czwartek, 3 kwietnia 2025

Poruszające świadectwo Mateusza o św. Józefie.


Jestem Mateusz mam 31 lat, w 24 roku mojego życia Jezus uwolnił mnie od narkotyków. Zabrał mi całkowicie obsesje zażywania dragów. Po pół roku od kiedy przestałem brać trafiłem do Odnowy w Duchu Świętym na Seminarium Odnowy Wiary gdzie min. uznałem Jezusa za mojego Pana i Zbawiciela. I tak świadomie zacząłem iść drogą wiary. 

Był sylwester roku 2019/2020 wraz ze znajomymi ze wspólnoty postanowiliśmy spędzić go razem, uwielbiając Pana i wejść w nowy rok w duchu modlitwy. 
Modliliśmy się wstawienniczo nad każdym dziękując oraz prosząc o błogosławieństwo. Podczas modlitwy nade mną zostało wypowiedziane zdanie: „Stawiam przy tobie Świętego Józefa”. Bardzo ucieszyły mnie te słowa i postanowiłem odwzajemnić tą łaskę i wejść w relacje z Nim.

Sprawę priorytetów, a zarazem pragnienie mojego serca poleciłem pod Jego wstawiennictwo, prosiłem o dobrą żonę. Zostałem wysłuchany, lecz musiałem zaczekać. Najpierw musiałem uporządkować swoje życie i przeszłość.

W sierpniu 2020 r. razem z Maćkiem ze wspólnoty pojechaliśmy do Kalisza, aby przyjąć szkaplerz świętego Józefa. Odprawiałem prywatną miesięczną nowennę przed przyjęciem szkaplerza świętego. 
Po tamtym czasie zacząłem cieszyć się jeszcze bardziej Jego obecnością w życiu. W grudniu tego samego roku zostałem zaproszony przez św. Józefa na rekolekcje – Lectio Divina o św. Józefie. Dzwoniąc, aby się zapisać pani przez telefon się zaśmiała, że pewnie św. Józef przygotował dla mnie jakiś prezent. Oczekiwałem go.

W czasie trwania rekolekcji była możliwość spowiedzi świętej, chociaż nie musiałem iść, ale czułem przynaglenie żeby tam być. Czekając w kolejce odmawiałem różaniec i czułem, że duchem mam zostać a ciało dosłownie podrywało mi się samo z krzesła.
Gdy się wyspowiadałem, przed rozgrzeszeniem kapłan mnie zapytał czy przyjmuje uwolnienie, które Pan Jezus dla mnie przygotował. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i mówię że ”tak”, wierząc w realną obecność Jezusa w sakramencie pokuty.

Po około dwóch tygodniach zauważyłem zmianę w moim życiu, wcześniej miałem bardzo dużo szarpania wewnętrznego dotyczącego mojego powołania - kapłaństwo czy małżeństwo.
Od tamtego momentu droga kapłaństwa się zamknęła a otworzyła droga w kierunku małżeństwa. Następstwem uwolnienia był wyjazd do Sanktuarium Świętego Józefa w Wadowicach, gdzie zamówiłem mszę świętą o dobrą żonę. Termin na który została wpisana msza święta była to pierwsza środa lutego 2021r. Pierwsza środa miesiąca jest poświęcona Przeczystemu Sercu Świętego Józefa. Będąc na mszy, miałem przekonanie,  że św. Józef przejmuje stery nad tą intencją. 
Od momentu gdy założyłem szkaplerz św. Józefa zacząłem odczuwać w sercu ogień, gdy pytałem Pana co się dzieje dostawałem wewnętrzne przekonanie, że jest to ogień oczyszczenia. Wypraszał mi św. Józef łaski do wewnętrzej przemiany, uzdrowienia przeszłości.

Pan Bóg uzdrawiał mnie we wspólnocie do której należałem. Również przez trzy lata chodziłem na terapię, aby przepracować swoje dzieciństwo oraz okres uzależnienia. Był to bardzo ciężki czas, ale błogosławiony.
Późną jesienią 2021 r. siedziałem w Kaplicy św. s. Faustyny w Łagiewnikach. 
Wtedy miałem ciężki czas, wydawało się, że wszystko mi się sypie. Mówię do Jezusa:
"Nikogo mi nie dajesz aby się modlił za mnie" z głową spuszczoną w dół wyrzucam pretensje. Po chwili podnoszę głowę spoglądam w prawo, siedzi młody kapłan i mam silne przynaglenie, aby go poprosić o modlitwę. Oczywiście pojawia się we mnie lęk i sprzeciw, podejmuję decyzję nie dyskutować z tymi mocnymi myślami. I tak zrobiłem - przysunąłem się do niego, poprosiłem o modlitwę. Gdy się zaczął modlić, czułem, że jest lepiej i w głowię zaczynają mi się pojawiać rodzaje duchów, które mają dostęp do mojego życia. Zapisałem sobie je, ale notatka w telefonie się usunęła. 
Po wyjściu z kaplicy przed wyjazdem do domu zadzwoniłem do znajomego, aby podzielić się tym co się stało. Powiedział mi, że to co przychodzi mu na myśl to modlitwa 5 Kluczy Neal Lozana. 

Po skończonej rozmowie, zacząłem wracać do domu. Zajechałem jeszcze na adoracje do swojej parafii. Zgasiłem samochód odpaliłem fb, pierwszy post który mi się pojawił to rekolekcje 5 kluczy w Rzeszowie na Taborze.

Oddałem Panu tą drogę i wszedłem w nią. Rekolekcje były za ponad miesiąc, podczas przygotowania do rekolekcji trzeba było przeczytać książkę "Modlitwa uwolnienia cz.1" i notować co Duch Święty będzie przez nią mówił. 
Podczas przygotowania do rekolekcji miałem sen: śnił mi się znajomy od którego brałem narkotyki. We śnie pierwsza scena była taka, że trzymałem go za nogi i zanurzałem trzy razy w stągwii z wodą (na znak oczyszczenia).
Drugi obraz, że chwytam go za koszulkę na wysokości klatki piersiowej, podnoszę w górę (obraz przypominający Pana Jezusa na Krzyżu) w tym momencie zacząłem bardzo płakać, upadłem i czułem we śnie, że jest mi coś zabierane. Po wybudzeniu czułem pokój i zdjęty ciężar z klatki piersiowej.

Kilka dni po tym śnie jestem w galerii handlowej w Nowym Sączu, mam myśl - idź tędy, więc myślę ok. 
Idę i na łuku spotykam właśnie Adriana, znajomego ze snu. Chciałem go przeprosić ponieważ byłem kiedyś wobec niego nie uczciwy więc to zrobiłem, on mówi, że wszystko jest w porządku i dodaje: „czuj się uzdrowiony”. Zamurowało mnie. 

Rekolekcje przeżyłem na Taborze dobrze, na pewno świadomie wszedłem w drogę 5 kluczy, nazywania, rozeznawania i przede wszystkim wyrzekania się zła, któremu otworzyłem sam drzwi do mojego życia. Rekolekcje przyniosły błogosławione owoce w moim życiu. 
Zasada była taka, że trzeba przejść czas rekolekcji 5 kluczy w grupie na Taborze, aby później móc się zapisać na modlitwę uwolnienia indywidualną. 
Przed modlitwą indywidualną skończyłem terapię więc widziałem to co się dzieję u mnie w życiu, pewne rzeczy są za mną przerobiłem je i teraz oddam to na modlitwie uwolnienia. 
Zacznę nowy etap w moim życiu. 

9.12.2022 r. po wcześniejszym przygotowaniu wróciłem do Rzeszowa, ale już na modlitwę uwolnienia indywidualną. Z tej modlitwy pamiętam najbardziej słowa wypowiedziane przez kapłana (miałem również obraz podczas modlitwy: była ciemność a na środku stał Krzyż Święty, który blaskiem swoim rozjaśniał ciemność) „stawiam Krzyż Święty na drodze, której komunikowały się demony z wcześniejszych pokoleń”. 
Jezus zamknął drogę temu, co się za mną ciągło.

Po modlitwie przyszło natchnienie, aby napisać list do Świętego Józefa. Prosiłem w nim, aby pomógł mi poznać dziewczynę, tą którą Pan dla mnie przeznaczył na przyszłą żonę, oraz żebym mógł się rozwinąć zawodowo – jestem kucharzem. 
Nie pamiętam ile czasu to trwało, ale w niedługim czasie w mojej skrzynce na listy znajduję wrzucone czasopismo "Szef to Ja" z wizerunkiem kucharza. Wiedziałem, że to potwierdzenie od Świętego Józefa. Do tej pory nie znalazłem osoby, która by mi powiedziała ze to ona wrzuciła tą gazetę do skrzynki. 

Co do przyszłej żony, przychodziły mi myśli, że musze zacząć coś robić, oprócz się modlić. Więc poszukałem odpowiedni internetowy katolicki portal „zapisani sobie” . Zarejestrowałem się i napisała do mnie jako pierwsza Ala, ale żeby jej móc odpisać musiałem uaktywnić konto, po prostu zapłacić. Kilka dni mi zeszło, zapłaciłem i odpisałem jej. 
Zaczeliśmy na początku pisać z sobą, później dużo rozmawiać. Podczas rozmów okazało się, że Alicja miała usuwać konto, ale jeszcze czekała z nadzieją, że pozna kogoś wartościowego. 
A ja znów nie mogłem się wyzbierać, aby je założyć. Pod koniec stycznia 2023 r. pierwszy raz się spotkaliśmy (wcześniej się minęliśmy w jednej restauracji, ona była na praktykach, a ja na stażu). 
Oświadczyłem się jej 19 czerwca. Pytałem Pana gdzie to ma być pokazał mi zamek w okolicach Sącza, później się okazało, że to parafia św. Jozefa. 
Byliśmy w kinie z Alą na filmie o św. Józefie, pojawiło się w nas pragnienie, aby wziąć ślub w Kaliszu, ale wiedzieliśmy, że w naszym przypadku jest to nie możliwe. 

W pewną niedziele wracając od przyszłych teściów zajechaliśmy do jej kościoła parafialne go, który powinien być zamknięty, nawet na to liczyliśmy. Niespodziewanie, naprzeciw nam wyszedł ksiądz proboszcz i zaproponował, że otworzy Kościół, aby Alicja mi go pokazała. 
Bardzo się ucieszyłem. Wchodzimy do kościoła pod wezwaniem Imienia Maryi z lewej strony ołtarz boczny Miłosierdzia Bożego, relikwie św .s. Faustyny i św. Jana Pawła II, w głównym ołtarzu obraz Matki Bożej Częstochowskiej, a za to z prawej strony ołtarz Świętej Rodziny Kaliskiej. 
Byłem bardzo wzruszony, aż niedowierzałem.

31 grudnia 2023 r. pobraliśmy się w święto Świętej Rodziny w tym pięknym kościele.
Jeśli chodzi o pracę to w maju 2023 r. zatrudniłem się na skoka jako kucharz w 5* Hotelu w okolicach Sącza, we wrześniu przyjąłem się na stałe. 
Liczba 19 kojarzy mi się ze św. Józefem, więc gdy dostałem szafkę w szatni o tym numerze, wiedziałem, że stoi za tym Święty Józef.
Było mi bardzo ciężko - wcześniej pracowałem w małej gastronomii.
Im było ciężej, tym bardziej odczuwałem obecność Jezusa, który mnie umacniał. Zostałem wrzucony na głęboką wodę i bardzo szlifowany, miałem wrażenie, że wiedza jest mi wtłaczana do głowy. 

Na jesień 2024 r. będąc w pracy przyszła mi myśl - zadzwoń do Łagiewnik i poproś o modlitwę o światło Ducha Świętego dla tego Hotelu, nie rozumiałem dokładnie, ale tak zrobiłem, zamówiłem nowennę czwartkową. W następnym tygodniu w środę (była to pierwsza środa miesiąca) zostałem poproszony do szefa kuchni na rozmowę i zaproponował mi abym został jego zastępcą. Przyjąłem propozycję, miałem objąć stanowisko gdy wrócę z tacierzyńskiego. 
Moja ukochana żona była wówczas w ciąży, urodziła śliczną córeczkę Olę 04.12.2024 r. (oczywiście była to 1 Środa miesiąca) o godzinie 15:15 w godzinę Miłosierdzia. Umowę miałem podpisać na koniec stycznia, ale podpisałem ją na początku lutego, w pierwsza środę miesiąca. Święty Józef to co zaczął to dokończył. 

Zgodnie z obietnicą złożoną św. Józefowi, że jeśli pomoże mi poznać żonę, to dziecku na pierwsze lub drugie imię damy Józef lub Józefa - więc nasza Olusia na drugie imię dostała Józefa na cześć wielkiego patriarchy.

Świadectwo napisałem w podziękowaniu Świętemu Józefowi za wielkie rzeczy, które mi wyprosił, a teraz nadal wstawia się za moją rodziną. 

Chciałbym dodać jeszcze, że głównie Pan Jezus uwalniał i uzdrawiał mnie w sakramentach świętych, szczególnie w sakramencie pokuty oraz eucharystii. Wszystko to się działo przez ręcę kapłanów. Również w modlitwie uwolnienia Jezus posługiwał się kapłanami. Proszę o krótką modlitwę za kapłanów, których spotkałem i jeszcze spotkam na swojej drodze z Panem. 

niedziela, 12 stycznia 2025

Świadectwo o przebaczeniu i duszach czyśćcowych.

Świadectwo o przebaczeniu i duszach czyśćcowych.

Chciałabym dać świadectwo o wierze i sile przebaczenia.
Mam obecnie 39 lat, wychowałam się bez ojca, który zostawił moją mamę i mnie, gdy miałam 2 latka. Miał na imię Stanisław. 
Wyrosłam u boku mamy i babci, które nie dały mi odczuć braku ojca, może właśnie dlatego nie czułam nigdy wielkiego żalu, ani tym bardziej nienawiści.

Mój tata nie interesował się mną po swoim odejściu, nigdy nie płacił też alimentów, które nakazał mu sąd.
Kiedy dorastałam marzyłam o tym, że ojciec kiedyś zapuka do drzwi i poprosi o wybaczenie, ja byłam gotowa go przyjąć mimo wszystko.
Jednak nie wrócił, dopiero kilka lat temu dostałam informację o jego śmierci.
Nawet nie wiem jakie miałam wtedy uczucia, że on nie żyje. Po wiadomości o śmierci modliłam się za jego duszę.

Pewnej nocy miałam sen: widziałam duszę mojego ojca w czyśćcu, był skrępowany i wokół niego panowała ciemność. Było widać, że bardzo cierpi. W pewnym momencie zwrócił się do mnie i powiedział: "Proszę Cię o modlitwę i wybaczenie, bardzo cierpię, bo przeze mnie nigdy nie dowiesz się co to znaczy mieć ojca".

Dokładnie pamiętam jego słowa. Wyglądał dokładnie jak na starym zdjęciu.
Kolejny sen zupełnie mnie przemienił. Siedziałam z tatą na ławce i nic do mnie nie mówił, tylko patrzał na mnie z miłością i się bardzo uśmiechał. Dopiero od tej pory potrafię mówić o nim "tata". Wcześniej mówiłam tylko "mój ojciec".

Wybaczyłam mu, bo skoro jego dusza jest w czyśćcu to znaczy, że kiedyś będzie w niebie. Jeśli ja też pójdę do nieba, to przecież nie będę się tam z nim kłócić. W niebie jest tylko miłość.

Świadomość, że tata dostał łaskę nawrócenia i jest po stronie Pana Boga daje mi nadzieję.
Mam taką wiarę, że w pewnym stopniu to właśnie ja - porzucona córka mogłam przyczynić się do jego nawrócenia w godzinie śmierci. 
Wiele lat temu ofiarowałam za mojego żyjącego wtedy ojca - cierpienia, zaczęłam się modlić w jego intencji, a w styczniu 2013 roku podpisałam na całe życie krucjatę z myślą o jego nałogu alkoholowym. 

Czy Najświętsze Serce Pana Jezusa mogło się nie wzruszyć siłą przebaczenia? 
Miłosierdzie Boże nie ma granic.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Świadectwo napisała: Monika Świtalska dnia 14.04.2024 r.

piątek, 27 grudnia 2024

Szacunek do drugiego człowieka.


Szacunek do sprzątaczek wpoiła mi moja mama - sprzątaczka, która bardzo trudziła się, żeby mnie utrzymać z tego ciężkiego kawałka chleba.

Od samego początku, kiedy byłam dzieckiem - powtarzała:
" Zawsze jak mijasz panią sprzątaczkę mów jej: dzień dobry".
" Kiedy widzisz, że pani sprzątaczka umyła podłogę i jest mokra, to omijaj to miejsce, żeby nie podeptać ".

Po latach ja sama przez dwa lata byłam sprzątaczką i doświadczyłam dużo upokorzeń.
Byłam poniżana przez pracodawcę i współpracowników. Jeszcze mogłoby mnie nie boleć to tak bardzo, lecz jedna z tych osób, która dawała mi odczuć kim jestem była z wykształcenia teologiem.

Kiedy podjęłam się tej pracy straciłam też przyjaźń jednej pani z mojego osiedla, ponieważ: "jestem młoda i wykształcona, a myję toalety".
Przestała się do mnie odzywać.

Ja jednak dziękuję Bogu, że miałam siły te dwa lata wykonywać zawód sprzątaczki, że miałam siły fizyczne.

Podsumowując: 
Mam wielki szacunek do sprzątaczek już od dziecka. Takie zachowanie wynosi się z domu.
Nie rozumiem też stosunku niektórych ludzi do tego zawodu. Sprzątaczki wykonują bardzo trudną i niewdzięczną pracę. 
Czy ktoś z nas kiedy idzie do miejsca publicznego, ludzi korzystać z brudnej toalety?
A jednak patrzy się na te kobiety z góry....

Jeśli odzyskam siły wrócę kiedyś do sprzątania i będę dziękować Bogu za to.
Nie wstydzę się tego.
Każda praca jest błogosławieństwem od Pana Boga i nie ważne czego jeszcze doświadczę od tzw. "lepszych ludzi", którzy nie są nauczeni szacunku do drugiego człowieka i tego zawodu.

A co - może lepiej by było zostać złodziejką ? 
Każda uczciwa praca, wykonana sumiennie to powód do zadowolenia.

Apeluję do wszystkich ludzi, którzy patrzą na sprzątaczki jak na robaka, a nie człowieka - o szacunek dla ludzi wykonujących tą ciężką pracę.

piątek, 8 listopada 2024

Aborcja w Polsce = bezprawie!



"Nie będziesz nigdy matką, nie zabieraj więc głosu na temat aborcji!"
To usłyszałam od koleżanki, która wiedziała, że nie planuję wyjść za mąż, bo mam inne powołanie. 
Dalej posypały się takie epitety: "jesteś ze średniowiecza, zacofana, pisowiec..."
Pomijając to, że nie jestem wyborcą tej partii, to już przywykłam, że pochodzę z czasów odległych. 
A nie zabierać głosu na temat mordowania dzieci, ponieważ nie będę mieć swoich, to tak jakby zabronić ateistom wypowiadania się na temat Kościoła, bo przecież w nim nie są. 

Skoro feministki mogą nazywać dzieci poczęte pasożytami, ja mogę nazywać rzeczy po imieniu: dopuszczając się aborcji stajesz się mordercą niewinnego dziecka.

W Polsce już właściwie mamy aborcję na życzenie. Fundament pod tą sytuację postawił rząd PiSu. Teraz lewica ma z górki.
Starają się o depenalizację aborcji, a więc jej całkowitą bezkarność. 
Mafie aborcyjne zacierają ręce. A posłowie, którzy je wspierają są także przestępcami, ponieważ Polska konstytucja zawiera przepisy o obronie życia od poczęcia, a każda ustawa musi być z nią zgodna.
Pani minister Leszczyna omija więc prawo wprowadzając rozporządzenia, chociaż nie mają one mocy prawnej.

Tak więc zarówno prawo Boże, jak i prawo Polskie rząd Tuska ma za nic.

Niedawno został zablokowany na Tik Toku profil Fundacji "Pro Prawo Do Życia."
W tym samym czasie przestępczynie z "aborcyjnego dream teams" śmiało i bez przeszkód zachęcają do aborcji już nastoletnie dziewczyny i sprzedają tabletki poronne. 
Wszystko to dzieję się od lat za przyzwoleniem kolejnym rządów. 
Taka prawda, że poprzedni rząd udawał, że tego nie widzi. Jak w zeszłym roku ich skrytykowałam odwróciła się ode mnie wieloletnia przyjaciółka. 
Taka niestety jest cena, którą osoby pro-life muszą ponieść. 

Ja w tej sprawie milczeć nie będę, jak również inni katolicy, którzy bronią życia. 
Obecnie jeden z posłów lewicy, homoseksualista, przygotowuje ustawę, która zakłada, że nie wolno nam krytykować działań środowiska lgbt, pod groźbą pozbawienia wolności. 
Czy jeszcze żyjemy w demokratycznym kraju?
Chyba już nie, ponieważ dzieci poczęte praw żadnych już nie mają, są ich pozbawione. 

Szkoda też, że panie, które tak żarliwie bronią imigrantów ze wschodu i pokazują swoje pseudo - miłosierdzie, z drugiej strony walczą o prawa kobiet do aborcji. 
Gdzie sprawiedliwość? Jedynie w Bogu, tylko, że wielu ludzi już Boga w sercu nie mają!

Dlaczego aborcja jest wielkim złem?



Dlaczego aborcja jest wielkim złem?
Pan Bóg powiedział: "Czy może matka zapomnieć o swoim niemowlęciu? A nawet jeśli zapomni, Ja nie zapomnę o Tobie..".

1. Bóg jest dawcą życia, a w momencie kiedy, człowiek dopuszcza się aborcji stawia się na miejscu Stwórcy, mieni się bogiem, łamie przykazanie piąte: "Nie zabijaj", a dodatkowo przykazanie pierwsze: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną".
Bóg, który daje życie, może to życie człowiekowi odebrać. Tylko i wyłącznie Bóg!
Jesteśmy tylko ludźmi, nie małpujmy Boga.
 
2. Skoro posłowie w Sejmie krzyczą, że poczęte życie, to nie człowiek, to ja się pytam: czy kobieta ma pod sercem słonia, a może wielbłąda?
W momencie zapłodnienia, w swoim zamyśle Bóg, już zdecydował jakiej płci, będzie to dziecko, są już wiadome jego cechy zewnętrzne i wewnętrzne.
Serce dziecka zaczyna bić już w 3 tygodniu ciąży.
Kobieta zazwyczaj dowiaduje się, że jest w stanie błogosławionym, trochę później... Kiedy to życie w jej łonie już nabiera kształtu.

3. Myślę, że żadna z Pań, które uczestniczą w tzw. czarnych marszach, nie ma pojęcia w jakich męczarniach ginie abortowane dziecko.
Mały człowiek jest dosłownie rozrywany na strzępy. Chwyta się je za rączki i nóżki, po czym dziecko w kawałkach wyciągane jest z brzucha kobiety. Często dziecko jeszcze żyje i pozostawia się je, aby w mękach umierało.
Tu zadam pytanie: czy to normalne, że łono kobiety zamiast miejscem życia, staje się grobem?
 
4. Syndrom poaborcyjny..
Żadna kobieta, która dopuściła się aborcji, nie jest szczęśliwa.
Syndrom poaborcyjny dokucza im przez całe życie. Wyrzuty sumienia nie dają im spokoju.
Kobiety te często popadają w depresję, na dodatek muszą żyć z myślą, że nigdy nie dowiedzą się jakie byłoby ich dziecko, gdyby się urodziło.
Dodatkowym kłopotem są powikłania, części fizycznej kobiety, gdyż aborcja dotyka nie tylko sfery duchowej i psychicznej.
 
5. Fałszywe współczucie, że rzekomo przez aborcję eugeniczną, kierujemy się dobrem dziecka, bo będzie cierpieć, jest zwyczajnym egoizmem.
W świecie, w którym panuje kult ciała, kobiety są nazywane "seksbombami", a mężczyźni muszą być "napakowanymi przystojniakami", nie ma miejsca dla dzieci z zespołem Downa, czy z wadami genetycznymi. Po prostu nie pasują do tego obrazka... Powiem wprost nie podobają się, nie ma dla nich miejsca w świecie, w którym panuje seks i pieniądze.
Jestem za ostra kiedy to piszę? Ja tylko proszę Panie, które uczestniczą w czarnych piątkach, żeby wypowiadały się za siebie, a nie za ogół kobiet, gdyż jestem kobietą, a nie popieram ich pustych haseł.
 
6. Na koniec dodam, że jest wiele kobiet, które zrozumiały jaki błąd popełniły dopuszczając się aborcji i biorą aktywny udział w ochronie życia poczętego... Dają świadectwa swoim życiem i myślę, że ich rola jest bardzo ważna.
Są widocznym znakiem dla innych kobiet, o tym jak wiele zła wynika z aborcji.
Nie wolno nam też ich potępiać, każda z takich kobiet, niesie ze sobą ogromną tragedię, często zostaje pozostawiona sama sobie. Mężczyźni muszą nauczyć się brać odpowiedzialność, za życie, które się poczęło i wspierać kobiety. 



Jestem pro-life, czy to powód, żeby mnie hejtować?!


Pamiętam jak pierwszy raz w życiu wzięłam głos w mediach społecznościowych i powiedziałam odważnie, że jestem pro - life i zawsze byłam.
To był czas kiedy kobiety wychodziły na ulice, ubrane na czarno, krzycząc wulgarne słowa, a na zdjęciach profilowych na Facebooku pojawiały się nakładki z czerwonym piorunem i hasłem: "wybór, nie zakaz."

Po mojej wypowiedzi, że nie biorę udziału w czarnym marszu i go nie popieram wylały się na mnie pomyje i zlałam się cała zimnym potem.
Pierwszy raz spotkałam się z takim hejtem.
Teraz już mam to w nosie i cała ta nienawiść spływa po mnie jak deszcz po szybie. Potrzebny był jednak na to czas i musiałam się do hejtu przyzwyczaić. Obecnie najgorzej jest na Tik Toku.

Dlaczego nigdy nie poprę aborcji: ponieważ zgodnie z logiką temtego środowiska ja także nie powinnam się urodzić, ponieważ jestem przewlekle chora i każdego dnia bardzo cierpię. Na pewno ich fałszywe współczucie dosięgłoby i mnie.

Może osoby popierające aborcję na życzenie powinny spróbować podejść do dziecka z zespołem Downa i powiedzieć mu, że nie powinien się urodzić bo jest brzydki i chory... Myślę jednak, że odwagi do tego im zabraknie. 

Jestem pro - life, ponieważ każdy ma prawo się urodzić i żyć.

Św. Gemma Galgani żyje!


Św. Gemma Galgani - jej życie samo w sobie jest światłem na mojej ścieżce: to poemat czystości, miłości wobec Jezusa Ukrzyżowanego i bliźniego.
Jest także siostrą dla wszystkich chorych i cierpiących. Mnie jako osobę niepełnosprawną, wstawiennictwo św. Gemmy Galgani zawsze umacnia w dźwiganiu krzyża choroby.
Dziewica z Lukki nikogo nie pomija, tak samo jak za życia, teraz także pomaga bliźnim.
Miłość do Chrystusa ją do tego przynagla. W końcu nosiła na sobie ślady męki Pana Jezusa. To zjednoczenie jest dla nas wzorem jak żyć i jak cierpieć dla Pana Boga.
Nikt z ludzi nie żyje dla siebie: " jeśli żyjemy, to żyjemy dla Chrystusa, jeśli umieramy, umieramy dla Niego".
Św. Gemma Galgani żyła dla Boga od dziecka. Odznaczała się niezwykłą pokorą i czystością serca, które to doprowadziły do jej wywyższenia w Kościele katolickim, zgodnie ze słowami Chrystusa z góry błogosławieństw.
Św. Gemma żyje!

Ze źródła: swietagemma.pl

"O Jezu, ja jestem owocem Twojej Męki, młodym pędem Twoich ran. O Jezu, poszukaj dla mnie miłości, bo nie mam jej więcej, ukradłeś mi serce. Mówisz mi zawsze, że kto cierpi, kocha, a krzyż dajesz temu, kogo kochasz. Ty traktujesz mnie tak, jak Ciebie traktował Twój Ojciec. Jezu, pozwól mi czerpać z Twojej Męki aż do ostatniej kropli. Udzielaj mi tego po trochu. Nie opuszczaj, o Jezu, tych biednych grzeszników. Jestem gotowa uczynić wszystko. Ty umarłeś na krzyżu, spraw, abym i ja tam umarła. Wszyscy oni są Twoimi dziećmi – jeśli są Twoimi dziećmi, nie opuszczaj ich. Ja pragnę zbawić ich wszystkich, o Jezu. Jeżeli Ty ich opuścisz, nie ma już nadziei. Czyż nie ja powinnam cierpieć za nich? Dlatego weź mnie. Grzeszników masz wielu, ale osób ofiarujących siebie mało."
Św. Gemma Galgani 

Modlitwa do św. Gemmy Galgani. 

O, Święta Gemmo, jakże wielka była Twoja miłość względem biednych, jakże ogromna Twoja gorliwość, by ich wspomagać! Przyjdź z pomocą także i mnie, w mojej potrzebie, i wyjednaj mi łaskę, która przyniesie ulgę mojej duszy. Liczne cuda i łaski przypisywane Twojemu wstawiennictwu niech wzbudzą we mnie ufność i wiarę w Twoją pomoc. Błagaj w moim imieniu Jezusa, Twojego niebieskiego oblubieńca: ukaż Mu stygmaty, które dała Ci Jego miłość, przypomnij Mu wylaną z nich krew, cierpienia, których doznałaś, łzy, które wylałaś za zbawienie dusz, złóż to swoje poświęcenie, będące wyrazem miłości, jako skarb drogocenny, a Jezus Cię wysłucha. Amen.

Świadectwa:
(26 września 2024 r.):

,,Świętą Gemmę nazywam lekarką i przyjaciółką mojej duszy. Jest to Święta, która sama mnie odnalazła, ponieważ w mojej wierze nie przywiązywałam dużej wagi do kultu świętych, z wyjątkiem św. Antoniego.

W sierpniu 2022 r., dzień przed urlopem, córka dostała nagle zapalenia uszu, gardła i bólu głowy. Z racji weekendu udałyśmy się na ostry dyżur, ale niewiele nam tam pomogli. Zaryzykowałam wyjazd, a jednocześnie, przeglądając internet, natrafiłam na postać św. Gemmy. Przeczytałam o jej cierpieniach i zaczęłam odmawiać do Niej koronkę z prośbą o uzdrowienie córki. Tak też się stało, choroba szybko ustąpiła. Od tamtego czasu zgłębiam jej duchowość, co miesiąc odmawiam nowennę o nawrócenie grzeszników, a w szczególności modlę się za młodzież.
O tym, że Święta Gemma niesie ulgę w cierpieniu przekonałam się kolejny raz w kwietniu 2024 r. Jak co miesiąc, przyszłam na spotkanie ze św. Gemmą, cierpiąc uporczywy ból głowy. Podczas błogosławieństwa relikwią Świętej prowadzący spotkanie pozwolił jej również dotknąć. Tak też zrobiłam i uczyniłam znak krzyża. W tym momencie ból głowy ustąpił. Byłam bardzo zaskoczona.
Tymi małymi cudami pokazała mi, że jest obecna i działa wśród nas.
Dziękuję Ci, Gemmo, za Twoją Świętość!"
Iwona z Warszawy

(4 lutego 2020 r.):
,,Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Jestem parafianką parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy. Moje świadectwo będzie krótkie, acz konkretne. Nie przeszłam kwalifikacji do leczenia biologicznego mojej przypadłości, o co zresztą prosiłam Boga w modlitwach, jeśli taka byłaby Jego wola. Nie spodziewałam się jednak, że stanie się to z powodu wykrycia ukrytej infekcji prątkiem gruźlicy. Dowiedziawszy się o tym, postanowiłam spontanicznie zostać na nabożeństwie do Świętej Gemmy po Mszy wieczornej roratniej (przed pierwszym piątkiem grudnia 2019 roku), odwiedzałam również kościół w kolejne dni adwentu i prosiłam Świętą Gemmę o pomoc pod jej obrazem. 9 stycznia 2020 roku odebrałam wynik powtórzonego badania, wykonanego kilka dni po otrzymaniu poprzedniej diagnozy. Wynik nowego badania jest UJEMNY ("zakażenie prątkami gruźlicy mało prawdopodobne"). Brak mi słów. Bogu niech będą dzięki! 
Wdzięczna za wstawiennictwo Świętej Gemmy''.
Karolina


środa, 17 lipca 2024

Cierpienia św. Rafki i szósta rana ramienia Chrystusa.


Od zawsze święte kobiety, które dużo cierpiały dla Pana Jezusa były mi bardzo bliskie. 
Na św. Rafkę wskazał mi Pan Bóg podczas modlitwy. 
Rzeczywiście jej miłość do cierpienia zadziwia, ale i pociąga, a już na pewno dużo uczy.

Być może jest nam to trudno zrozumieć, ale marzyła o noszeniu krzyża wspólnie z Jezusem.
W październikową niedzielę 1885 roku długo i gorąco modliła się przed ołtarzem. Pytała Chrystusa „Dlaczego mnie nie odwiedzasz przez choroby? 
W tym właśnie momencie poczuła ogromny ból nad oczami, rozsadzający czaszkę. Zaczęła stopniowo tracić wzrok. Rafka, ciesząca się dotychczas doskonałym zdrowiem, nagle ciężko zaniemogła. Ale gorąco dziękowała w modlitwie za ten dar cierpienia, który trwał wiele lat.

Św. Rafka mówiła, że Bóg może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy. 
Ostatnie lata życia spędziła przykuta do łóżka. Na prawym ramieniu miała bolesną i głęboką ranę, spowodowaną deformacją obojczyka, który przebił się przez skórę. Rana krwawiła przez pięć lat.
Święta nie narzekała, ale powtarzała: "W jedności z raną na ramieniu Jezusa". Mówiła siostrom, aby nie zapominały o szóste Ranie na ramieniu Jezusa, na którym niósł ciężki krzyż naszych grzechów". Aby uczcić szóstę Ranę Pana, odmawiała sześć razy Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. My również możemy oddać cześć szóstej Ranie Chrystusa, tak jak uczyła św. Rafka.

Jej słowa: "Jestem w niebie, bo cierpię z Chrystusem" świadczyły o tym, że była szczególnie zjednoczona z ukrzyżowanym Oblubieńcem.

Św. Jan Paweł II powiedział o św. Rafce:„Świadectwo tej libańskiej zakonnicy pozostaje źródłem ufności dla wszystkich skrzywdzonych. Żyła zawsze w ścisłej więzi z Chrystusem i tak jak On nigdy nie zwątpiła w człowieka”.

Rafka jest szczególną orędowniczką osób cierpiących, które z ufnością proszą za jej wstawiennictwem o ulgę w cierpieniu oraz o zdrowie.

Tak więc idąc za jej przykładem nie zapominajmy o szóstej ranie na ramieniu Jezusa. 
W rocznikach opactwa z Clairvaux czytamy o widzeniu, które św. Bernard miał podczas głębokiej modlitwy. Zapytał wtedy Jezusa o to, która rana sprawiła Mu największy ból. Jezus odpowiedział:
"Miałem głęboką ranę na swoim ramieniu, która powstała od dźwigania krzyża. Była ona bardziej bolesna niż inne, jednak nie była dostrzegana przez ludzi.Oddawaj cześć tej Ranie, a dam ci wszystko, o co przez nią poprosisz. A co się tyczy wszystkich, którzy będą czcić tę Ranę, odpuszczę im wszystkie grzechy powszednie i nie będę już wspominał grzechów śmiertelnych."

Modlitwa do Najświętszej Rany Ramienia Jezusa:

O Umiłowany Jezu, łagodny Baranku Boży,
ja, nędzny grzesznik, pozdrawiam i czczę Najświętszą Ranę na Twoim ramieniu, na której dźwigałeś Swój ciężki krzyż, który tak rozdarł Twoje ciało i odsłonił Twoje kości, że zadał Ci cierpienie większe niż jakakolwiek inna rana Twojego Najświętszego Ciała.

Uwielbiam Cię, o Jezu Boleściwy, chwalę Cię i wywyższam.

Dziękuję Ci za Twoją najświętszą i bolesną Ranę, błagając Cię przez niezmierny ból, którego doświadczyłeś i przez miażdżący ciężar Twojego krzyża, abyś ulitował się nade mną, grzesznikiem, wybaczył mi wszystkie moje ciężkie i powszednie grzechy i prowadził mnie do nieba drogą Twojego krzyża. Amen.

Dodajmy jeszcze: św. Rafko kontemplująca szóstą ranę ramienia Chrystusa - módl się za nami!

sobota, 6 lipca 2024

Bł. Karolina Kózkówna - córka polskiej ziemi.


Bł. Karolina Kózkówna - córka polskiej wsi, patronka ciężkiej pracy rolników i patronka młodzieży.
Zginęła broniąc godności polskiej dziewczyny.
Kiedy odnaleziono jej ciało okazało się, że w chwili śmierci męczeńskiej ściskała w ręce różaniec, aż do bólu.
Polka godna wszelkich pochwał - nie zawachała się chwycić szablę przeciwnika w ręce i się z nim szarpać. Z pozoru bez szans w walce z napastnikiem. Jednak odwaga i męstwo zwyciężyło. 
Nasz wzór, nasza rodaczka i powód do dumy.

Urodziła się 2 sierpnia 1898 roku w miejscowości Wał-Ruda niedaleko Zabawy na terenie diecezji tarnowskiej. Miała dziesięcioro rodzeństwa. Jej rodzice byli ludźmi głębokiej wiary. W 1912 ukończyła szkołę podstawową z wynikiem celującym.

Kiedy miała 16 lat przyjęła sakrament bierzmowania w kościele parafialnym w Zabawie. Była bardzo zaangażowana w życie swojej wspólnoty parafialnej. Należała do Apostolstwa Modlitwy i Żywego Różańca. Wraz z koleżankami dbała o porządek w kościele parafialnym.

W sierpniu 1914 roku wybuchła pierwsza wojna światowa. W miejscowości Karoliny pojawiło się wojsko rosyjskie. Dnia 18 listopada 1914 roku wszedł do domu Kózków, pod nieobecność matki, rosyjski żołnierz i kazał wyjść na zewnątrz Karolinie oraz jej ojcu. Pognał ich w stronę lasu. Po drodze ojcu nakazał wracać do domu. Karolina stawiała mu opór, broniła się silnymi ciosami i usiłowała zawrócić z drogi, lecz nie udało się jej tego uczynić.

Zwłoki Karoliny znalazł jeden z mieszkańców wsi dopiero 4 grudnia. Liczne rany świadczyły wyraźnie o walce Karoliny w obronie czystości i o jej wielkim cierpieniu. Kilkakrotnie cięta szablą, wyrwała się oprawcy i uciekała w stronę wsi przez bagna. Jednak tam wyczerpana całkowicie walką, upływem krwi i bólem zakończyła swoje piękne życie. Pogrzeb odbył się 6 grudnia 1914 roku, który przerodził się w wielką manifestację.

W okresie swojej pielgrzymki do Polski oraz przyjazdu do Tarnowa, 10 czerwca 1987, papież Jan Paweł II ogłosił ją błogosławioną podczas uroczystej mszy świętej przy licznym udziale duchowieństwa i wiernych (ok. 1,5 mln).
Warto dodać, że w ceremonii tej uczestniczyły dwie jej siostry Katarzyna i Maria, jedyne żyjące wówczas z jej rodzeństwa.
W homilii Jan Paweł II powiedział m.in.

"Ta młodziutka córka Kościoła tarnowskiego, którą od dzisiaj będziemy zwać błogosławioną, swoim życiem mówi przede wszystkim do młodych, do chłopców i dziewcząt... Mówi o wielkiej godności kobiety: o godności ludzkiej osoby. O godności ciała, które wprawdzie na tym świecie podlega śmierci, jak i jej młode ciało uległo śmierci, ale to ludzkie ciało nosi w sobie zapis nieśmiertelności, jaką człowiek ma osiągnąć w Bogu wiecznym i żywym, przez Chrystusa..."

Niech bł. Karolina Kózkówna wstawia się za polską młodzieżą, aby podążała śladem swojej Patronki - skromnej dziewczyny ze wsi Wał - Ruda, która przez swoje dziewicze życie i śmierć męczeńską odniosła podwójne zwycięstwo. 

Bł. Ks. Michał Rapacz - męczennik


Nowy błogosławiony z polskiej ziemi - bł. Ks. Michał Rapacz. 15 czerwca br. mogliśmy cieszyć się jego wyniesieniem do chwały ołtarzy.

Papież Franciszek 16 czerwca po modlitwie Anioł Pański powiedział: "Wczoraj w Krakowie został beatyfikowany Michał Rapacz, kapłan i męczennik, pasterz według serca Chrystusa, wierny i wielkoduszny świadek Ewangelii, który doświadczył zarówno prześladowania nazistowskiego jak i komunistycznego, i odpowiedział na nie ofiarowując swe życie. Brawa dla nowego błogosławionego!"

Rzeczywiście był to kapłan, który w obliczu zagrożenia śmiercią ze strony komunistycznych bojówek nie opuścił swoich parafian w Płokach, gdzie był proboszczem. Zdecydowany prędzej umrzeć powiedział:
"Choćbym miał trupem paść, nie zaprzestanę tej Ewangelii głosić i nie wyrzeknę się własnego krzyża."
Nie pomogły nawet nalegania parafian, żeby uciekał, bo grozi mu śmierć.

Ks. Michał Rapacz był niestrudzony w głoszeniu Ewangelii Chrystusa i wielkim patriotą. Stał się przez to zagrożeniem dla komunistów. Wydano wyrok śmierci jak na Jego Mistrza - Chrystusa. 
W dniu aresztowania powiedział tylko:
"Niech się dzieje Twoja wola, Panie."

W nocy z 11 na 12 maja 1946 roku, w niedzielę mieszkańcy Płok i okolic udawali się na poranną Mszę świętą. Zgromadzeni w świątyni oczekiwali na swojego proboszcza. Dowiedzieli się, że w lesie plebańskim znaleziono ciało zamordowanego księdza Michała. Pobiegli tam. Jeden ze świadków tak relacjonował to wydarzenie: Ludzie płakali na miejscu zbrodni. Usłyszałem tylko takie słowa: „ksiądz umarł za wiarę”. Maczali chusteczki we krwi ks. Rapacza mówiąc, że to krew święta.

Szybko zrodził się prywany kult ks. Michała Rapacza. Doprowadziło to do jego wyniesienia na ołtarze. W styczniu br. Papież Franciszek zatwierdził męczeństwo kapłana.
Jego beatyfikacja odbyła się 15 czerwca br.

Podczas uroczystości Prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych kard. Marcello Semeraro, który przewodniczył mszy beatyfikacyjnej w homilii stwierdził m.in.

Poprzez Eucharystię, którą sprawował codziennie, rozpoznajemy w kapłańskim „oto jestem” błogosławionego księdza Michała Rapacza echo „tak” wypowiedzianego przez Jezusa Chrystusa. Dla proboszcza z Płok Eucharystia była fundamentem jego życia jako człowieka Boga. Szerzenie miłości do Chrystusa obecnego w konsekrowanym Chlebie było dla niego jedynym skutecznym lekarstwem na ateizm, materializm i wszystkie te światopoglądy, które zagrażają godności człowieka.

Jego wspomnienie liturgiczne zostało wyznaczone na dzień 12 maja.
Dziękujmy Bogu za dar nowego błogosławionego z ziemi polskiej. Jest to wielka łaska w obliczu próby coraz większej ateizacji naszej Ojczyzny. 
To także potwierdzenie słów św. Jana Pawła II:
"Polska to Ojczyzna świętych".
Radujmy się więc szczególnie z parafianami bł. Ks. Michała Rapacza. Deo gratias!



Poruszające świadectwo Mateusza o św. Józefie.

Jestem Mateusz mam 31 lat, w 24 roku mojego życia Jezus uwolnił mnie od narkotyków. Zabrał mi całkowicie obsesje zażywania drag...