środa, 20 maja 2020

Sługa Boży ks. Aleksander Woźny - święty proboszcz ( cz.1)


Szczęść Boże. Dziś zamieszczam na moim blogu biografię sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego - jest to bardzo bliski mojemu sercu kapłan. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego... Teraz już wiem, że to Matka Boża zwróciła moją uwagę na Sługę Bożego, ponieważ kapłan ten bardzo kochał Maryję, był oddany Matce Bożej całym sercem.

W kolejnym poście na blogu zamieszczę wspomnienia świadków życia księdza Aleksandra Woźnego. Te fakty pokażą nam, że w słowach, które używam wobec sługi Bożego: "polski święty Jan Maria Vianney" nie ma przesady.  

Ks. Aleksander Woźny urodził się w Uzarzewie k. Poznania w 1910 r. w rodzinie nauczycielskiej. Był synem Edmunda i Anny z Rogoziów. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Uzarzewie kontynuował naukę w Gimnazjum Św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Prośbę o przyjęcie do seminarium złożył na ręce ks. kard. A. Hlonda, formułując ją prosto: Proszę pokornie o przyjęcie mnie do Seminarium Duchownego w Gnieźnie, uzasadniając: Mam zamiar poświęcić się stanowi duchownemu.

Opinie wychowawców o alumnie Aleksandrze były zgodne:wzorowy, uprzejmy, gorliwy, ułożony, (ks. A. Rolewski), dość zdolny, pilność nierówna, charakter dziecięcy (ks. rektor M. Kozal).

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1933 roku w katedrze poznańskiej z rąk ks. kard. A. Hlonda. Mszę św. prymicyjną odprawił w kościele pw. Św. Michała Archanioła w Poznaniu. Służbę kapłańską rozpoczął w parafii pw. Św. Stanisława Kostki na Winiarach w Poznaniu. We wrześniu 1935 roku został mianowany wikariuszem parafii katedralnej, a 01.07.1938 roku został przeniesiony do Borku k. Gostynia. Od marca 1940 roku był więźniem obozów w Buchenwaldzie i Dachau. Zachowały się jego wspomnienia nagrane na taśmie magnetofonowej, odnoszące się do tego czasu. Charakterystyczne w nich jest to, że nie mówi o sobie lecz o innych, nie narzeka, relacjonuje pozytywne wydarzenia. Mówi, że będąc w obozie zawsze miał nadzieję w Bogu na uwolnienie. To ona inspirowała go do modlitwy, ofiarowywania cierpień za parafię, w której będzie pracował po zakończeniu wojny.

Do Polski wrócił w sierpniu 1945 roku i objął parafię pw. św. Jana Kantego w Poznaniu, którą kierował do końca życia. Pracę duszpasterską na rok przerwało uwięzienie przez Urząd Bezpieczeństwa. Ks. A. Woźny z wielką gorliwością dbał o rozwój duchowy parafii. Był założycielem pierwszego ośrodka kultu Miłosierdzia Bożego. W parafii powstają grupy modlitewne, m.in Odnowy w Duchu Świętym, Neokatechumenat, Ruch Światło-Życie. Przez wiele lat był krajowym duszpasterzem kobiet i członkiem Komisji Duszpasterstwa ds. Kobiet przy Episkopacie Polski. Był bardzo hojny i dobry dla ubogich.

W sposób heroiczny służył w konfesjonale od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora, bardzo często czekając na penitentów, którzy doświadczali wielkiej Bożej miłości i miłosierdzia. Wielu penitentów zaświadcza o szczególnych łaskach otrzymywanych przez posługę ks. A. Woźnego.

Ks. A. Woźny w październiku 1980 roku został zaproszony do Rzymu w związku z Synodem Biskupów poświęconym spowiedzi św. W czerwcu 1983 roku na Łęgach Dębińskich w Poznaniu, jako jedyny przedstawiciel złotych jubilatów kapłaństwa koncelebrował mszę św. z Ojcem Świętym. Zmarł 21 sierpnia 1983 roku. Pochowany został na cmentarzu górczyńskim w Poznaniu.  22 października 2013 roku rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. 5 grudnia 2016 r. odbyła się ekshumacja i kanoniczne rozpoznanie doczesnych szczątków Sługi Bożego oraz ich złożenie do sarkofagu w kościele pw. św. Jana Kantego.

Parafianom pozostawił list:

List do parafian św. Jana Kantego:

Drodzy Parafianie Proszę pokornie Was wszystkich, abyście przebaczyli mi wszystkie krzywdy i zaniedbania spowodowane moja złością czy naiwnością lub lenistwem. Jeżeli komuś wydaje się, że jest mi coś winien, może być pewny mego przebaczenia.

Dziękuję wszystkim za modlitwy o pomoce duchowe i materialne. Wszystkich moich przyjaciół proszę, aby nie opuścili mej biednej duszy i nie mniemali błędnie,  jakobym już był w niebie i pomocy nie potrzebował. Potrzebuję jej bardzo wiele i proszę o Msze św., modlitwy, drogi krzyżowe, nabożeństwa różańcowe, brewiarz i wszelkiego rodzaju dobre uczynki i umartwienia.

Proszę, abyście brali na serio to, co Wam głosiłem jako naukę Bożą, abyście brali na serio odpowiedzialność przed Bogiem sprawiedliwym i Miłosiernym, abyście nie nadużywali Miłosierdzia Bożego.

Dlatego błagam tych, którzy trwają w grzechach i robią zgorszenie przez udawanie małżeństwa żyjąc bez ślubu kościelnego, aby rozeszli się zawczasu i naprawili zgorszenie. Proszę też wszystkich Drogich Parafian, abyście z miłością przyjęli mego następcę i zmiany, które on będzie wprowadzał w Parafii, aby naprawić moje błędy.

Módlcie się za mnie.

Poznań, dnia 21 października 1976 r.
/-/ Ks. Aleksander Woźny


sobota, 4 kwietnia 2020

Czytania z Niedzieli Palmowej z komentarzem.


Szósta Niedziela Wielkiego Postu - Niedziela Palmowa - Niedziela Męki Pańskiej


EWANGELIA
Mt 21, 1-11


Wjazd Jezusa do Jerozolimy

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy się zbliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów, mówiąc im: «Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie uwiązaną oślicę i przy niej źrebię. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam ktoś coś mówił, powiecie: „Pan ich potrzebuje i zaraz je odeśle”».
A stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: «Powiedzcie Córze Syjonu: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy».
Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. Tłum zaś ogromny słał swe płaszcze na drodze, a inni obcinali gałązki z drzew i słali nimi drogę. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
«Hosanna Synowi Dawida!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!
Hosanna na wysokościach!»
Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei».

LITURGIA SŁOWA

PIERWSZE CZYTANIE
Iz 50, 4-7


Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i wiem, że nie doznam wstydu

Czytanie z Księgi proroka Izajasza
Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem.
Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY
Ps 22 (21), 8-9. 17-18a. 19-20. 23-24 (R.: 2a)

Refren: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?

Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, *
wykrzywiają wargi i potrząsają głowami:
«Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli, *
niech go ocali, jeśli go miłuje».

Refren.

Sfora psów mnie opadła, *
otoczyła mnie zgraja złoczyńców.
Przebodli moje ręce i nogi, *
policzyć mogę wszystkie moje kości.

Refren.

Dzielą między siebie moje szaty *
i los rzucają o moją suknię.
Ty zaś, Panie, nie stój z daleka, *
pomocy moja, śpiesz mi na ratunek.

Refren.

Będę głosił swym braciom Twoje imię *
i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:
«Chwalcie Pana, wy, którzy Go wielbicie, †
niech sławi Go całe potomstwo Jakuba, *
niech się Go lęka całe potomstwo Izraela».

Refren.

DRUGIE CZYTANIE
Flp 2, 6-11


Chrystus uniżył samego siebie, dlatego Bóg Go wywyższył

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Filipian
Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca.

Oto słowo Boże.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Flp 2, 8-9


Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.

Dla nas Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.
Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię.

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
....................
Jak czytać Mękę Pańską:
+ – słowa Chrystusa
+ E. – słowa Ewangelisty
+ I. – słowa innych osób pojedynczych
+ T. – słowa kilku osób lub tłumu
.................... 
EWANGELIA KRÓTSZA
Mt 27, 11-54


Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według Świętego Mateusza

Jezus przed Piłatem

E. Jezusa postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.

Jezus odrzucony przez swój naród

A na każde święto namiestnik miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zgromadzili, spytał ich Piłat: I. Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? E. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: I. Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. E. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby żądały Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: I. Którego z tych dwu chcecie, żebym wam uwolnił? E. Odpowiedzieli: T. Barabasza. E. Rzekł do nich Piłat: I. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? E. Zawołali wszyscy: T. Na krzyż z Nim! E. Namiestnik powiedział: I. Cóż właściwie złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Na krzyż z Nim! E. Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej narasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: I. Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. E. A cały lud zawołał: T. Krew Jego na nas i na dzieci nasze. E. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Król wyszydzony

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: T. Witaj, Królu żydowski! E. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.

Droga krzyżowa

Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić. Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc tam, pilnowali Go. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Wyszydzenie na krzyżu

Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: T. Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża! E. Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: T. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. E. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.

Śmierć Jezusa

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Elí, Elí, lemá sabachtháni? E. To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: T. On Eliasza woła. E. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na trzcinie i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: T. Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby Go wybawić. E. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha.

Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.

Po zgonie Jezusa

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: T. Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.

Oto słowo Pańskie.

Komentarz:
Pan Jezus został postawiony przed Swoimi oprawcami i jak mówi prorok Izajasz: "Nieludzko został oszpecony".
Jego widok wywoływał w tych ludziach najgorsze uczucia, wyśmiewano się z Jezusa.
Zwracam na to dziś uwagę ze względu na dwie rzeczy:
Po pierwsze dziś wielu ludzi pada ofiarą szyderstw i pogardy. Nie ma chyba gorszego uczucia na świecie niż pogarda.
Każdy z nas w swoim życiu tego doświadcza: jak bardzo boli, gdy jesteśmy spychani na margines i opluwani przez ludzi.
Pan Jezus kocha nas tak bardzo, że zechciał jako pierwszy, jeszcze przed nami, być wyśmianym i wzgardzonym.
Zdaje się mówić: "patrz Ja także cierpię jak Ty - dziecko moje".
Jego cierpienie trwa, aż po dzisiejszy dzień - niekochany przez wielu wciąż doświadcza bólu odrzucenia.
Każdy z nas może identyfikować się z Jezusem i współcierpieć razem z Nim.

Po drugie Chrystus nawet zmasakrowany przez swoich oprawców, nawet wiszący na Krzyżu nie utracił godności Króla, Pana i Zbawiciela. Był nie tylko piękny w momencie ukrzyżowania, ale także pełen majestatu i nikt Mu tego nie zdołał odebrać.
Ludzie, którzy naigrywali się z Chrystusa byli ślepcami, dlatego tego nie dostrzegli.

Jeśli więc bracie i siostro padłeś ofiarą obmowy, szyderstwa, plotek itd. pomyśl, że Jezus cierpiał w ten sposób przed Tobą. Znoszenie cierpienia ze Zbawicielem staje się sposobem na zjednoczenie się z Nim, a przez to drogą do nieba.
Wybaczmy naszym oprawcom, a wtedy Pan Bóg z tego zła, uczyni dobro - Ci ludzie, którzy tak z nas szydzą, staną się narzędziem w ręku Pana Jezusa, aby nas zbawić!
Za to wszystko, niech Pan Bóg będzie pochwalony. Nikt poza Jezusem nie czyni tak wielkich cudów w naszym życiu.


sobota, 28 marca 2020

Czytania z V Niedzieli Wielkiego Postu z krótkim komentarzem.

PIERWSZE CZYTANIE

Ez 37, 12-14

Udzielę wam mego ducha, byście ożyli

Czytanie z Księgi proroka Ezechiela
Tak mówi Pan Bóg: «Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam» – mówi Pan Bóg.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY
Ps 130 (129), 1b-2. 3-4. 5-7a. 7b-8 (R.: por. 7bc)

Refren: Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia.

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, *
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl swe ucho *
na głos mojego błagania.

Refren.

Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, *
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia, *
aby Ci służono z bojaźnią.

Refren.

Pokładam nadzieję w Panu, †
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, *
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka *
niech Izrael wygląda Pana.

Refren.

U Pana jest bowiem łaska, *
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela *
ze wszystkich jego grzechów.

Refren.

DRUGIE CZYTANIE
Rz 8, 8-11


Mieszka w was Duch Tego, który wskrzesił Jezusa

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian
Bracia:
Ci, którzy według ciała żyją, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka.
Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Skoro zaś Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak ma życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

Oto słowo Boże.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
J 11, 25a. 26


Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem,
kto we Mnie wierzy, nie umrze na wieki.

Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.

EWANGELIA DŁUŻSZA
J 11, 1-45


Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.
Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».
Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?»
Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła».
To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić».
Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie.
Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego».
A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć».
Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię».Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.
A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł».
Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

Oto słowo Pańskie.

Komentarz:
Kochani to już kolejna niedziela, którą wielu z nas spędza w domu i nie będzie uczestniczyć we Mszy Świętej, z powodu wprowadzonych ograniczeń w związku z pandemią koronawirusa.
Nie będę tutaj komentować decyzji władz, przez które w Kościele podczas Mszy Świętej może przebywać jedynie 5 osób.
Chcę Wam powiedzieć, że dzisiejsze czytania są bardzo ważne i dają nam w tym trudnym czasie nadzieję - w końcu naszą jedyną nadzieją jest Pan Jezus, który dziś kieruje do nas powyższe słowa....

Boimy się, obawiamy się o życie nasze i naszych bliskich. Natomiast Pan Jezus mówi wyraźnie, żeby się nie lękać, bo nie śmierci doczesnej mamy się obawiać.
Pan Jezus jest Chlebem, który daje nam życie wieczne, jest On tym, który wydobywa nas z grobu. Mamy lękać się jedynie śmierci wiecznej.
Pan mówi w pierwszym czytaniu: "Ja to wykonam" czyli daje nam obietnicę, że grób to nie koniec, bo Jezus daje nam życie i wskrzesi nas w dniu ostatecznym.

W powyższym Psalmie Pan Bóg zachęca nas, abyśmy Mu zaufali, ponieważ jest naszym Zbawieniem i jest pełen Miłosierdzia. Nie jest więc Tym, który nas surowo karze pandemią koronawirusa, tylko kochającym Ojcem, który dziś chce nas zachęcić do skupienia się na życiu wiecznym.

Chcę tutaj wspomnieć o słowach ks. Dominika Chmielewskiego, który powiedział abyśmy prosili naszych kapłanów o możliwość przyjęcia Pana Jezusa, ponieważ są odpowiednie obrzędy, które umożliwiają przyjęcie Eucharystii bez udziału we Mszy Świętej.
Nie bójmy się przyjmować Pana Jezusa do serca, ponieważ jest Barankiem Bożym, niewinnym, kochającym, naszym Lekarzem...

W drugim czytaniu z dzisiejszej niedzieli św. Paweł mówi nam, że ciało wprawdzie podlega śmierci, ale duch żyje na skutek usprawiedliwienia.
To Jezus Chrystus jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy. Umarł na Krzyżu po to, abyśmy żyli i mieli życie w obfitości.

Spójrzmy na Ewangelię - to jest potwierdzenie dzisiejszych czytań.
Łazarz umiera, ale Pan Jezus wskrzesza go z martwych. Robi to po pierwsze, aby dać nam nadzieję, że jest z nami przy śmierci bliskich osób i płacze razem z nami.
Po drugie Pan Jezus chce nam pokazać, że jest Panem życia i śmierci, a bez Jego zgody nic nam nie grozi. Należy tutaj podkreślić, że Jego wola jest samym dobrem i to, że żyjemy na tym świecie, aby wolę Bożą pełnić.

Szukajmy więc jak tylko możemy, sposobu, aby pomimo tych ograniczeń trwać w łasce uświęcającej.
Jest to wielka próba dla nas, którzy pragniemy Pana Jezusa. Właśnie teraz przyszedł czas, aby okazać swoją wierność Panu Bogu. Nie upadajmy na duchu.
W górę serca. Nie lękajmy się. Amen.

Dziś śpiewajmy z radością:


Bądźże pozdrowiona, Hostio żywa,
W której Jezus Chrystus Bóstwo ukrywa!

Witaj, Jezu, Synu Maryi,
Tyś jest Bóg prawdziwy w świętej Hostyi.

Bądźże pozdrowione, drzewo żywota,
Niech kwitnie niewinność, anielska cnota.

Witaj Jezu...

Bądźże pozdrowiony, Baranku Boży,
Zbaw nas, gdy miecz Pański na złych się sroży!

Witaj Jezu...

Bądźże pozdrowiony, Anielski Chlebie,
W tym tu Sakramencie wielbimy Ciebie.

Witaj, Jezu...

Bądźże pozdrowiona, święta Krynico!
Serce Przenajświętsze, łaski świątnico!

Witaj, Jezu...

Bądźże pozdrowiony, Boski Kapłanie,
Przyjm nasze ofiary, usłysz błaganie.

Witaj Jezu...

Bądźże pozdrowiona, żywa Ofiaro!
Broń nas przed doczesną i wieczną karą!

Witaj, Jezu...

Bądźże pozdrowiony, Dobry Pasterzu!
Tyś dał duszę swoją za nas na krzyżu!

Witaj, Jezu...

Bądźże pozdrowiony, Wszechmocny Boże!
Już Cię kocham szczerze, jak serce może!

Witaj, Jezu... 


niedziela, 23 lutego 2020

Modlitwa do bł. Pieriny Morosini, św. Małgorzaty z Kortony i św. Małej Arabki - autor Monika Świtalska


Modlitwa do bł. Pieriny Morosini o dar czystości.

Błogosławiona Pierino -
Perło Kościoła katolickiego,
Męczennico w obronie ślubowanego dziewictwa.
Ty, mimo młodego wieku
nie lękałaś się stawić czoło nieprzyjacielowi.
Dopomóż mi być wierną Boskiemu Oblubieńcowi,
Bądź moją opiekunką i wspomóż mnie
w walce z pokusami.
Chroń przed niebezpieczeństwem gwałtu i wrogami mojej duszy.
Chcę, tak jak Ty,
być misjonarką w swoim środowisku.
Pokaż mi jak ewangelizować życiem i cierpieć dla Pana,
a w chwili śmierci wyjdź mi na spotkanie,
razem ze świętą Marią Goretti,
błogosławioną Karoliną Kózkówną,
na czele z Najświętszą Dziewicą Maryją. Boże w Trójcy Jedyny,
proszę Cię o rychłą kanonizację bł. Pieriny Morosini,
a za Jej przyczyną udziel mi łaski...
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Błogosławiona Pierino - módl się za nami.



Modlitwa o łaskę nawrócenia do św. Małgorzaty z Kortony - tercjarki franciszkańskiej.

Święta Małgorzato - tercjarko franciszkańska,
siostro ubożuchna...
Ty po swoim upadku w grzech,
nawróciłaś się tak bardzo,
że zostałaś Oblubienicą Pana Jezusa i
wielką świętą Kościoła katolickiego.
Pomóż mi tak odmienić moje życie, abym żył(a) i umierał(a) dla Pana Jezusa,
umierał(a) będąc świętym(ą). 
Niech z każdego upadku pomoże mi powstać Twoje wstawiennictwo u Boga i Najświętszej Maryi Panny. Amen.
Święta Małgorzato z Kortony - módl się za mnie.
Święty Franciszku - módl się za mnie.
Święta Klaro - módl się za mnie. 



Modlitwa za wstawiennictwem św. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego.


Święta Mała Arabko - karmelitanko bosa, któraś dzieliła cierpienia z Jezusem ukrzyżowanym,
któraś była tak święta,
a tak bardzo pokorna, że sama nazwałaś siebie nicością...
Uproś mi łaskę głębokiej pokory i umiejętności współcierpienia z Panem Jezusem, aż do całkowitego zjednoczenia się z Nim, bo -
chociaż był Bogiem, był uniżony,
był Synem Bożym a wyniszczył się dla nas.
Niech podobnie jak Ty Mała Arabko zjednoczę się z Jezusem, aż przy śmierci ujrzę na swym ciele stygmaty Jego męki.
Wyproś prawdziwe wylanie się na mnie Ducha Świętego i Jego darów, przewidzianych tym, którzy miłują Boga. Amen.
Duchu Święty - natchnij mnie.
Maryjo - Oblubienico Ducha Świętego - módl się za mnie.
Święta Mała Arabko - módl się za mnie.


piątek, 24 stycznia 2020

Ewangelia z III Niedzieli zwykłej z komentarzem.

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza:


Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło».
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie».

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim.
A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.
I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Oto słowo Pańskie.

W Ewangelii z III Niedzieli zwykłej czytamy, że Jezus po uwięzieniu Jana Chrzciciela usunął się do Galilei, następnie osiadł na pograniczu Zabulona i Neftalego.
Ewangeliści często wspominają o tym, że "Jezus usunął się na pustkowie", a w powyższej Ewangelii czytamy, że "osiadł na pograniczu".
Dlaczego Pan Jezus tak postępował? Być może dlatego, że szukał wyciszenia, miejsca modlitwy, usilnie starając się usłyszeć głos Ojca, by następnie pełnić Jego wolę.
Wiele razy z powodu wielkich cudów i uzdrowień, Jezus nie mógł już spokojnie przejść bez większego zamieszania.
Jest to dla nas nauka, abyśmy często szukali odosobnienia, aby wsłuchać się w głos Boży. Możemy to zrobić podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, albo w zaciszu domu.
Zawsze starajmy się znaleźć czas na modlitwę. Życie często stawia przeszkody, ale prośmy Pana Jezusa, abyśmy wśród trudnej codzienności mogli mieć swoje "pustkowie", gdzie będziemy mogli spędzać czas na rozmowie z Ojcem Niebieskim.
W dalszym fragmencie Ewangelii Pan Jezus jest określany jako światło: "Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie".
Bardzo trudno jest człowiekowi żyć bez tego światła. Kiedy kroczymy w ciemnościach jesteśmy nieszczęśliwi. Bardzo często to nasze grzechy oddalają nas od światłości świata. Jest jednak nadzieja. Pan Jezus powołuje do Swojej służby zwykłych, grzesznych ludzi. Tak było również 2000 lat temu - wśród dwunastu Apostołów Jezusa byli sami prości i zwyczajni ludzie, nie brakło wśród nich celników i grzeszników.
Bóg w Swoim miłosierdziu uzdalnia nas do przemiany życia. Apostołowie po Zesłaniu Ducha Świętego byli gotowi głosić Jezusa całemu światu.
Bracie i siostro - dzisiaj Pan Jezus mówi do każdego z nas: "Pójdź za Mną".
Podążajmy więc za Barankiem Bożym porzucając świat oraz to, co ten świat nam proponuje.
Mało tego: "Idźmy na cały świat i głośmy Ewangelię całemu stworzeniu". Ewangelię o Jezusie, który: "Nauczał wszystkich ludzi i leczył wszystkie słabości i choroby wśród ludzi".

Być świadkiem Chrystusa znaczy - żyć i umrzeć dla Niego, dla Jego Ewangelii. To nasze wielkie zadanie. Podejmijmy się tego.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drogi czytelniku - ważne jest, aby dobrze przeżyć Mszę świętą. W tym celu zapoznaj się wcześniej z czytaniami i Ewangelią przewidzianymi na daną Niedzielę.


poniedziałek, 20 stycznia 2020

Ks. Piotr Natanek - suspendowany.


Ks. Natanek suspendowany.

Dnia 20 lipca 2011 r., Ks. Kardynał Stanisław Dziwisz, Metropolita Krakowski, zgodnie z kanonem kan. 1371, 2º Kodeksu Prawa Kanonicznego nałożył na ks. dra hab. Piotra Natanka karę suspensy za ostentacyjnie okazywane nieposłuszeństwo, mimo decyzji i upomnień, jakie były do niego wielokrotnie kierowane.

W sprawie sankcji wobec ks. Natanka kard. Dziwisz wydał specjalny komunikat. Publikujemy jego pełną treść:

"Zwracam się do Was, drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie, z trudną, ale równocześnie ważną wiadomością. Jako biskup Kościoła Krakowskiego, w poczuciu odpowiedzialności za Jego jedność, jak też za prawdę i wiarygodność przekazywanej w nim Ewangelii Jezusa Chrystusa, zmuszony byłem podjąć zasadnicze decyzje wobec kapłana naszej archidiecezji ks. dr. hab. Piotra Natanka i ukarać go suspensą, zgodnie z przepisem Kodeksu Prawa Kanonicznego (kan. 1371, 2º). Oznacza to, że ks. P. Natanek nie może sprawować żadnych czynności kapłańskich ani wykonywać władzy rządzenia.

Decyzja ta została podjęta po zignorowaniu przez ks. P. Natanka kanonicznych upomnień i dekretów dyscyplinarnych, niewywiązaniu się ze złożonych deklaracji respektowania ich postanowień, jak też wskutek odrzucenia przezeń propozycji rozmów z przełożonymi, do których był wielokrotnie wzywany. Każdy kapłan w dniu święceń przyrzeka cześć i posłuszeństwo swemu biskupowi oraz jego następcom. Ksiądz Natanek temu przyrzeczeniu się sprzeniewierzył.

Podstawą niniejszej decyzji jest ostentacyjnie okazywane przez ks. Piotra Natanka nieposłuszeństwo, polegające na uporczywym głoszeniu przezeń niezgodnych z nauką Kościoła poglądów dotyczących królowania Jezusa Chrystusa, opartych na prywatnych objawieniach oraz inspirowanych obcymi nauce Kościoła doktrynami sekt eschatologicznych. Ksiądz Piotr Natanek przeinacza w ten sposób nie tylko ugruntowaną naukę o skuteczności zbawienia w Kościele, ale nadto swoje specyficzne głoszenie kultu Matki Bożej, aniołów i świętych miesza z magicznie pojmowaną wiarą, co prowadzi do ośmieszania wyznania Kościoła. W swoim przekazie, rozpowszechnianym przez media elektroniczne, publicznie podważa autorytet biskupów i kapłanów, pomawiając ich o niewiarę i współdziałanie z wrogami Kościoła. W odpowiedzi na krytyczne uwagi swoich pasterzy i współbraci kapłanów podejmuje próby tworzenia własnych struktur, do których włącza pozyskanych zwolenników, odwodząc ich tym samym od wspólnoty Kościoła powszechnego i narażając na wielkie szkody duchowe i moralne. Swoją samowolę okazał w czerwcu br., kiedy to dopuścił się nieważnego asystowania przy zawarciu małżeństwa mimo braku uprawnień wymaganych przez prawo kościelne.

Zwracam się także do tych, którzy związali się z ks. Piotrem Natankiem. Niech pomogą mu powrócić do jedności z Kościołem i zgody ze swoim biskupem. Jeśli zaś będą nadal podzielali jego obecne przekonania, staną się współodpowiedzialni za powstające w Kościele zamieszanie i wynikłe stąd szkody w Jego wspólnocie.

Drodzy Bracia i Siostry! Decyzja, którą zgodnie z moją apostolską odpowiedzialnością musiałem podjąć, sprawia tak mnie, jak i całej wspólnocie Kościoła Krakowskiego prawdziwy ojcowski ból. Równocześnie jednak słowa te piszę z nadzieją, że ks. Piotr Natanek, po pozytywnym przyjęciu tej decyzji, powróci do pełnienia owocnej i gorliwej posługi we wspólnocie Kościoła katolickiego. Kara suspensy ma nakłonić winnego do poprawy. Jeśli ksiądz podporządkuje się wydanym poleceniom, podejmie drogę pokuty i naprawy wyrządzonego zła, może prosić o zwolnienie z kary.

Proszę także o nieustanną modlitwę o jedność, zgodę i wierność wszystkich pasterzy i wiernych w Kościele za przyczyną Maryi – Matki Kościoła, naszych świętych patronów, a szczególnie przez orędownictwo bł. Jana Pawła II."

Kraków, dnia 20 lipca 2011 r.

Stanisław kard. Dziwisz
Arcybiskup Metropolita Krakowski


poniedziałek, 14 października 2019

Maria z Nazaretu - nasza Matka i Królowa.

Maria z Nazaretu - prosta, skromna i z pozoru zwyczajna kobieta została Matką Zbawiciela.

Wielka mistyczka Maria z Agredy bardzo dokładnie opisała życie Matki Bożej. To właśnie z powodu pokory Maryi tak bardzo niewiele piszą o Niej Apostołowie w swoich Ewangeliach. Ten brak informacji o Maryi jest potężnym argumentem dla protestantów i świadków jechowy w walce z Najświętszą Dziewicą.
Matka Boża miała wielki wpływ na Apostołów, którzy otaczali Maryję niezwykłą czcią, podobnie jak pierwsi chrześcijanie.
Matka Boża "dopilnowała" jednak, aby spisana Ewangelia skupiła się na Synu Bożym, a pomijała Ją, pisząc tylko to co konieczne. Tak wielka była pokora Matki Bożej.
W swoim Magnificat Maryja mówi: "Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych", dalej: "Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia".

Duch Święty natchnął Swoją Oblubienicę, aby wypowiedziała te słowa, które były zapowiedzią przyszłego królowania Maryi i ukazania kolejnym pokoleniom Jej potęgi.

Stało się tak zresztą według słów Zbawiciela, że "Pokorni będą wywyższeni, a pyszni poniżeni."
W dzisiejszych czasach Matka Boża jest uwielbiana przez wiele swoich dzieci, jednak wąż piekielny wciąż walczy z Niewiastą i Jej potomstwem.
Widzimy liczne profanacje wizerunków Maryi, którą usiłuje się poniżyć, ponieważ tak bardzo zły duch Ją nienawidzi.
Pomijając już to co wiemy o Matce Bożej z Pisma świętego i objawień mistyków - chcę dzisiaj zwrócić uwagę na kilka rzeczy, które czynią Maryję wyjątkową, jedyną i wielką.
Może to być kontrargument wobec tych, którzy Ją usiłują wdeptać w ziemię.
Po pierwsze gdyby Matka Boża nie powiedziała "Fiat - niech się stanie," Pan Jezus nie przyszedłby na Świat i nie byłoby zbawienia. 
Zbawiciel był już na samym początku zależny od Jej decyzji.
Kiedy już wstąpił w łono Dziewicy, Maryja nosiła Jezusa 9 miesięcy pod Swoim Sercem. Dostarczała Zbawicielowi tlenu i pokarmu przez pępowinę.
Co więcej Krew Jezusa i Matki Bożej była jednym.
Po narodzeniu Zbawiciel Świata dalej jako Dzieciątko był zależny od Maryi. 
Karmiła Go mlekiem z piersi, owijała w pieluszki, pielęgnowała.
Kiedy skończył roczek uczyła Syna stawiać pierwsze kroki. Kiedy się przewrócił opatrywała Jego skaleczenia. Tuliła do Serca gdy płakał... Nauczyła Jezusa mówić, jeść i ubierać się, słowem była Jego prawdziwą Mamą.
Przez pierwsze lata życia musiała także chronić Pana Jezusa przed Herodem.
Przy Maryi Jezus dorastał, stał się młodzieńcem. Wciąż wiernie przy Nim trwała. Dbała o swojego Syna wyżywienie i o Jego szaty.
Wychowała Zbawiciela Świata. Była pierwszym Tabernakulum, gdy nosiła Go pod Sercem. Po Śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa dalej była zjednoczona z Synem - przyjmując Go w Komunii Świętej. 
Dbała o założony przez Zbawiciela Kościół.. Tych zasług Maryi jest dużo więcej. I argument protestantów, o tym, że za bardzo kochamy Matkę Bożą, a przecież "tak mało jest o Niej informacji w Piśmie Świętym" nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Nie ma i nie będzie drugiej takiej Niewiasty w dziejach Kościoła, która urodziła i wychowała Mesjasza.
Pismo Święte mówi o Matce Bożej "pełna łaski". Taka właśnie jest nasza piękna Kecharitomene i jako katolicy nie pozwólmy obrażać naszej Kochanej Matki.
..................................
Do napisania tego postu skłoniły mnie zarzuty protestantów i świadków jechowy na temat czci wobec Najświętszej Maryi Panny. Argumentów jest wiele, jeśli nie wierzą Pismu Świętemu i mistykom niech spojrzą na fakty, których nietrudno się domyślić, a które same w sobie czynią Najświętszą Dziewicę jedyną i niepowtarzalną w dziejach Kościoła i Świata - to Niewiasta, która dała życie Jezusowi, nosiła Go pod Sercem, urodziła, a następnie Go wychowała.
Czy jest druga taka Kobieta w historii ludzkości?


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Okultyzm i pierścień atlantów.



Wielu ludzi uważa, że pierwsze przykazanie Boże jest bardzo trudne do złamania. 
"Przecież nie oddaję czci innemu bogu, to nie grzeszę." 
Mało kto wie, że naruszeniem tego nakazu Boga: "Nie będziesz miał, bogów cudzych przede Mną" jest takie niepozorne czytanie horoskopów. 
Wielkie spustoszenie w naszej duszy sieją wizyty u wróżek, wywoływanie duchów, czarna magia, rzucanie przekleństw na drugą osobę, słuchanie muzyki okultystycznej, noszenie amuletów takich jak pierścień atlantów.
Wszelkie bałwochwalstwo jest źródłem naszego nieszczęścia, przed którym ostrzegł nas, nasz Stwórca dając nam przykazania. 
Dziś zatrzymam się na jednej rzeczy, którą jest noszenie tzw. pierścienia atlantów. 
Często na swojej drodze spotykam ludzi, którzy noszą ten amulet zupełnie nieświadomi niczego. 

Czym jest pierścień atlantów? 
Jest to amulet rzekomo znaleziony w zaginionej, antycznej Atlantydzie. Noszącym go ma przynieść zdrowie, powodzenie w życiu i wszelkie szczęście. Mało kto wie, że nosząc go oddajemy cześć bogini antlancie, grzeszymy bałwochwalstwem i spychamy na bok Pana Boga i Jego błogosławieństwo. 
Zupełnym mitem jest zarówno pochodzenie pierścienia, jak i jego cudowne właściwości. 
Jego twórcy postarali się, aby każdy mógł nabyć ten amulet - jest łatwo dostępny, kupić go można już od kilkunastu złotych. 
Zamiast przynosić obiecane szczęście, noszące go osoby odczuwają niepokój, rozdrażnienie, zapadają na różne choroby i zaczynają traktować innych jako przeszkody, odsuwając bliskich w cień. Pan Bóg też im przeszkadza: przestają chodzić do Kościoła, zdejmują z szyi wszelkie medaliki i Krzyże. 
Niewinny pierścień atlantów staje się przepustką do świata okultyzmu, tego już bardziej "poważnego": zaczynają się przygody z wróżkami, bioenergoterapią (przed, którą też ostrzegam) i czarną magią. 
Dała o tym świadectwo kobieta, która przez kilka lat nosiła ten amulet. Uratowała ją wizyta w Sanktuarium Maryjnym i powierzenie życia Matce Bożej: "W pewnym momencie odruchowo zdjęłam pierścień atlantów i nie miałam o dziwo chęci znów, po niego sięgnąć. Mijały tygodnie i wszelkie objawy, z którymi walczyłam przez lata ustąpiły. Dopiero wtedy domyśliłam się, że źródłem mojego nieszczęścia był pierścień atlantów. Teraz dopiero odczuwam błogosławieństwo Boże i wiem komu zawierzyłam."

Tak więc widzimy, że grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu ma poważne konsekwencje, ponieważ pozbawia nas błogosławieństwa Bożego, a rzuca na nas przekleństwo od złego ducha. 
Nie pozwólmy na to! 

Przyjżyjmy się także znakom poniżej.
Są to amulety, z którymi nie powinniśmy mieć styczności, a które trzeba natychmiast usunąć ze swojego otoczenia czy domu. 
Bałwochwalstwem są także dzwoneczki Feng shui, kadzidełka, które często używamy w domu. 
Radzę także pozbyć się: drzewka szczęścia, słoników z "trąbą do góry", wszelkich podków, czterolistnych koniczynek. 
Czy wierzę, że słoń z podniesioną trąbą, czterolistna koniczyna czy podkowa przyniosą mi szczęście? 

Myślisz bracie i siostro, że "przeginam"? To właśnie ksiądz egzorcysta, który był u mnie kilka lat temu, na kolędzie, nakazał mi roztrzaskać słonika w drobny mak, ponieważ to Pan Bóg jest naszym szczęściem i tylko On daje nam błogosławieństwo. 
Od czasu tej kolędy nie mam już w domu najmniejszego amuletu, choć może wydawały się być niepozorne. 
Bracie i siostro jeśli masz teraz myśl, że Ty posiadasz w domu jakiś amulet - zniszcz go. Niech spocznie na Tobie Boże błogosławieństwo. 
P. S dla rodziców: Zobacz czy Twoje dziecko ma wśród zabawek "Hello Kitty". Jego zgubny wpływ na duszę dziecka potwierdzają osoby duchowne. 
Zwróć też uwagę na to jakie bajki oglądają Twoje pociechy - często pełno w nich magii i przemocy. 
Nie wprowadzaj też swojego dziecka w świat duchów przez "święto Halloween". Włos mi się jeży na głowie, gdy widzę na Facebooku zdjęcia małego dziecka z dynią lub przebrane za złego ducha.
 Może warto uczestniczyć w korowodzie świętych i przebrać dziecko za jego Patrona? 
Już od najmłodszych lat, broń swojej pociechy przed okultyzmem. 
Błogosławię Wam. 






środa, 26 czerwca 2019

Świadectwo Joanny o potędze modlitwy.


Świadectwo Pani Joanny:

Jest luty 2016 roku, dowiedzieliśmy się z mężem, że udało mi się zajść w drugą ciążę   bardzo chcieliśmy, aby nasz syn miał rodzeństwo. 
Ciąża przebiegała do 3 miesiąca bez żadnych złych diagnoz, po upływie 3 - ciego miesiąca najpierw pojawiła się u mnie niedoczynność tarczycy i wyszło zagrożenie życia dla maluszka. 
Zaczęłam poszukiwać lekarza, który zgodziłby się mnie przyjąć - Endokrynologa, ale terminy dawano mi na koniec ciąży, nikt nie chciał się zgodzić pomimo napisanej  na skierowaniu "pilnej wizyty u Endokrynologa."  
W końcu trafiłam do Pani doktor, która wypisała mi odpowiednie lekarstwa, takie które pomogły mnie, a maluszkowi, w moim brzuszku funkcjonować, oraz rozwijać się.
Sytuacja była opanowana, a ponieważ jestem już powyżej 35 roku życia,  przysługiwało mi USG - dokładniejsze. Podczas tego badania Pani doktor doszukała się torbieli na obydwu nerkach u maluszka jeszcze nie zdiagnozowała wtedy płci, bo maluszek się obracał.

Dla mnie i mojego męża to był szok, nie mogliśmy uwierzyć, że coś u naszego maluszka jest nie tak, zwiększono mi kontrolę USG, na dużo częstsze i za każdym razem torbiele raz się zmniejszały, raz powiększały. 
Doszukiwano się w moich rodzicach i męża rodzicach powiązania. Okazało się, że mój teść ma torbiele na obydwu nerkach do tej pory, ale są one, na tyle niegroźne, że nie jest potrzebna operacja.
 I tak ciąża z tymi torbielami rozwijała się do momentu porodu .
Nadszedł ten czas oczekiwany przez nas wszystkich - 13 października 2016 roku, o godzinie 21.45 na świat przyszła nasza córeczka Maja. Poród był naturalny, bez zagrożeń trwał w sumie 6.5 godziny, w pełnym wymiarze czasu.
Wszystko dobrze się odbywało, przed porodem podłączono mnie do ktg, cały czas odmawiałam różaniec i prosiłam Matkę Bożą o opiekę podczas porodu. Przez cały okres ciąży odmawiałam różaniec razem z Janem Pawłem II, prosiłam o jego wstawiennictwo do Boga. 

Przyjmowałam także w szpitalu Pana Jezusa do serca. W końcu okazało się, że te torbiele po porodzie się wchłoną. Byłam bardzo szczęśliwa. Mijały dni i wciąż byłam w szpitalu, nie rozumiałam dlaczego, do tej pory nie zostałam razem z Majką wypisana  do domu.
Okazało się, że córeczka musi być poddana badaniom. 
Wróciłyśmy na dwa dni do domu, potem  musiałam Maję zostawić na oddziale w  Brzeźnie.
W wigilię mogliśmy ją widzieć tylko 3 godziny dziennie. Na pewno niejedna mama wie jakie to odczucie.  
W końcu diagnoza: rak nadnerczy. 
Po powrocie do domu chwyciliśmy z mężem za różaniec i błagaliśmy Boga i Maryję, aby nam jej nie zabierał. 
Po dwóch dniach badań Maja była cewnikowana i kłuta ciągle, doszukiwali się zalążków rakowych komórek .
Minął tydzień, córeczka była na oddziale u Pana Doktora Mateusza, dostałam skierowanie do kolejnych specjalistów: neurologa, nefrologa i urologa. 
Maja miała już 1.5 miesiąca i  organizm się rozwijał. 

Ochrzciliśmy Majkę miała wtedy 2 miesiące. 
Nadszedł dzień wizyty u Urologa, a wcześniej jeszcze byliśmy u Pana doktora na Oddziale Noworodka, aby Pan doktor sprawdził USG. 
Słuchajcie kochani Pan doktor 4 razy robił  USG nie wierzył: raka nie ma! Za to córeczka miała trzecią nerkę, która się wchłonęła.   
Jedyny minus taki, że został dodatkowy układ moczowy po tej trzeciej nerce. 
Pan doktor Urolog, kiedy to zobaczył też dostał szoku i wysłał nas na potwierdzenie badań.   
Pojechaliśmy do Rzeszowa, nic nie wyszło, poza tym dodatkowym układem moczowym, który cofa mocz! 
Wysłali nas do domu i kazali przyjść do kontroli za 6 miesięcy. Córka dostała antybiotyk na tydzień po cewnikowaniu jej. Dziecko rozwijało się prawidłowo. Walczyłam dalej żebrząc u Pana Jezusa i Matki  Bożej - o jej cud uzdrowienia, aby ten dodatkowy układ moczowy jej nie narobił spustoszeń w organizmie.  
Po roku czasu były kolejne badania. 
Z każdą wizyta u Pana doktora dodatkowy układ moczowy wciąż się zmniejszał. 

Daję świadectwo: modlitwa zwłaszcza  rodziców w intencjach dzieci jest warta poświęcenia, oddania siebie i rodziny przede wszystkim Maryji i Jezusowi, Bogu Ojcu.
Każda Eucharystia, każdy różaniec zanoszone przez Maryję i Jezusa oraz Wszystkich Świętych naprawdę zostaje wysłuchana. 
Jestem niewolnicą Matki Bożej od września 2018 roku, a teraz w czerwcu oddałam Matuchnie całą rodzinę. 
Polecam wstawiennictwo św. Charbela, św. Rafki, św. Faustyny, św. Rity i św. Józefa. 
Codziennie oddaję Matuli moją rodzinę i bliskich oraz znajomych, odmawiam w jej intencji - 2 dziesiątki różańca, tylko dla Niej, do Jej dyspozycji, a także za dzieci, męża, o wypełnienie woli  Bożej i zbawienie.
Chwała Panu i Matce Bożej. 
........................................................... 
Dziękuję Pani Joannie za to piękne świadectwo wiary. Ze swej strony mogę jedynie dodać: kiedy mamy do dyspozycji całe niebo, które możemy prosić o pomoc, to czego mamy się lękać?


czwartek, 6 czerwca 2019

Cud życia małej Mari Helenki.


Szczęść Boże kochani przedstawiam Wam świadectwo rodziców - małej Marii Helenki. Niech będzie to lekcja dla nas, o tym jak bardzo cenne jest każde życie.
Jednocześnie dziękuję Państwu - Justynie i Łukaszowi za ich odwagę i wielką wiarę w to, że człowiek jest człowiekiem już w chwili poczęcia. Myślę, że zadaniem małej Marii Helenki i jej rodziców jest dawać świadectwo, a przez to walczyć w obronie tych, którym nie pozwala się żyć, bo w ocenie lekarzy są tylko płodem.
Moje dalsze słowa są zbędne - proszę przeczytajcie tą historię.
.....................................

Jest maj 2019 r. Dokładnie rok temu w pierwszych dniach miesiąca Maryi, poczęło się nowe życie. Życie, które dał nam Bóg. To jeden z jego cudów, który tak łatwo lekceważymy kiedy pojawiają się przeciwności.   
17.05.2018 r. - test ciążowy wskazuje dwie kreski. Radość niesamowita. Będziemy mieć drugie dziecko! Nasze drugie upragnione dziecko (nasz pierwszy syn ma 8 lat). Pierwsza myśl: będzie to dziewczynka! Nasz synek będzie miał siostrzyczkę.
Będzie miała na imię Helenka, albo Helena Maria. Musi mieć drugie imię naszej Matki Bożej.   
 
Nie mogliśmy się nacieszyć tą wiadomością. Pierwsze wizyty u lekarza potwierdzają ciążę. Wszystkie badania w normie, wszystko w najlepszym porządku. Zaczął się czas oczekiwania i regularne wizyty u lekarza prowadzącego ciążę. Pierwsze badania nie wskazywały żadnych nieprawidłowości płodu. Nasze małe dziecko rosło. To była dla nas całkiem inna ciąża, niż z pierwszym dzieckiem. Spokój, harmonia, bez strachu, bez lęku. Wyczuwałam wielkie znaczenie tego dziecka. Czułam, że dokona wielkich rzeczy. 13 sierpnia – jedna z kolejnych wizyt u lekarza prowadzącego. Pan Doktor robiąc USG płodu zaniemówił. Patrzyłam na niego obserwując jego zdziwienie. Nagle powiedział: „Jestem zirytowany…. " Nie ma w ogóle wód płodowych…. nic!”. Byłam zaskoczona, bo wcześniejsze badanie prenatalne nie wskazywały żadnych nieprawidłowości. Wszystko było w najlepszym porządku. Jedynie co lekarz zalecił to spożywanie większej ilości płynów (stan wód płodowych był niski, ale w normie). Po zakończonym badaniu, lekarz oznajmił mi w dość niedelikatny sposób, że to koniec: „Nic z tego nie będzie, płód umrze, nie rozwinie się, nic się nie da zrobić, kompletnie nic!”. Patrzyłam na niego bez ruchu. Jakby czas stanął w miejscu. Łzy płynęły mi po policzkach. Na koniec Pan Doktor dodał: „Mogę wypisać skierowanie do innego szpitala w celu potwierdzenia diagnozy, ale to nic nie da…”. Na tym zakończyła się nasza rozmowa.

Wyszłam z gabinetu, uklękłam na chodniku szukając telefonu w torebce. Rozpłakałam się. Zadzwoniłam do męża mówiąc: „Naszej Helenki nie będzie!”. Wróciłam do domu oddając to Bogu. Zaczęłam szukać lekarza w większym mieście na własną rękę. Cudem udało mi się zapisać na następny dzień na wizytę do jednego z najlepszych Profesorów. Następnego dnia byliśmy już w Poznaniu. Pan Profesor potwierdził diagnozę dodając, że prawdopodobnie nerki u dziecka nie rozwinęły się. Wypisał skierowanie do szpitala i po dwóch dniach byłam już na oddziale ginekologiczno – położniczym. Zostałam przyjęta na oddział w celu przeprowadzenia szczegółowych badań diagnostycznych z powodu bezwodzia. Badania przeprowadzone były na specjalistycznych urządzeniach. Diagnoza ponownie potwierdziła się. Całkowity brak płynu owodniowego. Łożysko pogrubiałe. Wady u płodu: widoczna jedna nerka - nieprawidłowej struktury, powiększona – nerka torbielowata. Niewidoczny pęcherz moczowy. Nie uwidoczniono bańki żołądka (brak płynu). Przepuklina okolicy pępkowej – jelita. Nieprawidłowy kształt kręgosłupa w dolnym odcinku – skrzywienie + rozszczep. Nieprawidłowy kształt główki – objaw Spaldinga ( spowodowany uciskiem i brakiem płynu). 
 
Leżałam na kozetce bez ruchu. Zbiegło się kilku lekarzy obserwujących zdjęcia z monitora. Po kolei wypowiadali wszystkie wady i choroby mojego dziecka. Spoglądali raz na mnie, raz na monitor. Ponownie usłyszałam słowa: „Płód nie ma szans na przeżycie. Nic nie możemy zrobić. Przy tych wadach genetycznych, ciąża nawet nie zalicza się do leczenia. I nikt w całej Europie nie podjąłby się jej leczenia. Nie ma nawet 1% szans na przeżycie i rozwój”. I padły słowa, których nikt nie powinien wypowiedzieć, a tym bardziej wprowadzić w czyn: „ W tym przypadku możemy rozwiązać ciążę, podając Pani leki wywołujące poród”. Ładnie i delikatnie mówiąc, nie było to nic innego jak ABORCJA.

Myślę, że lekarze nie mają często świadomości, jakie ich słowa mają znaczenia dla przyszłej mamy i jej przyszłego życia. Łudzą się, że w ten sposób pomagają kobiecie pozbyć się problemu. Bo przecież to tylko „płód”. Bardzo wiele kobiet w takiej chwili przeżywa tragedie swojego życia. I tak naprawdę nie wiedzą co czynią, zgadzając się na takie wyjście. Nie są nawet przygotowane do podjęcia takiej decyzji. „Problem będzie rozwiązany, płodu nie będzie, a Pani wróci do normalnego życia” – nie jedna kobieta to usłyszała od swojego lekarza prowadzącego ciążę. Ale co będzie w sercu przyszłej mamy? Co będzie, gdy dojrzeje do świadomości co uczyniła? Co pojawi się w jej myślach i snach, gdy uzmysłowi sobie, że zabiła swoje dziecko, a jej ciało stało się miejscem zbrodni. Lekarze dość często w pierwszych tygodniach ciąży nie używają terminu „dziecko”, „życie”, a raczej "ciąża" , "płód" itd. To tak jakby trochę oszukiwali siebie i innych, że to nie jest jeszcze dziecko. Inaczej brzmi pytanie„ Czy chce przerwać Pani ciążę?” niż „Czy chce Pani zabić swoje dziecko?” W momencie poczęcia ten malutki „płód” staje się już życiem. Ma malutkie serduszko, które zaczyna kochać swoich rodziców za jego poczęcie, rozpoczyna się życie które jest darem Boga.     
 
Po pytaniu Pana Doktora zaniemówiłam. Byłam w ogromnym szoku. W jednym momencie usłyszałam okropną historię chorób i wad mojego dziecka, a jednocześnie pytanie odnoszące się do tego, czy je zabije. Wszystko co we mnie było krzyczało z rozpaczą: „Nie… nie zrobię tego! To jest moje dziecko!”.   
Zapytałam: „ Co będzie z nami dalej jeśli taka jest moja decyzja?”. Pan Doktor odpowiedział: „Serce przestanie bić i wtedy dopiero rozwiążemy ciążę. Wtedy, będzie musiała Pani urodzić”. 
Lekarze uważali, że z medycznego punktu widzenia, ciąża potrwa kilka dni, może tygodni. W każdej chwili, serce może przestać bić.   
 
Tego samego dnia zostałam wypisana z oddziału. Co dwa, trzy tygodnie wracałam na oddział w celu sprawdzenia tętna płodu. Nie byłam jeszcze w stanie wyczuć ruchów dziecka. Nie było to dla nas łatwe. Każdy wyjazd, około 200 km drogi, zmęczenie. Za każdym razem te same procedury przyjęcia na oddział. Powtarzanie tych samych wad, chorób mojego maleństwa. I to pytanie: „Ale jest Pani świadoma, ze płód nie ma szans na rozwój i życie?”. Dziecko było zniekształcone, nie można było nawet rozpoznać płci dziecka. Nie przypominam sobie, żeby którykolwiek z lekarzy powiedział na moje maleństwo - ”dziecko”. Bardzo mi przykro było z tego powodu, bo ja z dnia na dzień coraz bardziej je kochałam. Każdy powrót do domu był dla mnie wielką radością. Moje dzieciątko nadal ze mną …moja kochana kruszynka.     
 
Wszystko było w rękach Boga. Każda nasza wspólna chwila była zawierzona Panu Jezusowi. Powtarzałam ze spokojem: „Jezu ufam Tobie, Ty się tym zajmij”. I wszystkim się zajął, razem ze swoją Matką. Szłam przez całą tą drogę otoczona pełnią łask, jakie dała nam Matka Boża. Spokój serca, cierpliwość, radość, piękny czas pełen miłości. Aż trudno było w to uwierzyć, że przy takim nieszczęściu, w taki sposób można to przejść. Przyjęliśmy naszą sytuację z pokorą, bez rozpaczy i lamentu. Nie skupialiśmy się na naszej beznadziejnej sytuacji, a bardziej na tym, że kolejny dzień jesteśmy razem. Pragnęłam nosić ją pod swoim sercem tak długo, jak Bóg tego pragnął. Tak długo, jak Jego plan co do niej miał trwać.   
Każde życie ma swój cel. Nawet to dopiero poczęte. I tylko to życie, może ten plan zrealizować od początku do końca. Podejmując inną decyzje zniszczyłabym zamysł Boży, przerwałabym go. Żadna inna dusza nie mogłaby go wypełnić.

Nasze dziecko nadal żyło. Mijały dni i tygodnie. Wyjazdy robiły się coraz bardziej męczące. Brzuszek był coraz większy, a ruchy dziecka coraz częstsze. Poszukaliśmy innego lekarza, który poprowadził naszą ciąże do końca. Wspaniała Pani Doktor, która mimo tylu wad i niedoskonałości, tak czule wypowiadała się o naszym maleństwie. Była pełna podziwu, że jest taka silna. Nadal nie można było określić płci, ale wszyscy przeczuwaliśmy, że to dziewczynka.  
Każdy dzień z nią był dla nas pięknym darem. Uwielbiałam i dziękowałam Bogu za każdą chwilę, w której serduszko mojego dziecka biło pod moim sercem. Byłyśmy jednością. Razem ze mną słuchała śmiechu i opowieści swojego taty i braciszka. Czuła ich dotyk. Razem śmiałyśmy się, dbałyśmy o dom i rodzinę, śpiewałyśmy dla naszej Maryi. Miałyśmy taką ulubiona pieśń „ Matko życia Maryjo”. Prosiłam ją o cud, ale też o wypełnienie się woli Bożej. 
 
Maryja straciła swojego jedynego Syna. Jest Matką tak jak i ja. Ona mnie ze wszystkim rozumiała. Przyjęła wszystko, co Bóg jej dał z miłością i pełnym zaufaniem. Wiedziałam, że i mi pomoże przejść przez wszystko. I tak też się stało. Pan Bóg dopuszcza cierpienie w naszym życiu, aby wyciągnąć z niego najlepsze dobro. My nie możemy tego pojąć naszym, ludzkim rozumem. Nasze przekonania zatrzymują się tu na ziemi.

Trafiłam do szpitala, kilka dni przed porodem. Dziecko nadal żyło, ale chciało już, choćby na chwile zobaczyć nasz świat. W ostateczności przeprowadzono cesarskie cięcie. Cały personel medyczny obecny przy narodzinach dziecka, wiedział o naszej sytuacji. Byliśmy otoczeni wspaniałą opieką.
22.12.2018 r. o godz. 20.20 w 35 tygodniu ciąży przyszła na świat Maria Helenka. Cudem przeżyła osiem miesięcy, w tym cztery bez wód płodowych. W trakcie ciąży szukałam informacji o podobnych sytuacjach życia takich dzieci. Nie spotkałam żadnej informacji, w której dziecko tak długo żyło jak nasze.  

Zaraz po narodzinach na naszą córeczkę czekał kapelan szpitalny. W obecności męża ochrzcił nasze dziecko.
Na podstawie pierwszych badań jakie były wykonywane, lekarze uważali, że dziecko będzie zniekształcone. Córeczka nasza mimo przeciwności losu, urodziła się z wagą 1980 kg i 47 cm. długości. Pan Bóg zadbał nawet o jej urodę. Myślę, że chciał abyśmy ją taką zapamiętali. Była piękna ….niczym nie różniła się w wyglądzie od innych dzieci. Była bardzo podobna do swojego braciszka, w chwili narodzin. Nawet pachniała jak on.  Po zakończonym zabiegu zostałam przewieziona na osobną salę. Cały czas byłam przytomna. Był ze mną mąż. Jedna z pielęgniarek przyniosła nam naszą córeczkę. Serce naszej Mari Helenki nadal biło. 
O godz. 22.10 przytulona do mnie ”zasnęła."

„Teraz tatusiu mogę więcej, mogę latać, pomagać jeszcze lepiej. Mogę tulić i chronić pod skrzydłami i moimi barkami w mej bieli piór. W sukni mam dwa pasy niebios i małą koronkę białą, prawie niewidoczną, po to by włoski nie przeszkadzały. Teraz jestem, tak jak Mamusia (Maryja) pragnęła. Kocham tu być. Kocham Was za to co uczyniliście. Maryja - Mamusia też Wam dziękuję, bo nasze szeregi są większe, a biel i trzepot jest silniejszy. Każdy się cieszy na nasz widok. 
Ludzki, to nie znaczy wygląd lub cecha i doskonałość. Nasza Mamusia - Maryja może wszystko, sieje to co chce. Ona za nas odpowiada i Ona nas kształtuje. Bo my byliśmy Jej, od poczęcia i Ona nas prowadziła do Siebie. Zanim staliśmy się ciałem, dusze były w Jej rękach”.
Dziękujemy Ci Boże za dar życia naszej córki, za jej każdą minutę z nami.

Dlaczego nawrócenie bywa procesem? + Moje świadectwo

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Cieszę się, że mogę dzielić się z Wami doświadczeniem wiary. Dziś zapraszam Was do wspól...