Jako dorastająca dziewczyna stałam się obiektem plotek ze strony rówieśników. Cierpiałam po cichu, nikomu się nie żaliłam, nie potrafiłam też się obronić. Moje życie stało się piekłem, ponieważ nie mogłam swobodnie mijać się z ludźmi, którzy o mnie plotkowali, byłam obiektem kpin. Jednym słowem zostałam zmieszana z błotem i jeszcze dodatkowo zdeptana jak robak.
Pewnego dnia nie wytrzymałam, i kiedy wróciłam do domu ze szkoły zaczęłam strasznie płakać przed obrazkiem Matki Bożej Licheńskiej. Obrazek ten przywiozła z pielgrzymki moja ś.p babcia, do dziś stoi w moim pokoju. Matka Boża była jedyną osobą, której opowiedziałam o tym, co przeżywam. Płacząc prosiłam Maryję o pomoc.
Następnego dnia zdziwiłam się mocno ponieważ osoby, które mnie oczerniały zamiast śmiać się ze mnie, po prostu grzecznie się ze mną przywitały.
Myślałam, że to przypadek. Mijały kolejne dni, nie słyszałam nic złego na mój temat, zamiast tego osoby te z szacunkiem mówiły "dzień dobry."
W końcu zdałam sobie sprawę, że stał się cud, ponieważ od momentu modlitwy przed wizerunkiem Matki Bożej Licheńskiej plotki zniknęły.
Wybaczyłam tym osobom wyrządzoną krzywdę, ale do dziś noszę w sobie rany.
Chcę zaapelować do wszystkich, którzy czytają to świadectwo, aby nigdy nie dopuszczały się plotkowania o drugim człowieku, ponieważ ten grzech niszczy życie osoby, która jest obmawiana.
Te świadectwo jest nie tylko sposobem na to, aby ostrzec Was przed tym grzechem, ale także jest napisane dla większej czci i chwały Matki Bożej.
Kochana Mamusiu dziękuję za to, co dla mnie zrobiłaś. Dzięki temu nigdy nie dopuszczam się plotek o bliźnim, ponieważ wiem jak to rani.
Chwała Panu i Tobie Matko Boża Licheńska.
piątek, 14 maja 2021
Świadectwo cudu za wstawiennictwem Matki Bożej Licheńskiej.
piątek, 9 kwietnia 2021
Światem zawładnęła ciemność.
Dziś zmarł książe Filip i naprawdę jest to przykre. Od rana mówią o tym w telewizji i w radiu, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Umarł książe - bardzo ważna osoba...
Od rana też mam takie myśli:
Co kilka sekund na świecie umiera jeden człowiek z głodu, o tym nikt nie mówi - to nie są ważne osoby? Każdy człowiek jest ważny - także ten ubogi, który czeka na naszą pomoc.
Nie można służyć Bogu i mamonie, ja widzę, że świat idzie za powiedzeniem: "świat kręci się na pieniądzach i seksie."
W pewnej telewizji, którą kiedyś chętnie oglądałam, na okrągło mówią o szczepionkach, dlatego staram się omijać ten program, jak tylko mogę. Miliardy idą na przemysł szczepionkowy, ważne, że biznes się kręci, a ten program ma chyba za zadanie w tym pomagać.
Dlaczego świat jest głuchy na najbiedniejszych ludzi i milczy wobec ich tragedii?
Ważny jest każdy człowiek, nie tylko książe Filip, ale przede wszystkim ten zgnębiony na duchu, z którym najbardziej utożsamia się Jezus.
Ile razy człowiek mija Pana Jezusa na ulicy i przechodzi obojętnie... a potem słyszę, że Pan Jezus jest zły, bo jest nieszczęście na świecie. Pan Bóg dał nam miłosierdzie i przykazanie miłości bliźniego, także po to, żeby nie było umierających z głodu.
Przyjdź Panie Jezu - ten świat potrzebuje Ciebie i Twojej Mamy, bo jest w ciemności i brak mu światła. Jaka straszna ta ciemność!
środa, 17 lutego 2021
Krótkie rozważanie na początek Wielkiego Postu.
Post, modlitwa, jałmużna to nasze środki, aby w czasie Wielkiego Postu nawrócić się i zbliżyć do Pana Boga.
Wejdźmy na drogę pokuty, ponieważ ten świat bardzo tego potrzebuje, a Pan Jezus czeka na każdą naszą ofiarę.
Matka Boża w Medziugorje woła: "Pokuta, pokuta, pokuta", a w każdym objawieniu powtarza: "odmawiajcie różaniec."
To jedyny sposób, żeby ocalić dusze naszych braci i sióstr.
Drugim naszym zadaniem w czasie Wielkiego Postu jest współcierpienie z Jezusem Ukrzyżowanym i Matką Bolesną, poprzez uczestnictwo w nabożeństwach pasyjnych w Kościele, bądź przeżywanych w swoich domach.
Te także możemy ofiarować za zatwardziałych grzeszników, aby pocieszyć Pana Boga i Maryję, którzy cierpią tracąc codziennie dusze swoich ukochanych dzieci.
Modlitwa w intencji nawrócenia grzeszników nigdy nie pozostaje niewysłuchana. Najlepiej wszystkie te praktyki religijne ofiarować Ukrzyżowanemu Zbawicielowi przez ręce cierpiącej Matki Bożej. Wtedy nasza modlitwa i ofiara będzie miała nieskończoną wartość w oczach Bożych.
Jesteśmy na tym świecie tylko pielgrzymami, a naszym domem jest niebo. Wszystkie nasze siły musimy więc skupić na dążeniu do tej niebiańskiej ojczyzny, ale naszym zadaniem jest prowadzenie także innych ludzi do nawrócenia. Św. Weronika Giuliani w swoim widzeniu ujrzała dusze, które wpadają do ognia piekielnego jak deszcz. Całe życie poświęciła ratowaniu braci i sióstr przed potępieniem. Robiła to właśnie przez uczynki pokutne, które także my grzeszni ludzie możemy naśladować, aby nikt z owczarni Pana Jezusa już więcej nie zginął.
W ten sposób spełniamy przykazanie miłości, które mówi o tym, że należy:
- miłować Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy i ze wszystkich sił.
- a bliźniego swego jak siebie samego.
Miłość do siebie samego wyraża się w nieustannym nawracaniu się i życiu w stanie łaski uświęcającej, a miłość do bliźnich w trosce o ich zbawienie.
Chrześcijanin to człowiek, który kocha. Kocha Pana Boga i drugiego człowieka. Dlatego właśnie ze względu na tę miłość trzeba, abyśmy w tym roku, w czasie Wielkiego Postu weszli na drogę pokuty.
Nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię.
czwartek, 26 listopada 2020
Piekłem kobiet jest aborcja.
Długo myślałam nad tym co napisać w tym poście, a także jak ująć moje przemyślenia, tak, aby nikogo nie oceniać i nie okazać braku szacunku.
Pomimo tego, jakie sceny dzieją się na polskich ulicach, chciałabym mówić o strajkujących kobietach dobrze.
Każdy człowiek ma prawo mieć swoje poglądy i je manifestować, ale w ostatnim czasie granica pomiędzy demokratycznymi protestami, a przemocą została przekroczona.
Kobiety ze strajku kobiet są wulgarne i tym językiem pełnym przekleństw, odnoszą się do nas. Próbują narzucić nam swoje zdanie, na ulicach dochodzi do przepychanek, atakowane są Kościoły, a nawet przerywane są nabożeństwa Mszy Świętej.
Nie wiem czy kobiety te zdają sobie sprawę, że ich agresja i zachowanie nie przystoją kobiecie, która powinna być według mnie delikatna i skromna.
Dlatego trzeba, żebyśmy chronili wiarę, którą wyznajemy.
Katolik musi postępować zgodnie z nauczaniem Pana Jezusa, który mówił, że należy miłować nieprzyjaciół i zabronił nam postępować zgodnie z zasadą: "oko za oko, ząb za ząb."
Trzeba być stanowczym, ale nie możemy przyjąć postawy, którą widzimy na marszach strajku kobiet.
Nasze zadanie to: miłować i upominać z miłością. Agresja rodzi nienawiść, a uczniowie Chrystusa przyjmują postawę godną katolika.
Drugą sprawą, którą chcę poruszyć w tym poście to mój apel, aby "piekło kobiet" nie wypowiadało się za mnie, ponieważ czuję się tym urażona.
Są kobiety w Polsce (i to wiele), które sobie tego nie życzą. Jesteśmy kobietami i naszym zadaniem jest nieść życie i stawać w jego obronie.
Modlę się o to, aby wyrok Trybunału Konstytucyjnego został opublikowany w dzienniku ustaw, ponieważ to pomoże uratować tysiące dzieci przed śmiercią.
Ponad to pragnę żyć w kraju, który chroni życia nienarodzonych.
Żadna unijna rezolucja nie może nam niczego narzucić. Zły duch wyje i to mocno, ale cofnąć się nie wolno - trzeba opublikować ten wyrok.
Na zakończenie przytoczę cytat złego ducha, który wyszedł z ust opętanej osoby, podczas egzorcyzmu (według opowiadania o. Dariusza - egzorcysty).
"Wy Polacy jak ja was nienawidzę" - to słowa szatana, które są dla nas znakiem, że Polska jest ostatnim bastionem w Europie, który jeszcze opiera się złu.
Walczmy dalej i bądźmy wierni nauce Kościoła.
środa, 29 lipca 2020
Mama świętej Marii Goretti - Assunta Goretti.
Młodość Assunty Carlini...
Mama Świętej Marii Goretti – Assunta Carlini - pomimo ciężkich, bolesnych doświadczeń, zawsze odznaczała się również i ona silnym charakterem i niezwykłym optymizmem, duchową radością mającą swe źródło w głębokiej wierze, zakorzenioną w niezachwianej ufności w Opatrzność Bożą. Już od pierwszych dni życia towarzyszyły jej nieustannie wielkie wyrzeczenia, ogromne wewnętrzne cierpienie.
Urodziła się 15 sierpnia 1866 roku, praktycznie od razu została opuszczona przez rodziców. Nie poznała ich nigdy. Wychowywała się w wielu różnych rodzinach, nie tylko u krewnych i znajomych, ale również u zupełnie obcych ludzi. Już gdy była małą dziewczynką, większość swych dni musiała spędzać pracując w polu. Między innymi z tego też powodu nie zdobyła żadnego szkolnego wykształcenia. Nigdy nie nauczyła się nawet czytać i pisać. Poprzez doświadczenie cierpienia i trudności codziennego życia zyskała jednak coś o wiele ważniejszego i piękniejszego: duchową siłę, siłę Miłości, moc miłosierdzia zakorzenioną w Krzyżu Świętym, która pozwoliła jej później heroicznie przebaczyć w ślad za swą świętą córką. Ta Boża moc miłości jednoczyła całą rodzinę Gorettich.
Luigi i Assunta pobrali się 25 lutego 1886 roku. Ona miała 19 lat, on – 25. Do samego końca tworzyli szczęśliwą, dobraną parę.
Heroizm przebaczenia zabójcy własnej córki:
Mama Assunta, ze swej strony, ofiarowała mordercy swej córki przebaczenie już w kilka miesięcy po zbrodni, na sali sądowej, podczas procesu. Ten swój heroizm potwierdziła wiele lat później, gdy Alessandro po wyjściu z więzienia odnalazł ją najszybciej, jak to było dla niego możliwe, przyjechał do niej do Corinaldo. Gdy tylko stanął w drzwiach spytał: Przebaczycie mi, Assunto? Staruszka odpowiedziała z ogromnym bólem w głosie:
- To ty, Alessandro?
Po krótkiej chwili dodała:
- Mariettina ci przebaczyła, Bóg ci przebaczył, jakże więc ja bym miała nie dać tobie mojego przebaczenia...
Słysząc to, Alessandro przyklęknął przy niej, rozpłakał się jak dziecko i ucałował jej dłonie. Ona zaprosiła go:
- Zostań z nami na święta!
Był to bowiem przeddzień Świąt Bożego Narodzenia.
W dniu 24 grudnia 1937 roku mieszkańcy Corinaldo z wielkim wzruszeniem patrzyli, jak Mama Assunta wraz z Aleksandrem – zabójcą jej małej córki – wspólnie przystępują do Sakramentu Komunii Świętej, razem klękają obok siebie przy stole eucharystycznym, by w duchu wzajemnej miłości przyjąć Pana Jezusa.
Dalsze dzieje Mamy Assunty
Mama Assunta nie miała łatwego życia. Dzień po śmierci Marietty powróciła do Ferriere, jednak nie była w stanie nawet przekroczyć progu domu Cascina Antica, w którym rozegrał się dramat jej dziecka. Została wraz z pozostałymi dziećmi przyjęta przez sąsiadów.
Wiele lat później, opowiadała:
Po śmierci córki wróciłam do Ferriere, zobaczyć dzieci... Zbolała, zajęta dziećmi, na pogrzebie już nie byłam. Płakałam ciągle. Pocieszał mnie hrabia Mazzoleni. 'Czemu płaczesz – mówił – Maria była umarłą, a mówiła, miała przebite serce, a żyła. Jej życie przez tyle godzin jeszcze, po tylu ranach, było prawdziwym cudem'.
Wkrótce potem pojechała z powrotem do Corinaldo, nieporównywalnie bardziej uboga niż sześć lat wcześniej, gdy wraz ze swoją pełną rodziną wyjeżdżała. Pracowała jak służąca, dzieci oddała pod opiekę parafii.
Mama Assunta nie miała wtedy wielu chwil radosnych. Przyjmowała jednak wszystko, co niósł ze sobą każdy kolejny dzień, z niezwykłym spokojem i pogodą ducha. Powtarzała często: Czyńmy zawsze wolę Bożą.
W 1944 roku spadła ze schodów, złamała sobie kość udową. Nastąpiły liczne powikłania. Cierpiała bardzo, jednak nie narzekała, nie skarżyła się w ogóle. Modliła się dużo, kilka razy dziennie odmawiała Różaniec. Wszyscy znający ją osobiście byli zadziwieni jej niezwykłą prostotą, pogodą ducha, optymizmem. Zawsze, gdy tylko miała taką możliwość, jechała do Nettuno, do grobu córki. Około 1929 r. pragnęła zamieszkać w tym mieście na stałe, jednak nikt nie miał możliwości tego zorganizować.
Dopiero po wojnie nastał dla Assunty radosny czas: Maria została beatyfikowana i kanonizowana.
Assunta Carlini zmarła dnia 7 października 1954 r. mając ukończone 88 lat.
piątek, 12 czerwca 2020
Sługa Boży ks. Aleksander Woźny - święty proboszcz cz. 2
Szczęść Boże. W ostatnim poście na blogu mogliście przeczytać biografię sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego.
(Tych z Was, którzy nie czytali biografii sługi Bożego zachęcam do przeczytania poprzedniego wpisu.)
Dziś chcę Wam pokazać niezwykłe fakty z życia sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego i przez to udowodnić, że jest to rzeczywiście nasz "polski święty Jan Maria Vianney".
1. Z życia sługi Bożego.
„Około pierwszej w nocy obudził mnie głos Anioła Stróża: – Wstań, załóż sutannę i wyjdź na ulicę! – Panie Boże – odpowiedziałem – jestem chory, brak mi sił. Lekarz zaleca więcej snu. Czy mi się zdaje, czy to Ty rzeczywiście do mnie mówisz?
Wstań zaraz, załóż sutannę i idź na ulicę! To ulica Grunwaldzka w Poznaniu. Zza narożnika nagle pojawia się mężczyzna w średnim wieku. Staje jak wryty. – Ksiądz? Proszę księdza, ja muszę się zaraz wyspowiadać! – Dlaczego teraz? – Przed laty pokłóciłem się z moim proboszczem. I wtedy postanowiłem: nigdy więcej w moim życiu nie pójdę do spowiedzi. Przyjechałem przed godziną do Poznania. Z dworca idę pieszo, pobłądziłem. Naraz uprzytomniłem sobie, że od dawna nie byłem u spowiedzi. Ale usprawiedliwiłem sam siebie, że mam rację, nie będę się spowiadał… chyba, żebym w tej chwili spotkał księdza. Tak sobie powiedziałem, bo wiedziałem, że żadnego księdza nie spotkam. A tu naraz ksiądz. Proszę o spowiedź”...
2. Historia opowiedziana przez ks. Mariana Piątkowskiego, przyjaciela ks. Aleksandra Woźnego.
Konfesjonał w kościele św. Jana Kantego w Poznaniu: – Dzisiaj nie ja będę ciebie spowiadał. – Dlaczego, Ojcze? – Pojedziesz na dworzec. Chodź po peronach. Szukaj księdza. Pierwszego, którego napotkasz, poproś o spowiedź. Tak długo proś, aż wysłucha twojej spowiedzi. Teraz idź.
Kobieta jedzie na Dworzec Główny w Poznaniu, gdzie spotyka księdza i zwraca się do niego: Proszę księdza, poproszę o spowiedź! – Co? Na dworcu? Trzeba pójść do kościoła i tam się wyspowiadać, a mnie dać spokój. Kobieta nie ustępuje – idzie za księdzem, wsiada za nim do tramwaju jadącego do centrum miasta: – Ja księdza bardzo proszę o spowiedź! – Już pani powiedziałem. Proszę mi dać spokój. Jadę na umówioną rozmowę z biskupem. Nie mogę się spóźnić. Głosy innych pasażerów: – Odczep się od księdza! Co ty sobie myślisz?! Płacz kobiety. I znowu prośba: – Ja bardzo proszę o spowiedź! Ja się muszę właśnie u księdza wyspowiadać. – Widzę, że się pani nie odczepi ode mnie. Dobrze, zaraz będzie kościół na ul. Fredry. Wyspowiadam panią.
Konfesjonał w kościele Najświętszego Zbawiciela w Poznaniu: – Dlaczego jesteś taka nachalna?! – Ja księdza nie znam, ale mam takie polecenie od mojego spowiednika! Miałam pierwszego napotkanego księdza prosić o spowiedź.
– Co to za spowiednik? – Ksiądz Aleksander Woźny. Mój proboszcz. Płacz nieznajomego księdza i jego słowa: – Kochana Siostro w Chrystusie, jechałem do kurii, by oznajmić biskupowi, że rezygnuję z kapłaństwa. Teraz wiem, że mam się nawrócić, zacząć nowe życie. Proszę podziękować księdzu Woźnemu.
Czy ksiądz Woźny wiedział, jakiego księdza spotka na dworcu jego penitentka? Nie wiemy. Wiemy, że bardzo modlił się za kapłanów, za biskupów i kolejnych papieży. Kochał ich wielkim sercem. Dla wielu księży był spowiednikiem i ojcem duchownym. Ci spośród nich, którzy jako klerycy słuchali jego rekolekcji, do dzisiaj je wspominają jako bardzo ważne w ich formacji kapłańskiej.
3. Miłość do ubogich.
Ksiądz dogonił wychodzącą z kościoła kobietę i dyskretnie wsunął w jej rękę banknot. – Dzisiaj nie mam więcej, ale proszę to przyjąć. Tak powiedział ks. Aleksander Woźny do matki wielodzietnej rodziny, która przed chwilą w skrytości serca błagała w modlitwie Boga o pieniądze konieczne na utrzymanie rodziny...
4. Tajemnica świętości.
Tajemnicą świętości księdza Woźnego była pokora. Często nauczał o pokorze. Wiele z tych jego nauk zostało opublikowanych. Do dziś poruszają serca. Ponieważ modlił się o pokorę i z całą determinacją do niej dążył, Bóg mu tej łaski udzielił. Spotkało księdza Woźnego wiele upokorzeń i sam nie wahał się upokorzyć przed innymi.
Pokora jest kluczem do skarbca łask Bożych. Kto jest pokorny, może ze skarbca Bożego Serca czerpać bez ograniczeń. Spełniły się na nim słowa Pisma Świętego: „Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili” (1 P 5,5-6).
5. Umiłowanie cierpienia i Męki Pańskiej.
Ksiądz Aleksander Woźny wiele chorował i cierpiał fizycznie i duchowo. Ale nigdy się nie uskarżał. Cierpienie przyjmował i przeżywał jako szczególny dar Pana Jezusa. W czasie Mszy Świętej pogrzebowej za zmarłą przedwcześnie na chorobę nowotworową matkę rodziny homilię zaczął od słów:
„Czy wiecie, co teraz robi wasza matka? Dziękuje Bogu, że mogła na ziemi tak wiele cierpieć”.
Takie słowa mógł powiedzieć tylko ten, kto sam wiele cierpiał.
Jakże prawdziwie brzmią słowa rozważań przy IV stacji – spotkanie z Matką Bolesną – jednej z jego dróg krzyżowych:
„Syn Boży mógł sprawić, żeby Maryja dowiedziała się o Jego Męce i śmierci dopiero po zmartwychwstaniu. Ale wtedy Ona mogłaby się czuć odsunięta, pozbawiona udziału w Jego życiu, jakby pokrzywdzona w miłości. Ja czuję się pokrzywdzony, gdy mam trudne życie, gdy mam udział w cierpieniu, a tymczasem powinienem czuć się pokrzywdzony, gdy mam życie łatwe (droga krzyżowa – Dar trudnego życia)”.
6. Orędownik przed tronem Pana Boga.
Warto modlić się za wstawiennictwem sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego. Modlić się o wiele, ale zwłaszcza o trzy łaski: o pokorę, o miłość do Pana Jezusa umęczonego i o stałego, dobrego spowiednika.
Zapamiętajcie:
– Warto modlić się o pokorę. Bóg zawsze pokornym łaskę daje.
– Warto odprawiać drogę krzyżową. W Krzyżu naszego Pana jest mądrość i moc.
– Warto systematycznie się spowiadać i mieć stałego spowiednika.
Są to wszystko wielkie łaski, może dla nas najważniejsze, najbardziej teraz potrzebne. Módlcie się o nie za wstawiennictwem sługi Bożego, pokornego kapłana ks. Aleksandra Woźnego. Będziecie wysłuchani.
7. Modlitwa za wstawiennictwem Sługi Bożego księdza Aleksandra Woźnego:
Boże, Ojcze wszystkich ludzi,
Ty w pełni czasu posłałeś do nas Swojego Syna
i rozproszone dzieci Twoje
mocą Ducha Świętego gromadzisz w jedno,
Ty, w każdym czasie wzywasz ludy i narody,
aby oczyszczone we Krwi Baranka przeszły
z wielkiego ucisku do Twojej chwały.
Dziękujemy Ci za to, że dałeś Kościołowi
gorliwego kapłana, księdza Aleksandra Woźnego,
który przez duchowość dziecięctwa
prowadził wiernych drogą do świętości.
Przez naśladowanie Chrystusa,
zawierzenie Matce Najświętszej,
modlitwę i ascezę ukazał żywy obraz miłosiernego Ojca,
pochylającego się nad każdym człowiekiem,
jako swoim umiłowanym dzieckiem.
Udziel nam, za jego przyczyną,
zgodnie z Twoja wolą, tej łaski,
o którą z nadzieją prosimy, aby Twój Sługa,
kapłan Aleksander Woźny
został zaliczony w poczet błogosławionych
Kościoła świętego.
Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
Źródło: https://milujciesie.pl/ksiadz-aleksander-wozny-pokorny-sluga-chrystusa-i-ludzi.html
środa, 20 maja 2020
Sługa Boży ks. Aleksander Woźny - święty proboszcz ( cz.1)
Szczęść Boże. Dziś zamieszczam na moim blogu biografię sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego - jest to bardzo bliski mojemu sercu kapłan. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego... Teraz już wiem, że to Matka Boża zwróciła moją uwagę na Sługę Bożego, ponieważ kapłan ten bardzo kochał Maryję, był oddany Matce Bożej całym sercem.
W kolejnym poście na blogu zamieszczę wspomnienia świadków życia księdza Aleksandra Woźnego. Te fakty pokażą nam, że w słowach, które używam wobec sługi Bożego: "polski święty Jan Maria Vianney" nie ma przesady.
Ks. Aleksander Woźny urodził się w Uzarzewie k. Poznania w 1910 r. w rodzinie nauczycielskiej. Był synem Edmunda i Anny z Rogoziów. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Uzarzewie kontynuował naukę w Gimnazjum Św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Prośbę o przyjęcie do seminarium złożył na ręce ks. kard. A. Hlonda, formułując ją prosto: Proszę pokornie o przyjęcie mnie do Seminarium Duchownego w Gnieźnie, uzasadniając: Mam zamiar poświęcić się stanowi duchownemu.
Opinie wychowawców o alumnie Aleksandrze były zgodne:wzorowy, uprzejmy, gorliwy, ułożony, (ks. A. Rolewski), dość zdolny, pilność nierówna, charakter dziecięcy (ks. rektor M. Kozal).
Święcenia kapłańskie otrzymał w 1933 roku w katedrze poznańskiej z rąk ks. kard. A. Hlonda. Mszę św. prymicyjną odprawił w kościele pw. Św. Michała Archanioła w Poznaniu. Służbę kapłańską rozpoczął w parafii pw. Św. Stanisława Kostki na Winiarach w Poznaniu. We wrześniu 1935 roku został mianowany wikariuszem parafii katedralnej, a 01.07.1938 roku został przeniesiony do Borku k. Gostynia. Od marca 1940 roku był więźniem obozów w Buchenwaldzie i Dachau. Zachowały się jego wspomnienia nagrane na taśmie magnetofonowej, odnoszące się do tego czasu. Charakterystyczne w nich jest to, że nie mówi o sobie lecz o innych, nie narzeka, relacjonuje pozytywne wydarzenia. Mówi, że będąc w obozie zawsze miał nadzieję w Bogu na uwolnienie. To ona inspirowała go do modlitwy, ofiarowywania cierpień za parafię, w której będzie pracował po zakończeniu wojny.
Do Polski wrócił w sierpniu 1945 roku i objął parafię pw. św. Jana Kantego w Poznaniu, którą kierował do końca życia. Pracę duszpasterską na rok przerwało uwięzienie przez Urząd Bezpieczeństwa. Ks. A. Woźny z wielką gorliwością dbał o rozwój duchowy parafii. Był założycielem pierwszego ośrodka kultu Miłosierdzia Bożego. W parafii powstają grupy modlitewne, m.in Odnowy w Duchu Świętym, Neokatechumenat, Ruch Światło-Życie. Przez wiele lat był krajowym duszpasterzem kobiet i członkiem Komisji Duszpasterstwa ds. Kobiet przy Episkopacie Polski. Był bardzo hojny i dobry dla ubogich.
W sposób heroiczny służył w konfesjonale od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora, bardzo często czekając na penitentów, którzy doświadczali wielkiej Bożej miłości i miłosierdzia. Wielu penitentów zaświadcza o szczególnych łaskach otrzymywanych przez posługę ks. A. Woźnego.
Ks. A. Woźny w październiku 1980 roku został zaproszony do Rzymu w związku z Synodem Biskupów poświęconym spowiedzi św. W czerwcu 1983 roku na Łęgach Dębińskich w Poznaniu, jako jedyny przedstawiciel złotych jubilatów kapłaństwa koncelebrował mszę św. z Ojcem Świętym. Zmarł 21 sierpnia 1983 roku. Pochowany został na cmentarzu górczyńskim w Poznaniu. 22 października 2013 roku rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. 5 grudnia 2016 r. odbyła się ekshumacja i kanoniczne rozpoznanie doczesnych szczątków Sługi Bożego oraz ich złożenie do sarkofagu w kościele pw. św. Jana Kantego.
Parafianom pozostawił list:
List do parafian św. Jana Kantego:
Drodzy Parafianie Proszę pokornie Was wszystkich, abyście przebaczyli mi wszystkie krzywdy i zaniedbania spowodowane moja złością czy naiwnością lub lenistwem. Jeżeli komuś wydaje się, że jest mi coś winien, może być pewny mego przebaczenia.
Dziękuję wszystkim za modlitwy o pomoce duchowe i materialne. Wszystkich moich przyjaciół proszę, aby nie opuścili mej biednej duszy i nie mniemali błędnie, jakobym już był w niebie i pomocy nie potrzebował. Potrzebuję jej bardzo wiele i proszę o Msze św., modlitwy, drogi krzyżowe, nabożeństwa różańcowe, brewiarz i wszelkiego rodzaju dobre uczynki i umartwienia.
Proszę, abyście brali na serio to, co Wam głosiłem jako naukę Bożą, abyście brali na serio odpowiedzialność przed Bogiem sprawiedliwym i Miłosiernym, abyście nie nadużywali Miłosierdzia Bożego.
Dlatego błagam tych, którzy trwają w grzechach i robią zgorszenie przez udawanie małżeństwa żyjąc bez ślubu kościelnego, aby rozeszli się zawczasu i naprawili zgorszenie. Proszę też wszystkich Drogich Parafian, abyście z miłością przyjęli mego następcę i zmiany, które on będzie wprowadzał w Parafii, aby naprawić moje błędy.
Módlcie się za mnie.
Poznań, dnia 21 października 1976 r.
/-/ Ks. Aleksander Woźny
sobota, 4 kwietnia 2020
Czytania z Niedzieli Palmowej z komentarzem.
EWANGELIA
Mt 21, 1-11
Wjazd Jezusa do Jerozolimy
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy się zbliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów, mówiąc im: «Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie uwiązaną oślicę i przy niej źrebię. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam ktoś coś mówił, powiecie: „Pan ich potrzebuje i zaraz je odeśle”».
A stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: «Powiedzcie Córze Syjonu: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy».
Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. Tłum zaś ogromny słał swe płaszcze na drodze, a inni obcinali gałązki z drzew i słali nimi drogę. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
«Hosanna Synowi Dawida!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!
Hosanna na wysokościach!»
Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei».
LITURGIA SŁOWA
PIERWSZE CZYTANIE
Iz 50, 4-7
Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i wiem, że nie doznam wstydu
Czytanie z Księgi proroka Izajasza
Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem.
Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 22 (21), 8-9. 17-18a. 19-20. 23-24 (R.: 2a)
Refren: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?
Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, *
wykrzywiają wargi i potrząsają głowami:
«Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli, *
niech go ocali, jeśli go miłuje».
Refren.
Sfora psów mnie opadła, *
otoczyła mnie zgraja złoczyńców.
Przebodli moje ręce i nogi, *
policzyć mogę wszystkie moje kości.
Refren.
Dzielą między siebie moje szaty *
i los rzucają o moją suknię.
Ty zaś, Panie, nie stój z daleka, *
pomocy moja, śpiesz mi na ratunek.
Refren.
Będę głosił swym braciom Twoje imię *
i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:
«Chwalcie Pana, wy, którzy Go wielbicie, †
niech sławi Go całe potomstwo Jakuba, *
niech się Go lęka całe potomstwo Izraela».
Refren.
DRUGIE CZYTANIE
Flp 2, 6-11
Chrystus uniżył samego siebie, dlatego Bóg Go wywyższył
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Filipian
Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca.
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Flp 2, 8-9
Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
Dla nas Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.
Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię.
Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
....................
Jak czytać Mękę Pańską:
+ – słowa Chrystusa
+ E. – słowa Ewangelisty
+ I. – słowa innych osób pojedynczych
+ T. – słowa kilku osób lub tłumu
....................
EWANGELIA KRÓTSZA
Mt 27, 11-54
Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według Świętego Mateusza
Jezus przed Piłatem
E. Jezusa postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.
Jezus odrzucony przez swój naród
A na każde święto namiestnik miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zgromadzili, spytał ich Piłat: I. Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? E. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: I. Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. E. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby żądały Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: I. Którego z tych dwu chcecie, żebym wam uwolnił? E. Odpowiedzieli: T. Barabasza. E. Rzekł do nich Piłat: I. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? E. Zawołali wszyscy: T. Na krzyż z Nim! E. Namiestnik powiedział: I. Cóż właściwie złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Na krzyż z Nim! E. Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej narasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: I. Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. E. A cały lud zawołał: T. Krew Jego na nas i na dzieci nasze. E. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.
Król wyszydzony
Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: T. Witaj, Królu żydowski! E. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.
Droga krzyżowa
Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić. Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc tam, pilnowali Go. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.
Wyszydzenie na krzyżu
Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: T. Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża! E. Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: T. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. E. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.
Śmierć Jezusa
Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Elí, Elí, lemá sabachtháni? E. To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: T. On Eliasza woła. E. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na trzcinie i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: T. Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby Go wybawić. E. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha.
Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.
Po zgonie Jezusa
A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: T. Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.
Oto słowo Pańskie.
Komentarz:
Pan Jezus został postawiony przed Swoimi oprawcami i jak mówi prorok Izajasz: "Nieludzko został oszpecony".
Jego widok wywoływał w tych ludziach najgorsze uczucia, wyśmiewano się z Jezusa.
Zwracam na to dziś uwagę ze względu na dwie rzeczy:
Po pierwsze dziś wielu ludzi pada ofiarą szyderstw i pogardy. Nie ma chyba gorszego uczucia na świecie niż pogarda.
Każdy z nas w swoim życiu tego doświadcza: jak bardzo boli, gdy jesteśmy spychani na margines i opluwani przez ludzi.
Pan Jezus kocha nas tak bardzo, że zechciał jako pierwszy, jeszcze przed nami, być wyśmianym i wzgardzonym.
Zdaje się mówić: "patrz Ja także cierpię jak Ty - dziecko moje".
Jego cierpienie trwa, aż po dzisiejszy dzień - niekochany przez wielu wciąż doświadcza bólu odrzucenia.
Każdy z nas może identyfikować się z Jezusem i współcierpieć razem z Nim.
Po drugie Chrystus nawet zmasakrowany przez swoich oprawców, nawet wiszący na Krzyżu nie utracił godności Króla, Pana i Zbawiciela. Był nie tylko piękny w momencie ukrzyżowania, ale także pełen majestatu i nikt Mu tego nie zdołał odebrać.
Ludzie, którzy naigrywali się z Chrystusa byli ślepcami, dlatego tego nie dostrzegli.
Jeśli więc bracie i siostro padłeś ofiarą obmowy, szyderstwa, plotek itd. pomyśl, że Jezus cierpiał w ten sposób przed Tobą. Znoszenie cierpienia ze Zbawicielem staje się sposobem na zjednoczenie się z Nim, a przez to drogą do nieba.
Wybaczmy naszym oprawcom, a wtedy Pan Bóg z tego zła, uczyni dobro - Ci ludzie, którzy tak z nas szydzą, staną się narzędziem w ręku Pana Jezusa, aby nas zbawić!
Za to wszystko, niech Pan Bóg będzie pochwalony. Nikt poza Jezusem nie czyni tak wielkich cudów w naszym życiu.
sobota, 28 marca 2020
Czytania z V Niedzieli Wielkiego Postu z krótkim komentarzem.
PIERWSZE CZYTANIE
Ez 37, 12-14
Udzielę wam mego ducha, byście ożyli
Czytanie z Księgi proroka Ezechiela
Tak mówi Pan Bóg: «Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam» – mówi Pan Bóg.
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 130 (129), 1b-2. 3-4. 5-7a. 7b-8 (R.: por. 7bc)
Refren: Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia.
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, *
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl swe ucho *
na głos mojego błagania.
Refren.
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, *
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia, *
aby Ci służono z bojaźnią.
Refren.
Pokładam nadzieję w Panu, †
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, *
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka *
niech Izrael wygląda Pana.
Refren.
U Pana jest bowiem łaska, *
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela *
ze wszystkich jego grzechów.
Refren.
DRUGIE CZYTANIE
Rz 8, 8-11
Mieszka w was Duch Tego, który wskrzesił Jezusa
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian
Bracia:
Ci, którzy według ciała żyją, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka.
Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Skoro zaś Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak ma życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
J 11, 25a. 26
Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem,
kto we Mnie wierzy, nie umrze na wieki.
Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.
EWANGELIA DŁUŻSZA
J 11, 1-45
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.
Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».
Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?»
Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła».
To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić».
Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie.
Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego».
A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć».
Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię».Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.
A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł».
Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Oto słowo Pańskie.
Komentarz:
Kochani to już kolejna niedziela, którą wielu z nas spędza w domu i nie będzie uczestniczyć we Mszy Świętej, z powodu wprowadzonych ograniczeń w związku z pandemią koronawirusa.
Nie będę tutaj komentować decyzji władz, przez które w Kościele podczas Mszy Świętej może przebywać jedynie 5 osób.
Chcę Wam powiedzieć, że dzisiejsze czytania są bardzo ważne i dają nam w tym trudnym czasie nadzieję - w końcu naszą jedyną nadzieją jest Pan Jezus, który dziś kieruje do nas powyższe słowa....
Boimy się, obawiamy się o życie nasze i naszych bliskich. Natomiast Pan Jezus mówi wyraźnie, żeby się nie lękać, bo nie śmierci doczesnej mamy się obawiać.
Pan Jezus jest Chlebem, który daje nam życie wieczne, jest On tym, który wydobywa nas z grobu. Mamy lękać się jedynie śmierci wiecznej.
Pan mówi w pierwszym czytaniu: "Ja to wykonam" czyli daje nam obietnicę, że grób to nie koniec, bo Jezus daje nam życie i wskrzesi nas w dniu ostatecznym.
W powyższym Psalmie Pan Bóg zachęca nas, abyśmy Mu zaufali, ponieważ jest naszym Zbawieniem i jest pełen Miłosierdzia. Nie jest więc Tym, który nas surowo karze pandemią koronawirusa, tylko kochającym Ojcem, który dziś chce nas zachęcić do skupienia się na życiu wiecznym.
Chcę tutaj wspomnieć o słowach ks. Dominika Chmielewskiego, który powiedział abyśmy prosili naszych kapłanów o możliwość przyjęcia Pana Jezusa, ponieważ są odpowiednie obrzędy, które umożliwiają przyjęcie Eucharystii bez udziału we Mszy Świętej.
Nie bójmy się przyjmować Pana Jezusa do serca, ponieważ jest Barankiem Bożym, niewinnym, kochającym, naszym Lekarzem...
W drugim czytaniu z dzisiejszej niedzieli św. Paweł mówi nam, że ciało wprawdzie podlega śmierci, ale duch żyje na skutek usprawiedliwienia.
To Jezus Chrystus jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy. Umarł na Krzyżu po to, abyśmy żyli i mieli życie w obfitości.
Spójrzmy na Ewangelię - to jest potwierdzenie dzisiejszych czytań.
Łazarz umiera, ale Pan Jezus wskrzesza go z martwych. Robi to po pierwsze, aby dać nam nadzieję, że jest z nami przy śmierci bliskich osób i płacze razem z nami.
Po drugie Pan Jezus chce nam pokazać, że jest Panem życia i śmierci, a bez Jego zgody nic nam nie grozi. Należy tutaj podkreślić, że Jego wola jest samym dobrem i to, że żyjemy na tym świecie, aby wolę Bożą pełnić.
Szukajmy więc jak tylko możemy, sposobu, aby pomimo tych ograniczeń trwać w łasce uświęcającej.
Jest to wielka próba dla nas, którzy pragniemy Pana Jezusa. Właśnie teraz przyszedł czas, aby okazać swoją wierność Panu Bogu. Nie upadajmy na duchu.
W górę serca. Nie lękajmy się. Amen.
Dziś śpiewajmy z radością:
Bądźże pozdrowiona, Hostio żywa,
W której Jezus Chrystus Bóstwo ukrywa!
Witaj, Jezu, Synu Maryi,
Tyś jest Bóg prawdziwy w świętej Hostyi.
Bądźże pozdrowione, drzewo żywota,
Niech kwitnie niewinność, anielska cnota.
Witaj Jezu...
Bądźże pozdrowiony, Baranku Boży,
Zbaw nas, gdy miecz Pański na złych się sroży!
Witaj Jezu...
Bądźże pozdrowiony, Anielski Chlebie,
W tym tu Sakramencie wielbimy Ciebie.
Witaj, Jezu...
Bądźże pozdrowiona, święta Krynico!
Serce Przenajświętsze, łaski świątnico!
Witaj, Jezu...
Bądźże pozdrowiony, Boski Kapłanie,
Przyjm nasze ofiary, usłysz błaganie.
Witaj Jezu...
Bądźże pozdrowiona, żywa Ofiaro!
Broń nas przed doczesną i wieczną karą!
Witaj, Jezu...
Bądźże pozdrowiony, Dobry Pasterzu!
Tyś dał duszę swoją za nas na krzyżu!
Witaj, Jezu...
Bądźże pozdrowiony, Wszechmocny Boże!
Już Cię kocham szczerze, jak serce może!
Witaj, Jezu...
niedziela, 23 lutego 2020
Modlitwa do bł. Pieriny Morosini, św. Małgorzaty z Kortony i św. Małej Arabki - autor Monika Świtalska
Błogosławiona Pierino -
Perło Kościoła katolickiego,
Męczennico w obronie ślubowanego dziewictwa.
Ty, mimo młodego wieku
nie lękałaś się stawić czoło nieprzyjacielowi.
Dopomóż mi być wierną Boskiemu Oblubieńcowi,
Bądź moją opiekunką i wspomóż mnie
w walce z pokusami.
Chroń przed niebezpieczeństwem gwałtu i wrogami mojej duszy.
Chcę, tak jak Ty,
być misjonarką w swoim środowisku.
Pokaż mi jak ewangelizować życiem i cierpieć dla Pana,
a w chwili śmierci wyjdź mi na spotkanie,
razem ze świętą Marią Goretti,
błogosławioną Karoliną Kózkówną,
na czele z Najświętszą Dziewicą Maryją. Boże w Trójcy Jedyny,
proszę Cię o rychłą kanonizację bł. Pieriny Morosini,
a za Jej przyczyną udziel mi łaski...
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Błogosławiona Pierino - módl się za nami.
Święta Małgorzato - tercjarko franciszkańska,
siostro ubożuchna...
Ty po swoim upadku w grzech,
nawróciłaś się tak bardzo,
że zostałaś Oblubienicą Pana Jezusa i
wielką świętą Kościoła katolickiego.
Pomóż mi tak odmienić moje życie, abym żył(a) i umierał(a) dla Pana Jezusa,
umierał(a) będąc świętym(ą).
Niech z każdego upadku pomoże mi powstać Twoje wstawiennictwo u Boga i Najświętszej Maryi Panny. Amen.
Święta Małgorzato z Kortony - módl się za mnie.
Święty Franciszku - módl się za mnie.
Święta Klaro - módl się za mnie.
Święta Mała Arabko - karmelitanko bosa, któraś dzieliła cierpienia z Jezusem ukrzyżowanym,
któraś była tak święta,
a tak bardzo pokorna, że sama nazwałaś siebie nicością...
Uproś mi łaskę głębokiej pokory i umiejętności współcierpienia z Panem Jezusem, aż do całkowitego zjednoczenia się z Nim, bo -
chociaż był Bogiem, był uniżony,
był Synem Bożym a wyniszczył się dla nas.
Niech podobnie jak Ty Mała Arabko zjednoczę się z Jezusem, aż przy śmierci ujrzę na swym ciele stygmaty Jego męki.
Wyproś prawdziwe wylanie się na mnie Ducha Świętego i Jego darów, przewidzianych tym, którzy miłują Boga. Amen.
Duchu Święty - natchnij mnie.
Maryjo - Oblubienico Ducha Świętego - módl się za mnie.
Święta Mała Arabko - módl się za mnie.
Dlaczego nawrócenie bywa procesem? + Moje świadectwo
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Cieszę się, że mogę dzielić się z Wami doświadczeniem wiary. Dziś zapraszam Was do wspól...
-
"Za czym tęsknię?" Za czym tęsknię i dlaczego tak bardzo boleje moja dusza? W sercu spiekota i ogromna, pustynna susz...
-
Jestem Mateusz mam 31 lat, w 24 roku mojego życia Jezus uwolnił mnie od narkotyków. Zabrał mi całkowicie obsesje zażywania drag...
-
Ten temat jest mi szczególnie bliski. Wiem, jak bolą zadane krzywdy. Nie jest łatwo przebaczyć , ale z pomocą Bożą jest to możli...