Ks. Natanek suspendowany.
Dnia 20 lipca 2011 r., Ks. Kardynał Stanisław Dziwisz, Metropolita Krakowski, zgodnie z kanonem kan. 1371, 2º Kodeksu Prawa Kanonicznego nałożył na ks. dra hab. Piotra Natanka karę suspensy za ostentacyjnie okazywane nieposłuszeństwo, mimo decyzji i upomnień, jakie były do niego wielokrotnie kierowane.
W sprawie sankcji wobec ks. Natanka kard. Dziwisz wydał specjalny komunikat. Publikujemy jego pełną treść:
"Zwracam się do Was, drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie, z trudną, ale równocześnie ważną wiadomością. Jako biskup Kościoła Krakowskiego, w poczuciu odpowiedzialności za Jego jedność, jak też za prawdę i wiarygodność przekazywanej w nim Ewangelii Jezusa Chrystusa, zmuszony byłem podjąć zasadnicze decyzje wobec kapłana naszej archidiecezji ks. dr. hab. Piotra Natanka i ukarać go suspensą, zgodnie z przepisem Kodeksu Prawa Kanonicznego (kan. 1371, 2º). Oznacza to, że ks. P. Natanek nie może sprawować żadnych czynności kapłańskich ani wykonywać władzy rządzenia.
Decyzja ta została podjęta po zignorowaniu przez ks. P. Natanka kanonicznych upomnień i dekretów dyscyplinarnych, niewywiązaniu się ze złożonych deklaracji respektowania ich postanowień, jak też wskutek odrzucenia przezeń propozycji rozmów z przełożonymi, do których był wielokrotnie wzywany. Każdy kapłan w dniu święceń przyrzeka cześć i posłuszeństwo swemu biskupowi oraz jego następcom. Ksiądz Natanek temu przyrzeczeniu się sprzeniewierzył.
Podstawą niniejszej decyzji jest ostentacyjnie okazywane przez ks. Piotra Natanka nieposłuszeństwo, polegające na uporczywym głoszeniu przezeń niezgodnych z nauką Kościoła poglądów dotyczących królowania Jezusa Chrystusa, opartych na prywatnych objawieniach oraz inspirowanych obcymi nauce Kościoła doktrynami sekt eschatologicznych. Ksiądz Piotr Natanek przeinacza w ten sposób nie tylko ugruntowaną naukę o skuteczności zbawienia w Kościele, ale nadto swoje specyficzne głoszenie kultu Matki Bożej, aniołów i świętych miesza z magicznie pojmowaną wiarą, co prowadzi do ośmieszania wyznania Kościoła. W swoim przekazie, rozpowszechnianym przez media elektroniczne, publicznie podważa autorytet biskupów i kapłanów, pomawiając ich o niewiarę i współdziałanie z wrogami Kościoła. W odpowiedzi na krytyczne uwagi swoich pasterzy i współbraci kapłanów podejmuje próby tworzenia własnych struktur, do których włącza pozyskanych zwolenników, odwodząc ich tym samym od wspólnoty Kościoła powszechnego i narażając na wielkie szkody duchowe i moralne. Swoją samowolę okazał w czerwcu br., kiedy to dopuścił się nieważnego asystowania przy zawarciu małżeństwa mimo braku uprawnień wymaganych przez prawo kościelne.
Zwracam się także do tych, którzy związali się z ks. Piotrem Natankiem. Niech pomogą mu powrócić do jedności z Kościołem i zgody ze swoim biskupem. Jeśli zaś będą nadal podzielali jego obecne przekonania, staną się współodpowiedzialni za powstające w Kościele zamieszanie i wynikłe stąd szkody w Jego wspólnocie.
Drodzy Bracia i Siostry! Decyzja, którą zgodnie z moją apostolską odpowiedzialnością musiałem podjąć, sprawia tak mnie, jak i całej wspólnocie Kościoła Krakowskiego prawdziwy ojcowski ból. Równocześnie jednak słowa te piszę z nadzieją, że ks. Piotr Natanek, po pozytywnym przyjęciu tej decyzji, powróci do pełnienia owocnej i gorliwej posługi we wspólnocie Kościoła katolickiego. Kara suspensy ma nakłonić winnego do poprawy. Jeśli ksiądz podporządkuje się wydanym poleceniom, podejmie drogę pokuty i naprawy wyrządzonego zła, może prosić o zwolnienie z kary.
Proszę także o nieustanną modlitwę o jedność, zgodę i wierność wszystkich pasterzy i wiernych w Kościele za przyczyną Maryi – Matki Kościoła, naszych świętych patronów, a szczególnie przez orędownictwo bł. Jana Pawła II."
Kraków, dnia 20 lipca 2011 r.
Stanisław kard. Dziwisz
Arcybiskup Metropolita Krakowski
poniedziałek, 20 stycznia 2020
Ks. Piotr Natanek - suspendowany.
poniedziałek, 14 października 2019
Maria z Nazaretu - nasza Matka i Królowa.
Wielka mistyczka Maria z Agredy bardzo dokładnie opisała życie Matki Bożej. To właśnie z powodu pokory Maryi tak bardzo niewiele piszą o Niej Apostołowie w swoich Ewangeliach. Ten brak informacji o Maryi jest potężnym argumentem dla protestantów i świadków jechowy w walce z Najświętszą Dziewicą.
Matka Boża miała wielki wpływ na Apostołów, którzy otaczali Maryję niezwykłą czcią, podobnie jak pierwsi chrześcijanie.
Matka Boża "dopilnowała" jednak, aby spisana Ewangelia skupiła się na Synu Bożym, a pomijała Ją, pisząc tylko to co konieczne. Tak wielka była pokora Matki Bożej.
W swoim Magnificat Maryja mówi: "Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych", dalej: "Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia".
Duch Święty natchnął Swoją Oblubienicę, aby wypowiedziała te słowa, które były zapowiedzią przyszłego królowania Maryi i ukazania kolejnym pokoleniom Jej potęgi.
Stało się tak zresztą według słów Zbawiciela, że "Pokorni będą wywyższeni, a pyszni poniżeni."
W dzisiejszych czasach Matka Boża jest uwielbiana przez wiele swoich dzieci, jednak wąż piekielny wciąż walczy z Niewiastą i Jej potomstwem.
Widzimy liczne profanacje wizerunków Maryi, którą usiłuje się poniżyć, ponieważ tak bardzo zły duch Ją nienawidzi.
Pomijając już to co wiemy o Matce Bożej z Pisma świętego i objawień mistyków - chcę dzisiaj zwrócić uwagę na kilka rzeczy, które czynią Maryję wyjątkową, jedyną i wielką.
Może to być kontrargument wobec tych, którzy Ją usiłują wdeptać w ziemię.
Po pierwsze gdyby Matka Boża nie powiedziała "Fiat - niech się stanie," Pan Jezus nie przyszedłby na Świat i nie byłoby zbawienia.
Zbawiciel był już na samym początku zależny od Jej decyzji.
Kiedy już wstąpił w łono Dziewicy, Maryja nosiła Jezusa 9 miesięcy pod Swoim Sercem. Dostarczała Zbawicielowi tlenu i pokarmu przez pępowinę.
Co więcej Krew Jezusa i Matki Bożej była jednym.
Po narodzeniu Zbawiciel Świata dalej jako Dzieciątko był zależny od Maryi.
Karmiła Go mlekiem z piersi, owijała w pieluszki, pielęgnowała.
Kiedy skończył roczek uczyła Syna stawiać pierwsze kroki. Kiedy się przewrócił opatrywała Jego skaleczenia. Tuliła do Serca gdy płakał... Nauczyła Jezusa mówić, jeść i ubierać się, słowem była Jego prawdziwą Mamą.
Przez pierwsze lata życia musiała także chronić Pana Jezusa przed Herodem.
Przy Maryi Jezus dorastał, stał się młodzieńcem. Wciąż wiernie przy Nim trwała. Dbała o swojego Syna wyżywienie i o Jego szaty.
Wychowała Zbawiciela Świata. Była pierwszym Tabernakulum, gdy nosiła Go pod Sercem. Po Śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa dalej była zjednoczona z Synem - przyjmując Go w Komunii Świętej.
Dbała o założony przez Zbawiciela Kościół.. Tych zasług Maryi jest dużo więcej. I argument protestantów, o tym, że za bardzo kochamy Matkę Bożą, a przecież "tak mało jest o Niej informacji w Piśmie Świętym" nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Nie ma i nie będzie drugiej takiej Niewiasty w dziejach Kościoła, która urodziła i wychowała Mesjasza.
Pismo Święte mówi o Matce Bożej "pełna łaski". Taka właśnie jest nasza piękna Kecharitomene i jako katolicy nie pozwólmy obrażać naszej Kochanej Matki.
..................................
Do napisania tego postu skłoniły mnie zarzuty protestantów i świadków jechowy na temat czci wobec Najświętszej Maryi Panny. Argumentów jest wiele, jeśli nie wierzą Pismu Świętemu i mistykom niech spojrzą na fakty, których nietrudno się domyślić, a które same w sobie czynią Najświętszą Dziewicę jedyną i niepowtarzalną w dziejach Kościoła i Świata - to Niewiasta, która dała życie Jezusowi, nosiła Go pod Sercem, urodziła, a następnie Go wychowała.
Czy jest druga taka Kobieta w historii ludzkości?
poniedziałek, 5 sierpnia 2019
Okultyzm i pierścień atlantów.
środa, 26 czerwca 2019
Świadectwo Joanny o potędze modlitwy.
czwartek, 6 czerwca 2019
Cud życia małej Mari Helenki.
Szczęść Boże kochani przedstawiam Wam świadectwo rodziców - małej Marii Helenki. Niech będzie to lekcja dla nas, o tym jak bardzo cenne jest każde życie.
Moje dalsze słowa są zbędne - proszę przeczytajcie tą historię.
.....................................
17.05.2018 r. - test ciążowy wskazuje dwie kreski. Radość niesamowita. Będziemy mieć drugie dziecko! Nasze drugie upragnione dziecko (nasz pierwszy syn ma 8 lat). Pierwsza myśl: będzie to dziewczynka! Nasz synek będzie miał siostrzyczkę.
Będzie miała na imię Helenka, albo Helena Maria. Musi mieć drugie imię naszej Matki Bożej.
Nie mogliśmy się nacieszyć tą wiadomością. Pierwsze wizyty u lekarza potwierdzają ciążę. Wszystkie badania w normie, wszystko w najlepszym porządku. Zaczął się czas oczekiwania i regularne wizyty u lekarza prowadzącego ciążę. Pierwsze badania nie wskazywały żadnych nieprawidłowości płodu. Nasze małe dziecko rosło. To była dla nas całkiem inna ciąża, niż z pierwszym dzieckiem. Spokój, harmonia, bez strachu, bez lęku. Wyczuwałam wielkie znaczenie tego dziecka. Czułam, że dokona wielkich rzeczy. 13 sierpnia – jedna z kolejnych wizyt u lekarza prowadzącego. Pan Doktor robiąc USG płodu zaniemówił. Patrzyłam na niego obserwując jego zdziwienie. Nagle powiedział: „Jestem zirytowany…. " Nie ma w ogóle wód płodowych…. nic!”. Byłam zaskoczona, bo wcześniejsze badanie prenatalne nie wskazywały żadnych nieprawidłowości. Wszystko było w najlepszym porządku. Jedynie co lekarz zalecił to spożywanie większej ilości płynów (stan wód płodowych był niski, ale w normie). Po zakończonym badaniu, lekarz oznajmił mi w dość niedelikatny sposób, że to koniec: „Nic z tego nie będzie, płód umrze, nie rozwinie się, nic się nie da zrobić, kompletnie nic!”. Patrzyłam na niego bez ruchu. Jakby czas stanął w miejscu. Łzy płynęły mi po policzkach. Na koniec Pan Doktor dodał: „Mogę wypisać skierowanie do innego szpitala w celu potwierdzenia diagnozy, ale to nic nie da…”. Na tym zakończyła się nasza rozmowa.
Wyszłam z gabinetu, uklękłam na chodniku szukając telefonu w torebce. Rozpłakałam się. Zadzwoniłam do męża mówiąc: „Naszej Helenki nie będzie!”. Wróciłam do domu oddając to Bogu. Zaczęłam szukać lekarza w większym mieście na własną rękę. Cudem udało mi się zapisać na następny dzień na wizytę do jednego z najlepszych Profesorów. Następnego dnia byliśmy już w Poznaniu. Pan Profesor potwierdził diagnozę dodając, że prawdopodobnie nerki u dziecka nie rozwinęły się. Wypisał skierowanie do szpitala i po dwóch dniach byłam już na oddziale ginekologiczno – położniczym. Zostałam przyjęta na oddział w celu przeprowadzenia szczegółowych badań diagnostycznych z powodu bezwodzia. Badania przeprowadzone były na specjalistycznych urządzeniach. Diagnoza ponownie potwierdziła się. Całkowity brak płynu owodniowego. Łożysko pogrubiałe. Wady u płodu: widoczna jedna nerka - nieprawidłowej struktury, powiększona – nerka torbielowata. Niewidoczny pęcherz moczowy. Nie uwidoczniono bańki żołądka (brak płynu). Przepuklina okolicy pępkowej – jelita. Nieprawidłowy kształt kręgosłupa w dolnym odcinku – skrzywienie + rozszczep. Nieprawidłowy kształt główki – objaw Spaldinga ( spowodowany uciskiem i brakiem płynu).
Leżałam na kozetce bez ruchu. Zbiegło się kilku lekarzy obserwujących zdjęcia z monitora. Po kolei wypowiadali wszystkie wady i choroby mojego dziecka. Spoglądali raz na mnie, raz na monitor. Ponownie usłyszałam słowa: „Płód nie ma szans na przeżycie. Nic nie możemy zrobić. Przy tych wadach genetycznych, ciąża nawet nie zalicza się do leczenia. I nikt w całej Europie nie podjąłby się jej leczenia. Nie ma nawet 1% szans na przeżycie i rozwój”. I padły słowa, których nikt nie powinien wypowiedzieć, a tym bardziej wprowadzić w czyn: „ W tym przypadku możemy rozwiązać ciążę, podając Pani leki wywołujące poród”. Ładnie i delikatnie mówiąc, nie było to nic innego jak ABORCJA.
Myślę, że lekarze nie mają często świadomości, jakie ich słowa mają znaczenia dla przyszłej mamy i jej przyszłego życia. Łudzą się, że w ten sposób pomagają kobiecie pozbyć się problemu. Bo przecież to tylko „płód”. Bardzo wiele kobiet w takiej chwili przeżywa tragedie swojego życia. I tak naprawdę nie wiedzą co czynią, zgadzając się na takie wyjście. Nie są nawet przygotowane do podjęcia takiej decyzji. „Problem będzie rozwiązany, płodu nie będzie, a Pani wróci do normalnego życia” – nie jedna kobieta to usłyszała od swojego lekarza prowadzącego ciążę. Ale co będzie w sercu przyszłej mamy? Co będzie, gdy dojrzeje do świadomości co uczyniła? Co pojawi się w jej myślach i snach, gdy uzmysłowi sobie, że zabiła swoje dziecko, a jej ciało stało się miejscem zbrodni. Lekarze dość często w pierwszych tygodniach ciąży nie używają terminu „dziecko”, „życie”, a raczej "ciąża" , "płód" itd. To tak jakby trochę oszukiwali siebie i innych, że to nie jest jeszcze dziecko. Inaczej brzmi pytanie„ Czy chce przerwać Pani ciążę?” niż „Czy chce Pani zabić swoje dziecko?” W momencie poczęcia ten malutki „płód” staje się już życiem. Ma malutkie serduszko, które zaczyna kochać swoich rodziców za jego poczęcie, rozpoczyna się życie które jest darem Boga.
Po pytaniu Pana Doktora zaniemówiłam. Byłam w ogromnym szoku. W jednym momencie usłyszałam okropną historię chorób i wad mojego dziecka, a jednocześnie pytanie odnoszące się do tego, czy je zabije. Wszystko co we mnie było krzyczało z rozpaczą: „Nie… nie zrobię tego! To jest moje dziecko!”.
Zapytałam: „ Co będzie z nami dalej jeśli taka jest moja decyzja?”. Pan Doktor odpowiedział: „Serce przestanie bić i wtedy dopiero rozwiążemy ciążę. Wtedy, będzie musiała Pani urodzić”.
Lekarze uważali, że z medycznego punktu widzenia, ciąża potrwa kilka dni, może tygodni. W każdej chwili, serce może przestać bić.
Tego samego dnia zostałam wypisana z oddziału. Co dwa, trzy tygodnie wracałam na oddział w celu sprawdzenia tętna płodu. Nie byłam jeszcze w stanie wyczuć ruchów dziecka. Nie było to dla nas łatwe. Każdy wyjazd, około 200 km drogi, zmęczenie. Za każdym razem te same procedury przyjęcia na oddział. Powtarzanie tych samych wad, chorób mojego maleństwa. I to pytanie: „Ale jest Pani świadoma, ze płód nie ma szans na rozwój i życie?”. Dziecko było zniekształcone, nie można było nawet rozpoznać płci dziecka. Nie przypominam sobie, żeby którykolwiek z lekarzy powiedział na moje maleństwo - ”dziecko”. Bardzo mi przykro było z tego powodu, bo ja z dnia na dzień coraz bardziej je kochałam. Każdy powrót do domu był dla mnie wielką radością. Moje dzieciątko nadal ze mną …moja kochana kruszynka.
Wszystko było w rękach Boga. Każda nasza wspólna chwila była zawierzona Panu Jezusowi. Powtarzałam ze spokojem: „Jezu ufam Tobie, Ty się tym zajmij”. I wszystkim się zajął, razem ze swoją Matką. Szłam przez całą tą drogę otoczona pełnią łask, jakie dała nam Matka Boża. Spokój serca, cierpliwość, radość, piękny czas pełen miłości. Aż trudno było w to uwierzyć, że przy takim nieszczęściu, w taki sposób można to przejść. Przyjęliśmy naszą sytuację z pokorą, bez rozpaczy i lamentu. Nie skupialiśmy się na naszej beznadziejnej sytuacji, a bardziej na tym, że kolejny dzień jesteśmy razem. Pragnęłam nosić ją pod swoim sercem tak długo, jak Bóg tego pragnął. Tak długo, jak Jego plan co do niej miał trwać.
Każde życie ma swój cel. Nawet to dopiero poczęte. I tylko to życie, może ten plan zrealizować od początku do końca. Podejmując inną decyzje zniszczyłabym zamysł Boży, przerwałabym go. Żadna inna dusza nie mogłaby go wypełnić.
Nasze dziecko nadal żyło. Mijały dni i tygodnie. Wyjazdy robiły się coraz bardziej męczące. Brzuszek był coraz większy, a ruchy dziecka coraz częstsze. Poszukaliśmy innego lekarza, który poprowadził naszą ciąże do końca. Wspaniała Pani Doktor, która mimo tylu wad i niedoskonałości, tak czule wypowiadała się o naszym maleństwie. Była pełna podziwu, że jest taka silna. Nadal nie można było określić płci, ale wszyscy przeczuwaliśmy, że to dziewczynka.
Maryja straciła swojego jedynego Syna. Jest Matką tak jak i ja. Ona mnie ze wszystkim rozumiała. Przyjęła wszystko, co Bóg jej dał z miłością i pełnym zaufaniem. Wiedziałam, że i mi pomoże przejść przez wszystko. I tak też się stało. Pan Bóg dopuszcza cierpienie w naszym życiu, aby wyciągnąć z niego najlepsze dobro. My nie możemy tego pojąć naszym, ludzkim rozumem. Nasze przekonania zatrzymują się tu na ziemi.
22.12.2018 r. o godz. 20.20 w 35 tygodniu ciąży przyszła na świat Maria Helenka. Cudem przeżyła osiem miesięcy, w tym cztery bez wód płodowych. W trakcie ciąży szukałam informacji o podobnych sytuacjach życia takich dzieci. Nie spotkałam żadnej informacji, w której dziecko tak długo żyło jak nasze.
Na podstawie pierwszych badań jakie były wykonywane, lekarze uważali, że dziecko będzie zniekształcone. Córeczka nasza mimo przeciwności losu, urodziła się z wagą 1980 kg i 47 cm. długości. Pan Bóg zadbał nawet o jej urodę. Myślę, że chciał abyśmy ją taką zapamiętali. Była piękna ….niczym nie różniła się w wyglądzie od innych dzieci. Była bardzo podobna do swojego braciszka, w chwili narodzin. Nawet pachniała jak on. Po zakończonym zabiegu zostałam przewieziona na osobną salę. Cały czas byłam przytomna. Był ze mną mąż. Jedna z pielęgniarek przyniosła nam naszą córeczkę. Serce naszej Mari Helenki nadal biło.
O godz. 22.10 przytulona do mnie ”zasnęła."
„Teraz tatusiu mogę więcej, mogę latać, pomagać jeszcze lepiej. Mogę tulić i chronić pod skrzydłami i moimi barkami w mej bieli piór. W sukni mam dwa pasy niebios i małą koronkę białą, prawie niewidoczną, po to by włoski nie przeszkadzały. Teraz jestem, tak jak Mamusia (Maryja) pragnęła. Kocham tu być. Kocham Was za to co uczyniliście. Maryja - Mamusia też Wam dziękuję, bo nasze szeregi są większe, a biel i trzepot jest silniejszy. Każdy się cieszy na nasz widok.
Ludzki, to nie znaczy wygląd lub cecha i doskonałość. Nasza Mamusia - Maryja może wszystko, sieje to co chce. Ona za nas odpowiada i Ona nas kształtuje. Bo my byliśmy Jej, od poczęcia i Ona nas prowadziła do Siebie. Zanim staliśmy się ciałem, dusze były w Jej rękach”.
Dziękujemy Ci Boże za dar życia naszej córki, za jej każdą minutę z nami.
niedziela, 28 kwietnia 2019
Aborcja - współczesny Holokaust
"Prokuratura stwierdziła, że nieudzielenie pomocy konającemu dziecku, nie jest przestępstwem. Krótko mówiąc: 3 lata temu nie udała się aborcja w szpitalu Świętej Rodziny w Warszawie, bo dziecko przeżyło próbę zabójstwa. Odłożono je, ono umierało jakiś czas, pewnie walczyło o każdy oddech, bo jego płuca potrzebowałyby jeszcze kilkunastu tygodni by dojrzeć, nikt mu nie pomógł - i to jest w porządku. Według prokuratury nie złamano prawa, wszystko OK, nie ma sprawy. Małe dziecko umierało pozostawione same sobie w miejscu gdzie LECZY się ludzi - i nie ma w tym nic nielegalnego. Tak będzie dopóki nie zmienimy prawa i nie wprowadzimy zakazu aborcji eugenicznej".
Tą informację niedawno znalazłam na Facebooku. Do czego zmierza ten nędzny świat, kiedy bezbronne maleństwo umiera w mękach i nie udziela mu się pomocy? Niektórzy twierdzą, że człowiek jest człowiekiem, dopiero po wyjściu z łona matki. Czym jest wcześniej? Czy jest to wielbłąd, słoń, a może pies? Dorosły człowiek - lekarz nie ratuje życia tego maleństwa, zostawia je na śmierć.... Gdzie jego etyka lekarska, złożona przysięga, że będzie ratował człowieka do samego końca, gdzie jego sumienie? To my musimy być głosem tych, którzy mówić nie potrafią, nie mogą się obronić!
Druga sprawa - niedawno bardzo głośny był temat dzików i ich planowany odstrzał. Jak bardzo rozczulano się wtedy nad ciężarnymi samicami dzika! Środowiska lewicowe i zwolennicy aborcji doszli to szczytów hipokryzji i obłudy. Jak można porównać życie zwierzęcia, do życia człowieka! Nie można w żadnej mierze! To Ci, którzy tak głośno domagali się aborcji na życzenie, byli obrońcami warchlaków....
Wydaje mi się, że takie pomieszanie wartości, miało już kiedyś miejsce. Nawet jestem pewna, że było to w czasie II wojny światowej, kiedy to robiono "coś z niczego" - czyli mydło z człowieka. To czasy Holokaustu, kiedy mordowano Żydów, a hitlerowcy urządzali sobie zabawę w "strzelanie do kaczek", bo tak nazywano zabijanie Żydów. Wreszcie przypomina mi to czasy obozów zagłady, gdzie nowonarodzonymi dziećmi rzucano z całej siły o ścianę, lub topiono je w beczce wody...
W Holandii dzieci z zespołem Downa już się nie rodzą, w Polsce dozwolone jest zabijanie dzieci z wadami genetycznymi. Moim zdaniem w świecie, w którym panuje kult ciała, nie ma miejsca dla chorych. Jak bardzo nie pasują do tego obrazka. Wszędzie na okładkach gazet widać tylko piękne kobiety, przystojnych mężczyzn. Dzieci z zespołem Downa, upośledzone nie odpowiadają temu światu, nie pasują.... Mało kto wie, ile radości mogą one dać rodzicom. Ten świat jest taki ślepy!
Bądźmy ustami tych, którzy mówić nie potrafią i rękami tych, którzy nie mogą się obronić.
Maryjo mówiąca "Fiat" niech mi się stanie - daj odwagę każdemu człowiekowi, przyjmować życie, nawet jeśli przyjęcie go, może wydawać się za trudne. Bądź z rodzicami dzieci, które urodziły się ciężko chore.
Drogi czytelniku dziękuję za to, że zaglądasz na mojego bloga.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Moje świadectwo nawrócenia.
Szczęść Boże.
Prowadzę blogi katolickie już od dłuższego czasu, ale ten temat jest szczególny dla mnie, będzie dotyczył pytania, które często sobie zadajemy: "czy Bóg mi wybaczy"?
Nawiązując do tego tematu, w części drugiej, dam swoje świadectwo nawrócenia, które miało miejsce - 14 lat temu.
Część 1. "Czy Bóg mi wybaczy"?
Dziś jest święto Miłosierdzia Bożego, Pan Jezus chce nas zanurzyć w morzu Miłosierdzia. Nie ma takiego grzechu, którego Bóg nie wybaczy. Jest tylko jeden warunek - żal za grzechy i postanowienie poprawy.
Często jest tak, że źle rozumiemy Miłosierdzie Boże i spychamy je w dwie skrajności:
- "Nie pójdę do Spowiedzi Świętej, ponieważ Bóg mi i tak nie wybaczy."
- "Co mi tam, zgrzeszę, ale Bóg jest Miłosierny, pójdę do Sakramentu Spowiedzi Świętej i mi wybaczy."
Szatan często w ten sposób trzyma nas i to bardzo mocno.
Bóg wybaczy jeśli żałujemy, ale nie można popełniać grzechu rozmyślnie - bo Pan Bóg to jest taka "dobra bozinka" i tak dostanę rozgrzeszenie.
Musimy unikać grzechu, a jeśli w swojej ludzkiej słabości upadniemy, zaufajmy Bożemu Miłosierdziu i nie obawiajmy się wyznać naszych grzechów w Sakramencie Pokuty i Pojednania.
Część 2. "Świadectwo mojego nawrócenia".
Moje życie jest przestrogą przed byciem "letnim katolikiem".
Od najmłodszych lat chodziłam z mamą do Kościoła, moja rodzina była nie pełna, ale wierząca. Moja ś. p ukochana babcia, nauczyła mnie odmawiać "pacierz" - kilka modlitw, które od dziecka mówiłam rano i wieczorem.
Tylko z biegiem czasu moja modlitwa była wciąż tylko pacierzem, nic się nie zmieniała.
Jako dorosła dziewczyna pogubiłam się w wierze i stałam się "letnią katoliczką". Chodziłam do Kościoła w niedzielę i odmawiałam "paciorek."
To nie przeszkadzało mi z drugiej strony grzeszyć i to ciężko.
W końcu z powodu ciężkich przeżyć wpadłam w chorobę, a moje grzechy przyczyniły się do tego.
Cierpienie zaczęło mnie na nowo przybliżać do Boga. Czułam jednak, że sama nie wiem czego chcę - być gorąca w wierze, czy raczej rzucić wszystko...?
Byłam jednocześnie nieszczęśliwa i samotna.
Pewnej niedzieli po Mszy świętej usiadłam w swoim pokoju, bo czułam, że coś się stanie. Nagle spadło na mnie światło. Pan Bóg zadał mi dwa pytania, na które odpowiedziałam: "Tak". Spojrzałam na obraz Jezusa, po raz pierwszy tak bardzo zakochana i wszyscy w moim otoczeniu, widzieli, że to zakochanie, ale nie podejrzewali kim jest mój Oblubieniec.
Pan Jezus zdjął z moich oczu także "łuski" i nagle zobaczyłam prawdziwe intencje otaczających mnie osób. Jak bardzo byłam ślepa!
Później przyszedł czas na Spowiedź z całego życia i kolejne lata walki o wierność Bogu, bo zły nie chciał odpuścić.
Pojednałam się także z bliskimi. Wciąż szukałam swojego miejsca w Kościele.
25 lutego 2018 roku zostałam niewolnicą Matki Bożej, według świętego Ludwika Marii Grignon de Montfort.
Od marca do maja, tego samego roku przeszłam przez Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, które było moim "drugim nawróceniem".
Dziś jestem spełniona w życiu i bardzo szczęśliwa.
Zakochanie tylko przekształciło się w miłość. Nie boję się Sakramentu Spowiedzi Świętej, ponieważ wiem, że jestem grzesznicą i potrzebuje ciągle nawrócenia.
Drogi bracie i siostro nie lękaj się, nawet kiedy jesteś w bagnie grzechu - Bóg z Ciebie nie zrezygnował, Bóg Cię kocha.
To moje świadectwo jest przestrogą, aby nigdy nie być letnim w wierze.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Chwała Panu w Trójcy Świętej i drogiej Mateńce.
środa, 27 lutego 2019
Manipulacja w mediach, a działanie złego ducha.
Do napisania tego postu skłoniły mnie ostatnie, negatywne komentarze na temat Papieża Franciszka.
1. Ludzie często padają ofiarom manipulacji w internecie i telewizji, a nawet o tym nie wiedzą.
Każdy film i zdjęcie można zmanipulować, tylko wiele osób daje się na to nabrać.
2. Uważajmy na to czym karmimy nasze oczy i uszy, ponieważ później okazuje się, że Papież Franciszek wychodzi na antychrysta.
3. Ludzie nie bądźmy naiwni! Popatrzmy na telewizję Trwam i Radio Maryja - tam nie ma złego słowa o Ojcu Świętym. Mądrze wybierajmy telewizję czy stronę w internecie, ponieważ przez taki błąd stajemy się ofiarą sprytnego działania złego ducha, mało tego stajemy się sługami nie prawdziwego Boga, ale sługami szatana - kiedy opluwamy Piotra naszych czasów.
Kochani. Nie stańmy się ofiarami manipulacji.
Niech Bóg Wam błogosławi!
poniedziałek, 11 lutego 2019
Fragmenty konferencji ks. Dominika Chmielewskiego o cierpieniu.
1. Bojąc się cierpienia, ale chcąc być wiarygodnym świadkiem Fatimy – pojechałem do Fatimy na takie prywatne rekolekcje. Wziąłem ze sobą życiorys Hiacynty. Czytałem i muszę powiedzieć, że byłem porażony heroicznością tej dziewczynki. Heroicznością przyjmowania cierpienia za zbawienie grzeszników. Co jest najciekawsze w tym wszystkim to to, że Matka Boża nie poprosiła dzieci fatimskich, żeby cierpiały za swoje własne grzechy. I to jest jedna z ciekawych charakterystyk cierpienia danego od Boga, że ono nie jest do końca za twoje własne grzechy. Bóg kiedy daje cierpienie, to chce rozszerzyć łaskę z tego cierpienia na cały świat.
2. Kiedy na przykład dostajesz cierpienie od twojego męża, który ciebie nie rozumie, który śmieje się z twojej wiary, twojego modlenia, chodzenia do kościoła, na wspólnotę, który ma wszystko gdzieś co związane z Panem Bogiem... i modlisz się za tego męża i trwa to już może długi czas... Jeśli to jest cierpienie dane od Pana Boga to wpierw zakwitną w tobie owoce Ducha Świętego: pokój, radość, pokora, łagodność, opanowanie, cierpliwość.
3. Czasami jest tak, że jest to cierpienie dane od Boga, ale przez to, że będziesz się buntować cały czas, będzie do tego cierpienia miał dostęp demon, aby wzbudzić w tobie bunt przeciwko Bogu: „Tak długo się modlę. Boże, dlaczego mój mąż się nie nawraca? Ofiaruję tyle Mszy św. za niego, tyle postów, pielgrzymek i nic”. Ale jak zajrzysz na dno twojego serca, to zobaczysz, że masz bunt przeciwko temu, że Bóg nie wysłuchuje twojej modlitwy. Masz bunt przeciwko temu, że twój mąż tak się zachowuje. I do tego buntu podczepi się demon, aby zabrać ci i ukraść łaskę, która przeznaczona jest twojemu mężowi.
4. Mamy wybór kiedy przychodzi cierpienie – albo poddać mu się i pozwolić, żeby Jezus zwyciężał teraz we mnie, albo nosić w sobie bunt przeciwko temu i mieć ciągle pretensje, żal, że Bóg nie wysłuchuje moich modlitw, że już dawno powinien, że tyle lat już modlę się o to i nic.
Żono kochana, czy rozumiesz, że twoja modlitwa jest zbierana przez aniołów i wylewana na wszystkich mężczyzn, za których nikt się nie modli? Kiedy staniesz przed Bogiem to nie tylko, że zobaczysz twojego męża, który będzie Go uwielbiał w raju, ale zobaczysz wielu innych mężów, którzy byli przeklinani przez swoje żony, którzy byli ludźmi tak odrażającymi, że nikt się za nich nie modlił, tylko ich przeklinał a twoja modlitwa, tyle lat trwająca za twojego męża była zbierana przez aniołów i rozdawana dla tych i za tych, za których nikt się nie modlił.
5. To nam chce powiedzieć Fatima: że ta modlitwa nie jest tylko za ciebie. Pokuta, którą czynisz nie jest tylko za twoje grzechy. Cierpienie, które przyjmujesz nie jest tylko dla ciebie jako wynagradzanie, zadośćuczynienie za twoje własne grzechy. Fatima mówi o tym, że Bóg wybiera garstkę ludzi zakochanych w Nim, którzy są gotowi przyjąć łaskę, na którą wszyscy inni nie są gotowi. Bo dzisiaj mówi się w kręgach charyzmatycznych, różnych ruchach, wspólnotach: „Pan zwyciężył wszystko. I w związku z tym nie masz prawa cierpieć, nie musisz znosić jakiejś choroby, nie musisz żyć w niedostatku, bo Pan wyprosił ci bogactwo, pomyślność we wszystkim. Ma ci się wszystko udać, masz mieć cudowną pracę, wspaniałą żonę, męża, dzieci, zero chorób!” To nie jest Ewangelia Jezusa Chrystusa. Garstka ludzi jest gotowa na to, aby zaprosić Boga do wnętrza swojego cierpienia i zobaczyć zwycięstwa nie tylko w tym cierpieniu, na które się zgodzili, oni są w raju....
Drogi czytelniku. Dziękuję, że zaglądasz na mojego bloga.
Ja ze swojej strony pragnę Ci powiedzieć, że cierpienia są częścią naszego życia, i dopóki ich nie przyjmiemy, dopóty nie będziemy żyć pełnią naszego życia. Jakże być spełnionym, jeśli część naszego istnienia - cierpienie, jest przez nas odrzucane? Jest to niemożliwe. Sama na codzień zmagam się z chorobą. Akceptacja tego, że jestem słaba i czasem nie mam sił, nauczyła mnie, że muszę polegać jedynie na Jezusie, że da mi siłę, bo jestem słabym człowiekiem, a Pan Jezus może wszystko.
Nauczyło mnie to ufności, że Pan Bóg da mi dzisiaj siłę do pracy.
Nigdy się na Nim nie zawiodłam.
Matko Boża z Lourdes - módl się za nami!
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
niedziela, 9 grudnia 2018
Znacznie cierpienia w naszym codziennym życiu.
Szczęść Boże. Zdecydowałam się podjąć temat cierpienia, chociaż jest bardzo trudny, ale jednocześnie jest to problem, który odpycha niektórych ludzi od wiary w Boga.
Bo jakże to możliwe, że Bóg jest tak dobry, a jest tyle cierpienia na świecie?
Zacznę od fragmentu Pisma Świętego, na temat niesienia Krzyża.
Z Ewangelii według św. Marka 8( 34-38).
Warunki naśladowania Jezusa
Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!
Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.
Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?
Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?
Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi.
Oto słowo Boże.
Pojęcie cierpienia sięga czasów Adama i Ewy, naszych prarodziców, którzy zostali stworzeni przez Pana Boga, na Jego obraz i podobieństwo.
Co to oznacza? Nie chodzi tu tylko o podobieństwo zewnętrzne, ale przede wszystkim, o to, że człowiek został obdarzony życiem nieśmiertelnym, postawiony w pięknym raju, otoczony miłością Boga, zdrowy "jak ryba", silny i piękny. Jednym słowem człowiek, który żył w przyjaźni ze Stwórcą, był bardzo szczęśliwy, nie chorował, pewnie nie miał też powodu do płaczu.
Skąd więc, wzięło się cierpienie?
Adam i Ewa, odwrócili się od Boga, jak wiemy zerwali owoc z drzewa "poznania dobra i zła".
Do tej pory znali tylko dobro, od tej chwili wszystko się zmieniło.
Czym skończyło się dla ludzi poznanie grzechu, zdradzenie Stwórcy Świata?
Od momentu, kiedy zerwano owoc z drzewa zakazanego człowiek zakosztował cierpienia, bólu, łez, zaczął chorować. Wygnany z raju poczuł co znaczy ciężko pracować, kobieta doświadczyła bólów porodowych.
Pan Bóg stworzył nas do szczęścia i chwały, jednak grzech wszystko zniszczył.
Cierpienie jest konsekwencją grzechu, złamania przykazań. Zakazany owoc dobrze smakuje, ale kończy się śmiercią.
Tak więc, przez całe pokolenia ludzie zmagają się z konsekwencjami grzechu pierworodnego.
Często jednak zrzucamy na Pana Boga całą winę, za nasze cierpienia, tracimy wiarę i obrażamy się na Zbawiciela.
"Dlaczego cierpię, przecież Bóg jest miłością"?
"Bóg Cię nie kocha" - odpowiada zacieszony szatan.
Wystarczy tylko wdać się w dyskusję ze złym duchem i uwierzyć, że Pan Bóg jest zły.
Jednak to nie On morduje, Bóg nie kradnie, nie kłamie, nie oszukuje... Tylko robi to człowiek, pod wpływem podszeptów złego i nieszczęście gotowe.
Bóg na początku naszego istnienia, dał nam wolną wolę i nigdy jej nam nie odebrał. Nigdy nas do niczego nie zmuszał.
Jesteśmy wolni, musimy dobrze tą wolność wykorzystać, siejąc samo dobro.
Tego chce Pan Jezus.
Tak Bóg umiłował świat, że zesłał Jezusa, aby nas zbawił i odkupił nasze winy.
Wziął wszystko na swoje barki i zaniósł na Golgotę: choroby, cierpienia, lęki, ciemności, bóle, łzy, nawet nasze grzechy.. mało?
Od momentu, kiedy Jezus zmartwychwstał, niebo i jego szczęście stoi dla nas otworem.
Na dodatek jest to, wieczne radowanie się, co wcześniej przez grzech pierworodny zniweczył człowiek.
Teraz mamy szansę na chwałę w raju.
Jest tylko jeden warunek: trzeba nieść swój Krzyż, często przez całe życie, jednak nie traćmy wiary - Jezus sam przez to przeszedł. Chciał podzielić z nami nasze cierpienia.
Zbawił nas, bo nas kocha. Nigdy nie pozwólmy, żeby myśleć o Bogu, z tej perspektywy, że zsyła na człowieka same cierpienia. Nie! On umarł za nas, na Krzyżu, żebyśmy mogli być szczęśliwi.
Amen. Bóg jest miłością.
Drogi bracie i siostro Bóg nas kocha,
Uwierz w to. Jesteśmy Jego ukochanymi dziećmi. Co człowiek "narozrabiał" w raju przez grzech - Jezus naprawił, przez Krzyż, ponieważ nas kocha.
Słowem od tej chwili cierpienie nabrało sensu. Uczestniczymy w zbawianiu świata, dzielimy Krzyż z Chrystusem, pomagamy mu ten świat zmieniać. Wystarczy powiedzieć swoje "Fiat" - niech się stanie. Amen. "Fiat" Panie Jezu.
Zachęcam Was do obserwacji mojego bloga i dyskusji, w komentarzach na poruszony temat.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dlaczego nawrócenie bywa procesem? + Moje świadectwo
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Cieszę się, że mogę dzielić się z Wami doświadczeniem wiary. Dziś zapraszam Was do wspól...
-
"Za czym tęsknię?" Za czym tęsknię i dlaczego tak bardzo boleje moja dusza? W sercu spiekota i ogromna, pustynna susz...
-
Jestem Mateusz mam 31 lat, w 24 roku mojego życia Jezus uwolnił mnie od narkotyków. Zabrał mi całkowicie obsesje zażywania drag...
-
Ten temat jest mi szczególnie bliski. Wiem, jak bolą zadane krzywdy. Nie jest łatwo przebaczyć , ale z pomocą Bożą jest to możli...
