej. W tym celu prowadzę również swoją stronę w mediach społecznościowych.
Doznałam cudów i nie mogę milczeć.
Matka Boża uratowała mnie w każdym znaczeniu tego słowa.

Bracie i siostro, jeśli czytasz to świadectwo – proszę, chwyć za różaniec i zaufaj Matce Bożej z Pompejów. Nigdy nie jest za późno. Jeszcze wszystko może się w Twoim życiu zmienić – tak jak w moim. Ja również myślałam już, że to koniec i nawet modliłam się o śmierć. Teraz narodziłam się na nowo. Ty również możesz – tylko zaufaj.

Matko Boża, dziękuję z całego serca.

Świadectwo napisała Monika.

środa, 23 kwietnia 2025

Recenzja książki "Największy z rodu Polaków". Wydawnictwo Biały Kruk.



Recenzja książki. 

Tytuł: "Największy z rodu Polaków". 

Autorzy: Jolanta Sosnowska i Adam Bujak. 

Wydawnictwo: Biały Kruk. 

Moja ocena: książka niezwykle interesująca, pięknie ilustrowana, skarbnica wiedzy o św. Janie Pawle i historii Polski. 

Książkę "Największy z rodu Polaków" rozpoczęłam czytać pewnie nie przez przypadek w dniach, w których wspominaliśmy św. Jana Pawła II z powodu 20 - stej rocznicy jego przejścia do domu Ojca.

Książka ta dostarczyła mi wielu wzruszeń i przywołała wiele wspomnień, oraz odświeżyła wiedzę na temat Papieża Polaka. 

Ilustracje wykonane przez pana Adama Bujaka wywołały z mojej pamięci różne wspomnienia z życia Ojca Świętego, a które być może były ukryte gdzieś w mojej pamięci.

Przykładem jest fotografia Jana Pawła II z opatrunkiem na głowie - natychmiast przypomniałam sobie fakt, że w czasie pielgrzymki do Ojczyzny Papież uległ wypadkowi. Był wtedy już bardzo schorowany.

Zarówno ilustracje jak i treść książki idealnie się dopełniają, tworząc harmonijną całość.

Autorka książki w bardzo przejrzysty i interesujący sposób przybliża czytelnikom losy Kościoła w Polsce w czasach komunizmu, jest to piękna powtórka z historii, ponad to ukazuje wielką przyjaźń Papieża Polaka z Kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Wiedza ta jest szczególnie ważna dla młodego pokolenia, aby utwierdzić w nim patriotyzm i wiarę.

Liczne cytaty z przemówień Ojca Świętego przypominają czytelnikom jego nauczanie, które w żaden sposób nie może ulec zapomnieniu.

Autorka podkreśla wielką rolę tego naszego rodaka w dziejach Kościoła katolickiego. W czasie jego pontyfikatu na katolicyzm nawróciło się 300 mln ludzi na całym świecie!

Książka została napisana z myślą o tym, żeby to wielkie dziedzictwo św. Jana Pawła II nie poszło w zapomnienie. Ojciec Święty jest naszą dumą i jak napisała autorka książki dla Jana Pawła II Ojczyzna była wielką wartością i wszędzie to podkreślał.

Pani Jolanta Sosnowska przypomina, że Papież Polak był człowiekiem zanurzonym w Bogu przez nieustanną modlitwę, a także podkreśla jego zasługi w obaleniu komunizmu w Polsce, wierność doktrynie Kościoła katolickiego, w obronie której nie wahał się ryzykować własnym życiem.

Książka wzrusza i woła o pamięć dla Papieża Polaka. Nie sposób będzie po jej lekturze zapomnieć kim był dla Kościoła, Polski i świata.

Nie miałam wcześniej takiej wiedzy z życia św. Jana Pawła II. Przekonałam się o tym czytając rozdział, po rozdziale. Na przykład dokładnie poznałam historię zamachu na życie św. Jana Pawła II, tyle szczegółów z tego tragicznego dnia. Na szczęście jak napisała autorka książki - Ojciec Święty miał przeżyć, miał być to bowiem jeden z najważniejszych pontyfikatów w dziejach Kościoła Katolickiego.

Podczas czytania już ostanich rozdziałów "Największy z rodu Polaków" na nowo przeżyłam moment ciężkiej choroby i umierania Jana Pawła II. Myślę, że dzięki tej książce każdy czytelnik, który ma problemy zdrowotne, na nowo może poznać wartość cierpienia dla Chrystusowego Kościoła. Ojciec Święty zarówno w swoich przemówieniach, jak i swoim życiem zawsze to podkreślał. Autorka w bardzo wzruszający sposób nam o tym przypomina, dlatego końcowy rozdział wywołał moje łzy wzruszenia. 

Zachęcam, aby każdy Polak przeczytał tą książkę, warto kupić ją młodemu pokoleniu - może np. z okazji pierwszej Komunii Świętej?!

W czasach kiedy nasze dzieci są karmione złymi i niebezpiecznymi dla ich prawidłowego rozwoju treściami, ta książka to skarbnica wiedzy o św. Janie Pawle II, oraz już od najmłodszych lat - lekcje z historii Polski.

Książkę można kupić na stronie internetowej Wydawnictwa Biały Kruk: www.bialykruk.pl

Jestem głęboko przekonana, że nikt nie będzie żałował decyzji o jej zakupie. Polecam z całego serca. Dziękuję Wydawnictwu Biały Kruk za możliwość jej przeczytania i zrecenzowania. 
* współpraca barterowa * 

czwartek, 3 kwietnia 2025

Poruszające świadectwo Mateusza o św. Józefie.


Jestem Mateusz mam 31 lat, w 24 roku mojego życia Jezus uwolnił mnie od narkotyków. Zabrał mi całkowicie obsesje zażywania dragów. Po pół roku od kiedy przestałem brać trafiłem do Odnowy w Duchu Świętym na Seminarium Odnowy Wiary gdzie min. uznałem Jezusa za mojego Pana i Zbawiciela. I tak świadomie zacząłem iść drogą wiary. 

Był sylwester roku 2019/2020 wraz ze znajomymi ze wspólnoty postanowiliśmy spędzić go razem, uwielbiając Pana i wejść w nowy rok w duchu modlitwy. 
Modliliśmy się wstawienniczo nad każdym dziękując oraz prosząc o błogosławieństwo. Podczas modlitwy nade mną zostało wypowiedziane zdanie: „Stawiam przy tobie Świętego Józefa”. Bardzo ucieszyły mnie te słowa i postanowiłem odwzajemnić tą łaskę i wejść w relacje z Nim.

Sprawę priorytetów, a zarazem pragnienie mojego serca poleciłem pod Jego wstawiennictwo, prosiłem o dobrą żonę. Zostałem wysłuchany, lecz musiałem zaczekać. Najpierw musiałem uporządkować swoje życie i przeszłość.

W sierpniu 2020 r. razem z Maćkiem ze wspólnoty pojechaliśmy do Kalisza, aby przyjąć szkaplerz świętego Józefa. Odprawiałem prywatną miesięczną nowennę przed przyjęciem szkaplerza świętego. 
Po tamtym czasie zacząłem cieszyć się jeszcze bardziej Jego obecnością w życiu. W grudniu tego samego roku zostałem zaproszony przez św. Józefa na rekolekcje – Lectio Divina o św. Józefie. Dzwoniąc, aby się zapisać pani przez telefon się zaśmiała, że pewnie św. Józef przygotował dla mnie jakiś prezent. Oczekiwałem go.

W czasie trwania rekolekcji była możliwość spowiedzi świętej, chociaż nie musiałem iść, ale czułem przynaglenie żeby tam być. Czekając w kolejce odmawiałem różaniec i czułem, że duchem mam zostać a ciało dosłownie podrywało mi się samo z krzesła.
Gdy się wyspowiadałem, przed rozgrzeszeniem kapłan mnie zapytał czy przyjmuje uwolnienie, które Pan Jezus dla mnie przygotował. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i mówię że ”tak”, wierząc w realną obecność Jezusa w sakramencie pokuty.

Po około dwóch tygodniach zauważyłem zmianę w moim życiu, wcześniej miałem bardzo dużo szarpania wewnętrznego dotyczącego mojego powołania - kapłaństwo czy małżeństwo.
Od tamtego momentu droga kapłaństwa się zamknęła a otworzyła droga w kierunku małżeństwa. Następstwem uwolnienia był wyjazd do Sanktuarium Świętego Józefa w Wadowicach, gdzie zamówiłem mszę świętą o dobrą żonę. Termin na który została wpisana msza święta była to pierwsza środa lutego 2021r. Pierwsza środa miesiąca jest poświęcona Przeczystemu Sercu Świętego Józefa. Będąc na mszy, miałem przekonanie,  że św. Józef przejmuje stery nad tą intencją. 
Od momentu gdy założyłem szkaplerz św. Józefa zacząłem odczuwać w sercu ogień, gdy pytałem Pana co się dzieje dostawałem wewnętrzne przekonanie, że jest to ogień oczyszczenia. Wypraszał mi św. Józef łaski do wewnętrzej przemiany, uzdrowienia przeszłości.

Pan Bóg uzdrawiał mnie we wspólnocie do której należałem. Również przez trzy lata chodziłem na terapię, aby przepracować swoje dzieciństwo oraz okres uzależnienia. Był to bardzo ciężki czas, ale błogosławiony.
Późną jesienią 2021 r. siedziałem w Kaplicy św. s. Faustyny w Łagiewnikach. 
Wtedy miałem ciężki czas, wydawało się, że wszystko mi się sypie. Mówię do Jezusa:
"Nikogo mi nie dajesz aby się modlił za mnie" z głową spuszczoną w dół wyrzucam pretensje. Po chwili podnoszę głowę spoglądam w prawo, siedzi młody kapłan i mam silne przynaglenie, aby go poprosić o modlitwę. Oczywiście pojawia się we mnie lęk i sprzeciw, podejmuję decyzję nie dyskutować z tymi mocnymi myślami. I tak zrobiłem - przysunąłem się do niego, poprosiłem o modlitwę. Gdy się zaczął modlić, czułem, że jest lepiej i w głowię zaczynają mi się pojawiać rodzaje duchów, które mają dostęp do mojego życia. Zapisałem sobie je, ale notatka w telefonie się usunęła. 
Po wyjściu z kaplicy przed wyjazdem do domu zadzwoniłem do znajomego, aby podzielić się tym co się stało. Powiedział mi, że to co przychodzi mu na myśl to modlitwa 5 Kluczy Neal Lozana. 

Po skończonej rozmowie, zacząłem wracać do domu. Zajechałem jeszcze na adoracje do swojej parafii. Zgasiłem samochód odpaliłem fb, pierwszy post który mi się pojawił to rekolekcje 5 kluczy w Rzeszowie na Taborze.

Oddałem Panu tą drogę i wszedłem w nią. Rekolekcje były za ponad miesiąc, podczas przygotowania do rekolekcji trzeba było przeczytać książkę "Modlitwa uwolnienia cz.1" i notować co Duch Święty będzie przez nią mówił. 
Podczas przygotowania do rekolekcji miałem sen: śnił mi się znajomy od którego brałem narkotyki. We śnie pierwsza scena była taka, że trzymałem go za nogi i zanurzałem trzy razy w stągwii z wodą (na znak oczyszczenia).
Drugi obraz, że chwytam go za koszulkę na wysokości klatki piersiowej, podnoszę w górę (obraz przypominający Pana Jezusa na Krzyżu) w tym momencie zacząłem bardzo płakać, upadłem i czułem we śnie, że jest mi coś zabierane. Po wybudzeniu czułem pokój i zdjęty ciężar z klatki piersiowej.

Kilka dni po tym śnie jestem w galerii handlowej w Nowym Sączu, mam myśl - idź tędy, więc myślę ok. 
Idę i na łuku spotykam właśnie Adriana, znajomego ze snu. Chciałem go przeprosić ponieważ byłem kiedyś wobec niego nie uczciwy więc to zrobiłem, on mówi, że wszystko jest w porządku i dodaje: „czuj się uzdrowiony”. Zamurowało mnie. 

Rekolekcje przeżyłem na Taborze dobrze, na pewno świadomie wszedłem w drogę 5 kluczy, nazywania, rozeznawania i przede wszystkim wyrzekania się zła, któremu otworzyłem sam drzwi do mojego życia. Rekolekcje przyniosły błogosławione owoce w moim życiu. 
Zasada była taka, że trzeba przejść czas rekolekcji 5 kluczy w grupie na Taborze, aby później móc się zapisać na modlitwę uwolnienia indywidualną. 
Przed modlitwą indywidualną skończyłem terapię więc widziałem to co się dzieję u mnie w życiu, pewne rzeczy są za mną przerobiłem je i teraz oddam to na modlitwie uwolnienia. 
Zacznę nowy etap w moim życiu. 

9.12.2022 r. po wcześniejszym przygotowaniu wróciłem do Rzeszowa, ale już na modlitwę uwolnienia indywidualną. Z tej modlitwy pamiętam najbardziej słowa wypowiedziane przez kapłana (miałem również obraz podczas modlitwy: była ciemność a na środku stał Krzyż Święty, który blaskiem swoim rozjaśniał ciemność) „stawiam Krzyż Święty na drodze, której komunikowały się demony z wcześniejszych pokoleń”. 
Jezus zamknął drogę temu, co się za mną ciągło.

Po modlitwie przyszło natchnienie, aby napisać list do Świętego Józefa. Prosiłem w nim, aby pomógł mi poznać dziewczynę, tą którą Pan dla mnie przeznaczył na przyszłą żonę, oraz żebym mógł się rozwinąć zawodowo – jestem kucharzem. 
Nie pamiętam ile czasu to trwało, ale w niedługim czasie w mojej skrzynce na listy znajduję wrzucone czasopismo "Szef to Ja" z wizerunkiem kucharza. Wiedziałem, że to potwierdzenie od Świętego Józefa. Do tej pory nie znalazłem osoby, która by mi powiedziała ze to ona wrzuciła tą gazetę do skrzynki. 

Co do przyszłej żony, przychodziły mi myśli, że musze zacząć coś robić, oprócz się modlić. Więc poszukałem odpowiedni internetowy katolicki portal „zapisani sobie” . Zarejestrowałem się i napisała do mnie jako pierwsza Ala, ale żeby jej móc odpisać musiałem uaktywnić konto, po prostu zapłacić. Kilka dni mi zeszło, zapłaciłem i odpisałem jej. 
Zaczeliśmy na początku pisać z sobą, później dużo rozmawiać. Podczas rozmów okazało się, że Alicja miała usuwać konto, ale jeszcze czekała z nadzieją, że pozna kogoś wartościowego. 
A ja znów nie mogłem się wyzbierać, aby je założyć. Pod koniec stycznia 2023 r. pierwszy raz się spotkaliśmy (wcześniej się minęliśmy w jednej restauracji, ona była na praktykach, a ja na stażu). 
Oświadczyłem się jej 19 czerwca. Pytałem Pana gdzie to ma być pokazał mi zamek w okolicach Sącza, później się okazało, że to parafia św. Jozefa. 
Byliśmy w kinie z Alą na filmie o św. Józefie, pojawiło się w nas pragnienie, aby wziąć ślub w Kaliszu, ale wiedzieliśmy, że w naszym przypadku jest to nie możliwe. 

W pewną niedziele wracając od przyszłych teściów zajechaliśmy do jej kościoła parafialne go, który powinien być zamknięty, nawet na to liczyliśmy. Niespodziewanie, naprzeciw nam wyszedł ksiądz proboszcz i zaproponował, że otworzy Kościół, aby Alicja mi go pokazała. 
Bardzo się ucieszyłem. Wchodzimy do kościoła pod wezwaniem Imienia Maryi z lewej strony ołtarz boczny Miłosierdzia Bożego, relikwie św .s. Faustyny i św. Jana Pawła II, w głównym ołtarzu obraz Matki Bożej Częstochowskiej, a za to z prawej strony ołtarz Świętej Rodziny Kaliskiej. 
Byłem bardzo wzruszony, aż niedowierzałem.

31 grudnia 2023 r. pobraliśmy się w święto Świętej Rodziny w tym pięknym kościele.
Jeśli chodzi o pracę to w maju 2023 r. zatrudniłem się na skoka jako kucharz w 5* Hotelu w okolicach Sącza, we wrześniu przyjąłem się na stałe. 
Liczba 19 kojarzy mi się ze św. Józefem, więc gdy dostałem szafkę w szatni o tym numerze, wiedziałem, że stoi za tym Święty Józef.
Było mi bardzo ciężko - wcześniej pracowałem w małej gastronomii.
Im było ciężej, tym bardziej odczuwałem obecność Jezusa, który mnie umacniał. Zostałem wrzucony na głęboką wodę i bardzo szlifowany, miałem wrażenie, że wiedza jest mi wtłaczana do głowy. 

Na jesień 2024 r. będąc w pracy przyszła mi myśl - zadzwoń do Łagiewnik i poproś o modlitwę o światło Ducha Świętego dla tego Hotelu, nie rozumiałem dokładnie, ale tak zrobiłem, zamówiłem nowennę czwartkową. W następnym tygodniu w środę (była to pierwsza środa miesiąca) zostałem poproszony do szefa kuchni na rozmowę i zaproponował mi abym został jego zastępcą. Przyjąłem propozycję, miałem objąć stanowisko gdy wrócę z tacierzyńskiego. 
Moja ukochana żona była wówczas w ciąży, urodziła śliczną córeczkę Olę 04.12.2024 r. (oczywiście była to 1 Środa miesiąca) o godzinie 15:15 w godzinę Miłosierdzia. Umowę miałem podpisać na koniec stycznia, ale podpisałem ją na początku lutego, w pierwsza środę miesiąca. Święty Józef to co zaczął to dokończył. 

Zgodnie z obietnicą złożoną św. Józefowi, że jeśli pomoże mi poznać żonę, to dziecku na pierwsze lub drugie imię damy Józef lub Józefa - więc nasza Olusia na drugie imię dostała Józefa na cześć wielkiego patriarchy.

Świadectwo napisałem w podziękowaniu Świętemu Józefowi za wielkie rzeczy, które mi wyprosił, a teraz nadal wstawia się za moją rodziną. 

Chciałbym dodać jeszcze, że głównie Pan Jezus uwalniał i uzdrawiał mnie w sakramentach świętych, szczególnie w sakramencie pokuty oraz eucharystii. Wszystko to się działo przez ręcę kapłanów. Również w modlitwie uwolnienia Jezus posługiwał się kapłanami. Proszę o krótką modlitwę za kapłanów, których spotkałem i jeszcze spotkam na swojej drodze z Panem. 

niedziela, 12 stycznia 2025

Świadectwo o przebaczeniu i duszach czyśćcowych.

Świadectwo o przebaczeniu i duszach czyśćcowych.

Chciałabym dać świadectwo o wierze i sile przebaczenia.
Mam obecnie 39 lat, wychowałam się bez ojca, który zostawił moją mamę i mnie, gdy miałam 2 latka. Miał na imię Stanisław. 
Wyrosłam u boku mamy i babci, które nie dały mi odczuć braku ojca, może właśnie dlatego nie czułam nigdy wielkiego żalu, ani tym bardziej nienawiści.

Mój tata nie interesował się mną po swoim odejściu, nigdy nie płacił też alimentów, które nakazał mu sąd.
Kiedy dorastałam marzyłam o tym, że ojciec kiedyś zapuka do drzwi i poprosi o wybaczenie, ja byłam gotowa go przyjąć mimo wszystko.
Jednak nie wrócił, dopiero kilka lat temu dostałam informację o jego śmierci.
Nawet nie wiem jakie miałam wtedy uczucia, że on nie żyje. Po wiadomości o śmierci modliłam się za jego duszę.

Pewnej nocy miałam sen: widziałam duszę mojego ojca w czyśćcu, był skrępowany i wokół niego panowała ciemność. Było widać, że bardzo cierpi. W pewnym momencie zwrócił się do mnie i powiedział: "Proszę Cię o modlitwę i wybaczenie, bardzo cierpię, bo przeze mnie nigdy nie dowiesz się co to znaczy mieć ojca".

Dokładnie pamiętam jego słowa. Wyglądał dokładnie jak na starym zdjęciu.
Kolejny sen zupełnie mnie przemienił. Siedziałam z tatą na ławce i nic do mnie nie mówił, tylko patrzał na mnie z miłością i się bardzo uśmiechał. Dopiero od tej pory potrafię mówić o nim "tata". Wcześniej mówiłam tylko "mój ojciec".

Wybaczyłam mu, bo skoro jego dusza jest w czyśćcu to znaczy, że kiedyś będzie w niebie. Jeśli ja też pójdę do nieba, to przecież nie będę się tam z nim kłócić. W niebie jest tylko miłość.

Świadomość, że tata dostał łaskę nawrócenia i jest po stronie Pana Boga daje mi nadzieję.
Mam taką wiarę, że w pewnym stopniu to właśnie ja - porzucona córka mogłam przyczynić się do jego nawrócenia w godzinie śmierci. 
Wiele lat temu ofiarowałam za mojego żyjącego wtedy ojca - cierpienia, zaczęłam się modlić w jego intencji, a w styczniu 2013 roku podpisałam na całe życie krucjatę z myślą o jego nałogu alkoholowym. 

Czy Najświętsze Serce Pana Jezusa mogło się nie wzruszyć siłą przebaczenia? 
Miłosierdzie Boże nie ma granic.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Świadectwo napisała: Monika Świtalska dnia 14.04.2024 r.

piątek, 27 grudnia 2024

Szacunek do drugiego człowieka.


Szacunek do sprzątaczek wpoiła mi moja mama - sprzątaczka, która bardzo trudziła się, żeby mnie utrzymać z tego ciężkiego kawałka chleba.

Od samego początku, kiedy byłam dzieckiem - powtarzała:
" Zawsze jak mijasz panią sprzątaczkę mów jej: dzień dobry".
" Kiedy widzisz, że pani sprzątaczka umyła podłogę i jest mokra, to omijaj to miejsce, żeby nie podeptać ".

Po latach ja sama przez dwa lata byłam sprzątaczką i doświadczyłam dużo upokorzeń.
Byłam poniżana przez pracodawcę i współpracowników. Jeszcze mogłoby mnie nie boleć to tak bardzo, lecz jedna z tych osób, która dawała mi odczuć kim jestem była z wykształcenia teologiem.

Kiedy podjęłam się tej pracy straciłam też przyjaźń jednej pani z mojego osiedla, ponieważ: "jestem młoda i wykształcona, a myję toalety".
Przestała się do mnie odzywać.

Ja jednak dziękuję Bogu, że miałam siły te dwa lata wykonywać zawód sprzątaczki, że miałam siły fizyczne.

Podsumowując: 
Mam wielki szacunek do sprzątaczek już od dziecka. Takie zachowanie wynosi się z domu.
Nie rozumiem też stosunku niektórych ludzi do tego zawodu. Sprzątaczki wykonują bardzo trudną i niewdzięczną pracę. 
Czy ktoś z nas kiedy idzie do miejsca publicznego, ludzi korzystać z brudnej toalety?
A jednak patrzy się na te kobiety z góry....

Jeśli odzyskam siły wrócę kiedyś do sprzątania i będę dziękować Bogu za to.
Nie wstydzę się tego.
Każda praca jest błogosławieństwem od Pana Boga i nie ważne czego jeszcze doświadczę od tzw. "lepszych ludzi", którzy nie są nauczeni szacunku do drugiego człowieka i tego zawodu.

A co - może lepiej by było zostać złodziejką ? 
Każda uczciwa praca, wykonana sumiennie to powód do zadowolenia.

Apeluję do wszystkich ludzi, którzy patrzą na sprzątaczki jak na robaka, a nie człowieka - o szacunek dla ludzi wykonujących tą ciężką pracę.

piątek, 8 listopada 2024

Aborcja w Polsce = bezprawie!



"Nie będziesz nigdy matką, nie zabieraj więc głosu na temat aborcji!"
To usłyszałam od koleżanki, która wiedziała, że nie planuję wyjść za mąż, bo mam inne powołanie. 
Dalej posypały się takie epitety: "jesteś ze średniowiecza, zacofana, pisowiec..."
Pomijając to, że nie jestem wyborcą tej partii, to już przywykłam, że pochodzę z czasów odległych. 
A nie zabierać głosu na temat mordowania dzieci, ponieważ nie będę mieć swoich, to tak jakby zabronić ateistom wypowiadania się na temat Kościoła, bo przecież w nim nie są. 

Skoro feministki mogą nazywać dzieci poczęte pasożytami, ja mogę nazywać rzeczy po imieniu: dopuszczając się aborcji stajesz się mordercą niewinnego dziecka.

W Polsce już właściwie mamy aborcję na życzenie. Fundament pod tą sytuację postawił rząd PiSu. Teraz lewica ma z górki.
Starają się o depenalizację aborcji, a więc jej całkowitą bezkarność. 
Mafie aborcyjne zacierają ręce. A posłowie, którzy je wspierają są także przestępcami, ponieważ Polska konstytucja zawiera przepisy o obronie życia od poczęcia, a każda ustawa musi być z nią zgodna.
Pani minister Leszczyna omija więc prawo wprowadzając rozporządzenia, chociaż nie mają one mocy prawnej.

Tak więc zarówno prawo Boże, jak i prawo Polskie rząd Tuska ma za nic.

Niedawno został zablokowany na Tik Toku profil Fundacji "Pro Prawo Do Życia."
W tym samym czasie przestępczynie z "aborcyjnego dream teams" śmiało i bez przeszkód zachęcają do aborcji już nastoletnie dziewczyny i sprzedają tabletki poronne. 
Wszystko to dzieję się od lat za przyzwoleniem kolejnym rządów. 
Taka prawda, że poprzedni rząd udawał, że tego nie widzi. Jak w zeszłym roku ich skrytykowałam odwróciła się ode mnie wieloletnia przyjaciółka. 
Taka niestety jest cena, którą osoby pro-life muszą ponieść. 

Ja w tej sprawie milczeć nie będę, jak również inni katolicy, którzy bronią życia. 
Obecnie jeden z posłów lewicy, homoseksualista, przygotowuje ustawę, która zakłada, że nie wolno nam krytykować działań środowiska lgbt, pod groźbą pozbawienia wolności. 
Czy jeszcze żyjemy w demokratycznym kraju?
Chyba już nie, ponieważ dzieci poczęte praw żadnych już nie mają, są ich pozbawione. 

Szkoda też, że panie, które tak żarliwie bronią imigrantów ze wschodu i pokazują swoje pseudo - miłosierdzie, z drugiej strony walczą o prawa kobiet do aborcji. 
Gdzie sprawiedliwość? Jedynie w Bogu, tylko, że wielu ludzi już Boga w sercu nie mają!

Dlaczego aborcja jest wielkim złem?



Dlaczego aborcja jest wielkim złem?
Pan Bóg powiedział: "Czy może matka zapomnieć o swoim niemowlęciu? A nawet jeśli zapomni, Ja nie zapomnę o Tobie..".

1. Bóg jest dawcą życia, a w momencie kiedy, człowiek dopuszcza się aborcji stawia się na miejscu Stwórcy, mieni się bogiem, łamie przykazanie piąte: "Nie zabijaj", a dodatkowo przykazanie pierwsze: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną".
Bóg, który daje życie, może to życie człowiekowi odebrać. Tylko i wyłącznie Bóg!
Jesteśmy tylko ludźmi, nie małpujmy Boga.
 
2. Skoro posłowie w Sejmie krzyczą, że poczęte życie, to nie człowiek, to ja się pytam: czy kobieta ma pod sercem słonia, a może wielbłąda?
W momencie zapłodnienia, w swoim zamyśle Bóg, już zdecydował jakiej płci, będzie to dziecko, są już wiadome jego cechy zewnętrzne i wewnętrzne.
Serce dziecka zaczyna bić już w 3 tygodniu ciąży.
Kobieta zazwyczaj dowiaduje się, że jest w stanie błogosławionym, trochę później... Kiedy to życie w jej łonie już nabiera kształtu.

3. Myślę, że żadna z Pań, które uczestniczą w tzw. czarnych marszach, nie ma pojęcia w jakich męczarniach ginie abortowane dziecko.
Mały człowiek jest dosłownie rozrywany na strzępy. Chwyta się je za rączki i nóżki, po czym dziecko w kawałkach wyciągane jest z brzucha kobiety. Często dziecko jeszcze żyje i pozostawia się je, aby w mękach umierało.
Tu zadam pytanie: czy to normalne, że łono kobiety zamiast miejscem życia, staje się grobem?
 
4. Syndrom poaborcyjny..
Żadna kobieta, która dopuściła się aborcji, nie jest szczęśliwa.
Syndrom poaborcyjny dokucza im przez całe życie. Wyrzuty sumienia nie dają im spokoju.
Kobiety te często popadają w depresję, na dodatek muszą żyć z myślą, że nigdy nie dowiedzą się jakie byłoby ich dziecko, gdyby się urodziło.
Dodatkowym kłopotem są powikłania, części fizycznej kobiety, gdyż aborcja dotyka nie tylko sfery duchowej i psychicznej.
 
5. Fałszywe współczucie, że rzekomo przez aborcję eugeniczną, kierujemy się dobrem dziecka, bo będzie cierpieć, jest zwyczajnym egoizmem.
W świecie, w którym panuje kult ciała, kobiety są nazywane "seksbombami", a mężczyźni muszą być "napakowanymi przystojniakami", nie ma miejsca dla dzieci z zespołem Downa, czy z wadami genetycznymi. Po prostu nie pasują do tego obrazka... Powiem wprost nie podobają się, nie ma dla nich miejsca w świecie, w którym panuje seks i pieniądze.
Jestem za ostra kiedy to piszę? Ja tylko proszę Panie, które uczestniczą w czarnych piątkach, żeby wypowiadały się za siebie, a nie za ogół kobiet, gdyż jestem kobietą, a nie popieram ich pustych haseł.
 
6. Na koniec dodam, że jest wiele kobiet, które zrozumiały jaki błąd popełniły dopuszczając się aborcji i biorą aktywny udział w ochronie życia poczętego... Dają świadectwa swoim życiem i myślę, że ich rola jest bardzo ważna.
Są widocznym znakiem dla innych kobiet, o tym jak wiele zła wynika z aborcji.
Nie wolno nam też ich potępiać, każda z takich kobiet, niesie ze sobą ogromną tragedię, często zostaje pozostawiona sama sobie. Mężczyźni muszą nauczyć się brać odpowiedzialność, za życie, które się poczęło i wspierać kobiety. 



Jestem pro-life, czy to powód, żeby mnie hejtować?!


Pamiętam jak pierwszy raz w życiu wzięłam głos w mediach społecznościowych i powiedziałam odważnie, że jestem pro - life i zawsze byłam.
To był czas kiedy kobiety wychodziły na ulice, ubrane na czarno, krzycząc wulgarne słowa, a na zdjęciach profilowych na Facebooku pojawiały się nakładki z czerwonym piorunem i hasłem: "wybór, nie zakaz."

Po mojej wypowiedzi, że nie biorę udziału w czarnym marszu i go nie popieram wylały się na mnie pomyje i zlałam się cała zimnym potem.
Pierwszy raz spotkałam się z takim hejtem.
Teraz już mam to w nosie i cała ta nienawiść spływa po mnie jak deszcz po szybie. Potrzebny był jednak na to czas i musiałam się do hejtu przyzwyczaić. Obecnie najgorzej jest na Tik Toku.

Dlaczego nigdy nie poprę aborcji: ponieważ zgodnie z logiką temtego środowiska ja także nie powinnam się urodzić, ponieważ jestem przewlekle chora i każdego dnia bardzo cierpię. Na pewno ich fałszywe współczucie dosięgłoby i mnie.

Może osoby popierające aborcję na życzenie powinny spróbować podejść do dziecka z zespołem Downa i powiedzieć mu, że nie powinien się urodzić bo jest brzydki i chory... Myślę jednak, że odwagi do tego im zabraknie. 

Jestem pro - life, ponieważ każdy ma prawo się urodzić i żyć.

Przebaczyć – tylko jak, kiedy tak bardzo boli?

Ten temat jest mi szczególnie bliski. Wiem, jak bolą zadane krzywdy. Nie jest łatwo przebaczyć , ale z pomocą Bożą jest to możli...